– Dobry wieczór wszystkim, drodzy burmistrzowie, drodzy socios, drodzy członkowie peñi. Przede wszystkim, chcę wam podziękować za to, że mi towarzyszycie, a ponad wszystkim za siłę, jaką dajecie mi swoją sympatią i swoim wsparciem. Wiem, jak wiele pracujecie tutaj w regionie Kastylii-La Manchy, by dalej podtrzymywać to uczucie, jakim jest madridismo i które łączy miliony ludzi na całym świecie. Nosicie Real Madryt w sercu, tak jak ja noszę go od 4. roku życia, kiedy mój ojciec zabierał mnie na stadion Santiago Bernabéu. Nauczyłem się od niego, że bycie kibicem Realu Madryt jest zobowiązaniem na całe życie, a także wielką odpowiedzialnością. Dziś z dumą mogę powiedzieć, że razem budujemy wielką historię wartości i sukcesów. I szczerze uważam, że madridistas bardzo dobrze wiedzą, co reprezentuje ten herb.
– Real Madryt ponownie został uznany przez prestiżowy magazyn Forbes za najcenniejszy klub piłkarski świata i klub sportowy, który notuje największe przychody w historii sportu, już piąty rok z rzędu, wyprzedzając nawet tych, którzy przez lata byli historycznym punktem odniesienia, czyli Dallas Cowboys z NFL. W tym sezonie również zanotujemy rekordowe przychody na poziomie 1,25 miliarda euro, a wkrótce dojdziemy do 2 miliardów euro przychodów. Przewodzimy także rankingowi Deloitte wśród klubów o największych przychodach na świecie. Ponadto jesteśmy najsilniejszą i najcenniejszą marką świata według Brand Finance. Real Madryt jest również klubem o największej reputacji na świecie według Światowego Stowarzyszenia Sportu. Nie lubimy się przechwalać, ale przewodzimy wszystkim międzynarodowym rankingom sportu. To uznanie dla naszego przywództwa i międzynarodowego prestiżu nie jest dziełem przypadku. Jest owocem solidnego, odpowiedzialnego i ambitnego zarządzania, które każdego dnia prowadzimy w Realu Madryt, by nadal być wielkim punktem odniesienia światowego futbolu, a przede wszystkim by wygrywać i dalej wygrywać. I to właśnie to zarządzanie pozwala nam przeżywać etap, który jest jednym z najwspanialszych w naszych 124 latach historii. Razem, odkąd jestem prezesem, zdobyliśmy 66 tytułów, w tym 10 Pucharów Europy: siedem w piłce nożnej i trzy w koszykówce. Te tytuły przychodzą dlatego, że byliśmy w stanie sprawić, by przychodzili tutaj najlepsi piłkarze świata. I dziś mówię wam, że mamy wielką kadrę, z zawodnikami, których chciałyby mieć wszystkie wielkie kluby. Ale mówię wam również, że przyjdą nowe gwiazdy, nowe wzmocnienia na ten sezon, który się zaczyna. Tak było i tak zawsze będzie ze mną. Wiemy, jakich wzmocnień potrzebujemy i w przyszłym sezonie będą tutaj, zakładając koszulkę Realu Madryt. Odkąd objąłem prezesurę klubu, zawsze widziałem twarze madridistas z całego świata pełne nadziei. I ta nadzieja nigdy ze mną nie zgaśnie. Tutaj zawsze będą grać najlepsi. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
– Jestem dziś tutaj, by ponownie powiedzieć wam, że wszystkiego, co osiągnęliśmy, musimy bronić ze wszystkich sił, żeby nigdy nie zabrano nam tego, co jest nasze. Bo chcę, żeby dobrze usłyszeli mnie ci, którzy kłamią. Chcę im powiedzieć, że Real Madryt jest i zawsze będzie należał do swoich socios. Niech nie kłamią, niech nie tworzą fałszywych plotek. Dlatego mówię wszystkim socios, że musimy być bardzo czujni. Mamy obowiązek wiedzieć, co dzieje się od pewnego czasu. Ja mam odpowiedzialność, by bronić interesów Realu Madryt i zawsze będę to robił. Wykryliśmy coś bardzo poważnego, na co madridistas nie mogą pozwolić. Wykorzystano to, że wyniki sportowe w tym sezonie nie były takie, jakich oczekiwaliśmy i że zajęliśmy drugie miejsce w lidze. Rozumiem, że to grzech [śmiech], ale oczywiste jest, że ani w piłce nożnej, ani w żadnym sporcie nie zawsze można wygrać wszystko. Jednak właśnie z tego powodu są tacy, którzy uruchomili operację w cieniu, idąc ręka w rękę z niektórymi dziennikarzami i z pewnymi mediami, którzy nie kochają Realu Madryt, którzy od wielu lat są wrogami Realu Madryt i robią to z jedynym celem: próbą zdestabilizowania klubu. Prowadzili kampanie różnego rodzaju, niektóre z nich nikczemne. Uznali, że mogą wykorzystać ten moment, by przeprowadzić serię ataków, które naprawdę przekraczają czerwoną linię godności. I co się stało? Kiedy zdjęli maski i zaprezentowali się jako kandydatura w tych wyborach, zorientowaliśmy się, kim są.
– To ci sami ludzie z najbardziej mrocznego etapu naszej historii. To synowie, szwagrowie i byli działacze z czasów Calderóna. To ci, którzy doprowadzili do walnego zgromadzenia hańby. Prawda jest taka, że myślałem, iż madridistas nigdy więcej nie będą musieli przypominać sobie tamtego skandalu, przez który tak bardzo cierpieliśmy my, którzy naprawdę wierzymy w Real Madryt. Musieliśmy znosić obraz, który chcielibyśmy wymazać z naszej pamięci, ale który właśnie w tej chwili powinniśmy dobrze przypomnieć. Ci, którzy wchodzili w skład zarządu Ramóna Calderóna, dopuścili do czegoś niesłychanego: osoby, które nie były socios Realu Madryt, wchodziły na Walne Zgromadzenie socios-delegatów i głosowały. Niektórzy z nich byli nawet kibicami Atlético Madryt, jak można było wtedy zobaczyć na okładkach mediów. Czy w historii naszego klubu jest coś poważniejszego niż fakt, że zarząd pozwala, by skradziono suwerenność nam, socios, którzy jesteśmy właścicielami klubu? Żeby ktoś, kto nie jest socio, wszedł nielegalnie na zgromadzenie i żeby jego głos był wart tyle samo co głos wasz, głos socio Realu Madryt? Czy naprawdę ktoś może to zaakceptować?
– Powiem wam coś z absolutną stanowczością. Mówię to tym, którzy byli częścią tamtego mrocznego zarządu, synom i szwagrom, którzy dziś chcą przejąć stery klubu, jakby tamta epoka nigdy nie istniała, jakby nic się nie wydarzyło. Zwracam się do nich wszystkich i mówię im: splamiliście już wizerunek Realu Madryt, a ja zawsze będę stał wam na drodze. Nie pozwolimy, by ponownie deptano wartości, które w Realu Madryt są święte. Teraz rozumiem, skąd bierze się cała ta kampania. Ja, który mam doświadczenie zawodowe znane wszystkim, nadal dziwię się takim informacjom jak te opublikowane przez tak prestiżowe w świecie ekonomii medium jak Bloomberg. Przeczytaliśmy tam, że ten, kto startuje w wyborach na prezesa Realu Madryt, jest kimś, kto prosi o pożyczkę dla swoich firm z oprocentowaniem 54% rocznie. No to już wszystko rozumiem. Dlatego żaden hiszpański bank nie chciał udzielić mu poręczenia, by mógł kandydować na prezesa Realu Madryt. Musiał w tym celu zwrócić się do banku w Andorze.
