REKLAMA
REKLAMA

Czy socio Realu Madryt otrzymałby pieniądze ze sprzedaży stadionu Santiago Bernabéu?

Florentino Pérez zapowiada w kampanii wyborczej, że zmieni strukturę właścicielską klubu, by nadać wartość własności socios. Jego rywal Enrique Riquelme odpowiada, że to prywatyzacja i sprzedaż Realu Madryt. Dziennikarz David Álvarez z El País przyjrzał się dzisiejszej sytuacji socios i temu, co faktycznie posiadają jako teoretyczni właściciele Realu Madryt. Przedstawiamy jego pełny tekst.

REKLAMA
REKLAMA
Czy socio Realu Madryt otrzymałby pieniądze ze sprzedaży stadionu Santiago Bernabéu?
Widok na Bernabéu przy okazji kwietniowego meczu z Alavés. (fot. Getty Images)

Zarówno Florentino Pérez, jak i Enrique Riquelme podkreślali w tych dniach kampanii znaczenie roli socios Realu Madryt jako właścicieli klubu. Z różnych perspektyw. Prezes uważa, że nie są wystarczająco właścicielami i że pozostają nimi jedynie „w sferze sentymentalnej”, dlatego proponuje przekształcenie spółkowe, aby byli nimi także „w sferze ekonomicznej i prawnej”. Kandydat z kolei uważa, że propozycja Péreza otwiera drzwi do tego, by przestali być właścicielami. Ale czego dokładnie właścicielami są socios?

REKLAMA
REKLAMA

„Socio nie jest właścicielem części klubu w sensie majątkowym”, wyjaśnia specjalizujący się w sporcie prawnik Javier Méndez, dyrektor departamentu handlowego w kancelarii Baker McKenzie. „Nie ma udziału w stadionie, w marce ani w żadnym aktywie. Socio uczestniczy w zarządzaniu klubem, ale nie jest to wartość ekonomiczna”.

Wyjaśnienie leży w samej jego naturze prawnej. W odróżnieniu od większości klubów, Real Madryt obok Barcelony, Athleticu i Osasuny zdecydował w latach 90., że nie przekształci się w sportową spółkę akcyjną (hiszpański skrót to SAD). Pozostał „podmiotem sportowym”, który „nie działa w celu osiągnięcia zysku”, zgodnie ze swoim statutem. Jako prywatne stowarzyszenie podlega ustawie organicznej 1/2002. Tam można znaleźć odpowiedź na hipotetyczne pytanie, które pomaga zrozumieć, czego właścicielami są socios Realu Madryt. Co więc stałoby się ze stadionem Santiago Bernabéu, gdyby socios zdecydowali o rozwiązaniu klubu?

Okazuje się, że nie mogliby podzielić się pieniędzmi z hipotetycznej sprzedaży. „Majątkowi należy nadać przeznaczenie przewidziane w statucie”, stanowi artykuł 17. ustawy o stowarzyszeniach. Statut mówi, że z majątkiem, który pozostanie po spłaceniu długów, należy zrobić to, co nakazuje prawo, a jeśli nie nakazuje niczego, jak ma to miejsce w tym przypadku, „przeznaczeniem tego majątku będzie Fundacja Realu Madryt”.

REKLAMA
REKLAMA

A co stałoby się, gdyby fundacja została rozwiązana po przejęciu własności Bernabéu? Wtedy pieniądze również nie trafiłyby do socios. Zgodnie ze statutem fundacji w takim przypadku „całość jej majątku zostanie przeznaczona na „któryś z podmiotów uznawanych za beneficjentów mecenatu zgodnie z ustawą 49/2022 z 23 grudnia lub na podmioty publiczne o charakterze niefundacyjnym, które realizują cele interesu ogólnego”.

Gdyby hipotetyczna sprzedaż Bernabéu nastąpiła bez rozwiązania klubu, socios również nie mogliby podzielić się pieniędzmi. Przestrzega przed tym artykuł 13. ustawy o stowarzyszeniach: „Zyski uzyskane przez stowarzyszenia, wynikające z prowadzenia działalności gospodarczej, w tym ze świadczenia usług, muszą być przeznaczone wyłącznie na realizację ich celów, bez możliwości ich podziału między członków stowarzyszenia w żadnym przypadku”.

Te ramy prawne wyjaśniają jedno ze zdań Florentino Péreza wypowiedzianych w poniedziałek podczas aktu kampanijnego z członkami oficjalnych fanklubów w Toledo: „Socio jest właścicielem czegoś, co w pieniądzach nie należy do nikogo”, powiedział. „Twoja własność jest niczym więcej niż uczuciem. To jest warte dużo, oczywiście, ale nie jest warte ani jednego euro, niczego nie generuje, nie możesz zostawić tego swoim dzieciom”.

REKLAMA
REKLAMA

To właśnie z tej idei narodziła się propozycja przekształcenia spółkowego, którą zasygnalizował na zgromadzeniu socios-delegatów w 2024 roku i do której dodał szczegóły na zgromadzeniu w listopadzie ubiegłego roku. Zaproponował utworzenie spółki zależnej, podobnej do tej, która istnieje w celu eksploatacji Bernabéu, oraz sprzedaż inwestorowi równowartości 5% klubu. Jak wyjaśnił, cena, którą inwestor zgodziłby się zapłacić, posłużyłaby do ustalenia wartości klubu. Ta kwota - według jego szacunków 10 miliardów euro - określiłaby z kolei wartość udziałów, które zostałyby przyznane każdemu socio. Nie byłyby to akcje spółki zależnej, lecz prawa członkowskie, podobne do tych w klubie golfowym, które można byłoby kupować i sprzedawać między członkami. „Ja dam socios własność ekonomiczną”, powtórzył w niedzielę w wywiadzie dla El País.

Ta rozmowa postawiła w stan gotowości Riquelme, który znaczną część swojej kampanii skupił na dyskutowaniu o tym projekcie, nazywając go „prywatyzacją” i który jego zdaniem otwiera on drzwi do tego, by klub przestał należeć do socios. „To sprzedać klubu po ponad 120 latach”, powiedział w niedzielę. „Zaczęcie dzielenia na kawałki tego, co należy do wszystkich, aby oddać to w ręce nielicznych”. I podniósł ton wyborczej rywalizacji: „Te wybory nie są już normalnymi wyborami, są wprost referendum w sprawie sprzedaży Realu Madryt”, powiedział.

REKLAMA
REKLAMA

Pérez nie zgadza się z oceną Riquelmego. „To dokładnie przeciwieństwo prywatyzacji. To praca nad najbardziej transformacyjną formułą w historii klubu, aby własność klubu naprawdę należała do jego socios, a nie tak, jak było do tej pory”.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA