REKLAMA
REKLAMA

AS: Atlético złoży skargę do FIFA na Barcelonę: „Wszyscy wiedzą, że to klub oszustów”

Atlético nie ma wątpliwości, że za ostatnimi słowami Juliána Álvareza stoi Barcelona. Klub z Metropolitano zapowiada skargę do FIFA i przekonuje, że Katalończycy negocjowali z piłkarzem mającym kontrakt ważny do 2030 roku.

REKLAMA
REKLAMA
AS: Atlético złoży skargę do FIFA na Barcelonę: „Wszyscy wiedzą, że to klub oszustów”
Julián Álvarez i Pedri. (fot. Getty Images)

Julián Álvarez wypowiedział na głos to, czego w Atlético obawiali się od kilku dni. Po meczu Argentyny z Austrią napastnik Rojiblancos został zapytany przez ESPN o swoją przyszłość i przyznał, że rozmawiał już z ludźmi z klubu.

REKLAMA
REKLAMA

„Cóż, szczerze mówiąc, myślę, że to nie jest moment, by o tym rozmawiać. Nie mogę jednak chować głowy w piasek ani udawać, że sprawa mnie nie dotyczy. Staram się być uczciwym człowiekiem. Rozmawiałem z ludźmi z klubu, z tymi, z którymi musiałem porozmawiać i uważam, że najlepszy dla wszystkich będzie transfer. Chcę spełnić swoje marzenie”, powiedział Argentyńczyk.

Álvarez nie wymienił Barcelony, ale Atlético nie ma wątpliwości, kogo dotyczy cała sprawa. Patricia Cazón z dziennika AS informuje, że klub z Metropolitano zamierza złożyć skargę na Barcelonę przed sportowe organy FIFA za negocjowanie z piłkarzem, który ma ważny kontrakt do 2030 roku.

„W przeszłości widzieliśmy już, jak działa Barcelona”, mówią źródła z Atlético cytowane przez Asa. Na Metropolitano przypominają sprawę Antoine’a Griezmanna i próby sprowadzenia go na Camp Nou „gdy Atlético grało z Juventusem o awans w Lidze Mistrzów”. „Obiecywali prowizje jego siostrze, rodzinie i samemu zawodnikowi…”, dodają te same źródła.

W Atlético nie zamierzają teraz siadać do rozmów z Barceloną. Stanowisko klubu ma być twarde i sprowadza się do jednego komunikatu: Álvarez nie zostanie sprzedany Katalończykom.

REKLAMA
REKLAMA

„Nie ma żadnej kwoty, za którą Barcelona mogłaby kupić Juliána. On nie zostanie sprzedany Barcelonie”, przekazują z Metropolitano. W klubie odsyłają wyłącznie do klauzuli odstępnego, która wynosi 500 milionów euro. „Albo zapłacą klauzulę, albo nic”, dodają.

Atlético ma pretensje nie tylko o samą próbę sprowadzenia zawodnika, ale też o sposób działania Barcelony. W klubie uważają, że Katalończycy kolejny raz próbują najpierw nakłonić piłkarza do publicznego gestu, a później wykorzystać jego słowa jako nacisk na klub, z którym ma kontrakt.

„Wszyscy wiedzą, że to klub oszustów”, twierdzą źródła z Atlético, odnosząc się do sprawy Negreiry oraz wcześniejszych działań Barcelony wobec zawodników innych drużyn. „Trafili jednak na klub, który nie będzie im bił brawo za taki numer”, dodają.

Na Metropolitano porównują sprawę Álvareza do sytuacji Nico Williamsa z poprzedniego lata. „Barcelona pogrywała już w ten sposób kilka razy. Choćby ostatniego lata z Nico Williamsem”, mówią w Atlético. Według źródeł Asa w klubie odebrano ostatnie wydarzenia jako element zaplanowanej akcji.

„W ostatnich godzinach odbywały się spotkania z ludźmi ze środowiska Barcelony, którzy z wyprzedzeniem mówili, co ma się wydarzyć. Niektórzy śmiali się z tej zagrywki: «Brakuje tylko, żeby przemówił zawodnik…». I Julián nie wymienił Barcelony, nie wiemy dlaczego”, przekazują z Atlético.

REKLAMA
REKLAMA

Klub z Metropolitano chce, aby sprawą zajęła się FIFA i aby sportowe organy ukarały Barcelonę za negocjowanie z zawodnikiem bez zgody Atlético. Na razie Rojiblancos nie widzą żadnej drogi do porozumienia z Katalończykami. W ich wersji sprawa jest prosta: albo Barcelona płaci 500 milionów euro klauzuli, albo Álvarez nie trafi na Camp Nou.

Real Madryt pozostaje w tej historii na uboczu. AS informował wcześniej, że Królewscy od dwóch tygodni nie wykonali żadnego ruchu w sprawie Álvareza. Real złożył Atlético ofertę w wysokości 150 milionów euro, usłyszał odmowę i nie wrócił z kolejną propozycją. Słowa Argentyńczyka nie zmieniły tego stanowiska.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (34)

REKLAMA