– W najbliższych dniach będę szczegółowo omawiał różne projekty przyszłości, jakie mamy dla Realu Madryt: sportowy, socjalny i ekonomiczny. Ale po tym wszystkim, co wam opowiadam, w tej sytuacji, którą bardzo trudno zrozumieć i wiedząc już, kim są ci, którzy razem z niektórymi mediami, wrogami Realu Madryt, przygotowali tę tak mroczną kampanię, już teraz mówię wam, że będę pracował ze wszystkich sił, by zabezpieczyć Real Madryt przed tymi, którzy uderzają w nasze wartości i przed tymi, którzy chcą położyć rękę na naszym majątku ekonomicznym, jak działo się to również w ostatnim czasie. Im wszystkim mówię, że zawsze będą mieli mnie przeciwko sobie. I mówię im, żeby przestali kłamać. Socio Realu Madryt nie boi się niczego ani nikogo, niezależnie od tego, ile kłamstw będą dalej opowiadać. Czy naprawdę ktoś może uwierzyć, że ja, który w 2000 roku musiałem poręczyć 25 milionami dawnych peset [około 150 milionami euro - dop. red.] z mojego osobistego majątku, żeby piłkarze naszej drużyny mogli otrzymać wypłaty, teraz sprywatyzuję albo sprzedam klub? Przestańcie kłamać w tak nieprzyzwoity sposób. Dopóki jestem prezesem Realu Madryt, ten klub zawsze będzie swoich socios. I to socios są jedynymi, którzy nadal będą decydować o przyszłości Realu Madryt.
– To całkowicie fałszywe, że Real Madryt ma zostać sprywatyzowany. Jest dokładnie odwrotnie. Chodzi o pracę nad najbardziej przełomową formułą w historii klubu, aby własność klubu naprawdę należała do jego socios. Nie tak jak do tej pory, gdy jesteśmy właścicielami tylko w sensie emocjonalnym. Ja chcę, by socio był właścicielem także w sensie ekonomicznym i prawnym, by socios byli rzeczywistymi właścicielami majątku ekonomicznego, który zbudowaliśmy przez ostatnie 26 lat. Dziś mówi się, że klub jest socios i to prawda, ale jest to coś symbolicznego. Bo dziś twoja własność jest tylko uczuciem. To wiele znaczy, oczywiście, ale nie jest warte ani euro, niczego nie generuje i nie możesz zostawić tego swoim dzieciom. Socio jest właścicielem czegoś, co pod względem finansowym nie należy do nikogo. I tu tkwi niebezpieczeństwo. W piłce nożnej ten tak piękny, ale tak kruchy model klubu jest właśnie tym, co niektórzy wykorzystują, by przejmować cudze kluby. Zadłużają je, duszą przychody, aż klub nic nie jest wart, a wtedy pojawia się ktoś trzeci i kupuje go za bezcen. I to zagrożenie nie przychodzi tylko z zewnątrz. Wyobraźmy sobie, że taki zarząd, jaki proponuje kandydat, postanawia, jak sam powiedział, zrobić od razu 100 tysięcy nowych socios. Albo milion. Dlaczego nie? Tak po prostu. To sprawiłoby, że my, obecni socios, natychmiast całkowicie stracilibyśmy kontrolę nad klubem. Tak łatwo Real Madryt przestałby być nasz. Cios zostałby wymierzony od środka klubu.
