Julián Álvarez po raz pierwszy tak jasno zabrał głos w sprawie swojej przyszłości. Po meczu Argentyny z Austrią napastnik Atlético w rozmowie z ESPN przyznał: „Cóż, szczerze mówiąc, myślę, że to nie jest moment, by o tym rozmawiać. Nie mogę jednak chować głowy w piasek ani udawać, że sprawa mnie nie dotyczy. Staram się być uczciwym człowiekiem. Rozmawiałem z ludźmi z klubu, z tymi, z którymi musiałem porozmawiać i uważam, że najlepszy dla wszystkich będzie transfer. Chcę spełnić swoje marzenie”.
José Félix Díaz z dziennika AS informuje, że Real Madryt od dokładnie dwóch tygodni nie wie nic nowego o sytuacji Álvareza i nie wykonał żadnego ruchu wokół jego przyszłości. Działania Królewskich miały ograniczyć się do jednej oferty w wysokości 150 milionów euro, którą Atlético odrzuciło, odsyłając do klauzuli odstępnego wynoszącej 500 milionów euro.
Według Asa działacze Realu Madryt nie wiedzieli też, co wydarzy się po meczu Argentyny z Austrią. Królewscy nie stali za publiczną deklaracją napastnika i nie mieli wiedzy, że zawodnik zdecyduje się w ten sposób zabrać głos w sprawie swojej przyszłości. Oferta złożona Atlético nie miałaby już dziś ważności, a w Valdebebas po jej odrzuceniu nie rozważano ani jej podniesienia, ani wykonania kolejnego ruchu.
Podobnie sytuację przedstawia The Athletic. Według tego źródła Real Madryt nie powinien wrócić z lepszą propozycją. W Atlético część osób miała zresztą uznać już wcześniej, że oferta Królewskich nie była realnym początkiem negocjacji.
Po wypowiedzi Álvareza najwięcej emocji wywołuje jednak wątek Barcelony. AS zaznacza, że do tej pory jedynym klubem, który oficjalnie wykonał ruch w sprawie Argentyńczyka, był Real Madryt. Barcelona nie przedstawiła żadnego oficjalnego stanowiska poza wypowiedziami, w których chwalono grę napastnika. Atlético ma jednak uważać, że ostatnie wydarzenia nie są przypadkowe i według Asa zapowiada skargę na klub z Katalonii.
W Barcelonie słowa Álvareza zostały odczytane jednoznacznie. Mundo Deportivo pisze, że napastnik wykonał gest, którego Barça oczekiwała, aby spróbować zmusić Atlético do ruchu. La Vanguardia idzie jeszcze dalej i przedstawia wypowiedź Argentyńczyka jako publiczne opowiedzenie się za transferem do Barcelony. W Atlético mają patrzeć na to zupełnie inaczej: jako na efekt działań klubu z Katalonii wokół zawodnika, który ma kontrakt ważny do 2030 roku. W tym kontekście wracają wcześniejsze informacje Cadena SER, według których w Metropolitano już od miesięcy z dużą irytacją odbierano strategię Barcelony przy Álvarezie.
W poniedziałek dodatkowe zamieszanie wywołała obecność Miguela Ángela Gila Marína w Barcelonie. Dziennik Sport informuje jednak, że wizyta jednego z najważniejszych działaczy Atlético nie miała związku z przyszłością Álvareza. Spotkania dotyczyły spraw finansowych i biznesowych, między innymi kontaktów z CaixaBankiem. Nie doszło też do rozmów z Joanem Laportą ani Deco, który przebywa obecnie w Brazylii.
MARCA przypomina z kolei, że już 25 maja informowała o decyzji Álvareza, który miał przekazać Atlético chęć odejścia po dwóch sezonach spędzonych na Metropolitano. Według tego źródła Argentyńczyk wskazał wtedy Barcelonę jako preferowany kierunek. Później z Camp Nou zaczęły wypływać kolejne informacje, a Atlético odpowiedziało na nie bardzo ostro w mediach społecznościowych.
Manolo Lama z COPE podaje z kolei, że Atlético ze względów honorowych nie chce sprzedawać Álvareza Barcelonie i szuka innej drogi. W tym kontekście pojawia się Premier League, a konkretnie Arsenal. Według Lamy na stole mogłaby pojawić się operacja z pieniędzmi i Viktorem Gyökeresem. Anglicy mieliby zapłacić 40, 50 albo 60 milionów euro i dorzucić szwedzkiego napastnika, który odpowiadałby profilowi klasycznej dziewiątki. W takim scenariuszu klub z Metropolitano mógłby następnie sprzedać Sørlotha i przebudować atak.
Na Metropolitano nikt nie zamierza jednak oddawać Álvareza na warunkach, które klub uzna za niekorzystne. Według COPE Atlético jest gotowe twardo postawić sprawę i zatrzymać Argentyńczyka nawet wtedy, gdy ten będzie naciskał na odejście.
Real Madryt obserwuje więc zamieszanie z boku. Królewscy wykonali jeden oficjalny ruch, usłyszeli odmowę i od dwóch tygodni nie wrócili do Atlético. Po słowach Álvareza nic w tej kwestii, przynajmniej w Valdebebas, się nie zmieniło.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się