– Nie mówię wam niczego, czego byśmy nie wiedzieli. Wiele klubów skończyło w rękach funduszy prywatnych albo osób prywatnych, które nimi zarządzały. Wiele z nich jest bardzo blisko nas. To one naprawdę zostały sprywatyzowane. Przestańcie kłamać. Dopóki ja tu jestem, to się nie wydarzy. Zrobimy dokładnie odwrotnie. Zabezpieczymy klub tak, by nigdy nie miał innego właściciela niż socios Realu Madryt. Pracujemy nad formułą, w której oczywiście Real Madryt nadal będzie tym, czym był zawsze: klubem-stowarzyszeniem socios. Socio nadal będzie wybierał prezesa co cztery lata, wraz z zarządem i zgromadzeniem delegatów. Jak zawsze będzie obowiązywać zasada: jeden socio, jeden głos. Ani mniej, ani więcej.
– Przestańcie kłamać. Real Madryt pozostanie Realem Madryt. Klub pozostanie klubem. W formule, nad którą pracujemy, klub tworzy spółkę, tak jak zrobiliśmy już na przykład przy eksploatacji Bernabéu i jest właścicielem 95% albo nawet trochę więcej tej spółki. W ten sposób wpuszcza się zewnętrznego partnera do tej utworzonej spółki. Ale po co? Nie po to, żeby rządził. Nie będzie o niczym decydował, niczego kontrolował. To, co da nam jego udział, to realna wycena. Dokładnie tak. Forbes mówi dziś, że nasza wartość to 10 miliardów. Dobrze, ale dopóki tego nie zrobimy, nie będziemy wiedzieć, jaka jest rzeczywista wartość naszego klubu. Ja uważam, że jest większa. Pewne jest natomiast to, że przy polityce, jaką prowadzimy, będzie wart 20, 30, 40 miliardów. Efekt będzie taki, że po raz pierwszy w naszej historii klub, a więc wy, socios, staniecie się rzeczywistymi właścicielami z dokumentami, właścicielami handlowymi, posiadaczami jednego z najcenniejszych aktywów ekonomicznych na świecie, jakim jest Real Madryt. Przestajesz być właścicielem symbolu, a stajesz się właścicielem czegoś, co jest warte tyle, ile w danym momencie będzie wart Real Madryt. Oby Bóg dał nam długie życie, bo będzie to bardzo dużo pieniędzy. Tyle, że dziś nie potrafilibyśmy nawet sobie tego wyobrazić. Chodzi o to, by zamienić twoją legitymację socio w coś, co wreszcie ma prawdziwą wartość ekonomiczną. Twoją i twoich dzieci. I nie miejcie żadnych wątpliwości: zobowiązałem się, że ta formuła musi zostać najpierw zatwierdzona przez zgromadzenie socios-delegatów, a następnie zwołam wszystkich socios Realu Madryt, by to oni zdecydowali w przyszłości, jaka jest najlepsza droga przekazania tego majątku ekonomicznego socios.
– Przypominam wam, że to ja zagwarantowałem, iż każda decyzja tego rodzaju zawsze musi zostać zatwierdzona w referendum przez wszystkich socios Realu Madryt. To ja zaproponowałem tę zmianę w statucie klubu, by socios zawsze byli właścicielami własnego losu. A ja zawsze dotrzymuję słowa i działam transparentnie. Dlatego ponownie mówię wam stąd: nie oszukujcie socio. Przestańcie kłamać. Socio jest i zawsze będzie właścicielem Realu Madryt. Właśnie po to przyszedłem w 2000 roku. Myślę, że zasłużyłem sobie na coś, czego nie osiąga się w dwa dni, czego nie da się improwizować. Uważam, że zasłużyłem sobie na wiarygodność wobec socios Realu Madryt, bo zawsze mówiłem im prawdę. Nie można chcieć zostać prezesem Realu Madryt, budując projekt na kłamstwach. Nie można oszukiwać socio, obiecując karnety, które są niemożliwe. Komu mielibyśmy je wtedy zabrać? Ja zawsze martwię się o socios, którzy nie mają karnetów. Oczywiście dalej będziemy ze wszystkich sił walczyć z nielegalną odsprzedażą we współpracy z policją. I już powiedziałem, że wszystkie karnetyodzyskane przez klub z powodu ich niewłaściwego wykorzystania trafią do socios, którzy obecnie nie są karnetowiczami. Tak będzie w każdym sezonie. Oczywiście weźmiemy pod uwagę przypadki, w których nie było złej woli przy przekazaniu karnetu. Chodzi o socios, którzy niestety również zostali oszukani. Będziemy mieli niezbędną wrażliwość wobec każdego przypadku.
– Przestańcie kłamać. Nie mówcie dalej o fałszywych obietnicach, o fałszywych projektach, które doprowadziłyby tylko do jednej rzeczy, której madridistas nie chcą, bo już to przeżyliśmy. Nie budujcie fałszywych programów wyborczych, bo to doprowadzi tylko Real Madryt do ruiny. Wobec projektu, który przewiduje wyłącznie wydatki, my od 2000 roku budujemy Real Madryt, myśląc o tym, jak generować większe zasoby, by dalej wygrywać. Wobec przestarzałego projektu basenów i kortów do padla na terenach, które dziś są warte ponad miliard euro, my proponujemy stworzenie na tych terenach największego parku technologicznego w Europie: to prestiż, generowanie zasobów i nowe przychody, by Real Madryt nadal był liderem sportowym, ekonomicznym i socjalnym. To projekt strategiczny, ponieważ po raz pierwszy w historii futbolu klub będzie miał bezpośredni i stały dostęp do najbardziej zaawansowanej wiedzy technologicznej świata, by stosować ją do swoich potrzeb również w zakresie przygotowania fizycznego i taktycznego, zapobiegania kontuzjom, wydajności sportowej i tak dalej.
– My wykorzystujemy sztuczną inteligencję, idąc ramię w ramię z takim gigantem jak Apple, co w przyszłości pozwoli nam marzyć i rosnąć ekonomicznie dzięki czemuś, co będzie rewolucyjne w branży piłkarskiej. Pewnie słyszeliście już kiedyś o Nieskończonym Bernabéu. To zmieni sposób przeżywania futbolu i pozwoli nam generować zasoby oraz nowe przychody z zawsze tym samym celem: zarabiać więcej pieniędzy, by grali u nas najlepsi piłkarze świata i byśmy nadal byli najbogatszym klubem świata. Zapraszam was, byście odwiedzili siedzibę, którą mamy obok Bernabéu i wypróbowali słynne okulary Apple’a. Pozwolą nam one na coś magicznego: by każda osoba mogła obejrzeć mecz Realu Madryt z dowolnego zakątka świata, z dowolnego miejsca na planecie, tak jakby siedziała na miejscu na Bernabéu albo była na murawie stadionu obok naszych piłkarzy. Musicie to zobaczyć, bo to, co obiecuję, można zobaczyć. To nie są wymysły. Nie można kłamać, jeśli chce się być prezesem najbardziej prestiżowego klubu świata. Sprawia to wrażenie, jakby ktoś przychodził tutaj, by Real Madryt służył jemu, a nie on służył Realowi Madryt.
– Kandydat wygląda na bardziej przejętego zarejestrowaniem osobistej marki w rejestrze znaków towarowych i zdobyciem sławy niż przyjściem z poważną propozycją dla Realu Madryt. Klub zasługuje na szacunek i socios Realu Madryt zasługują na szacunek. Nie można być prezesem, źle traktując symbole klubu. Nie do zaakceptowania jest to, by ktoś, kto chce przewodzić najważniejszemu klubowi świata, publicznie uderzał w prestiż naszego stadionu. Mówi dokładnie tak samo jak nasi wrogowie, z pogardą dla stadionu, który jest naszym domem i z którego jesteśmy bardzo dumni. Dziś Bernabéu zbiera pochwały od najważniejszych osób świata NFL, od osób organizujących wizytę papieża, od międzynarodowych artystów, którzy przeżyli tutaj wyjątkowe doświadczenie, od profesjonalistów futbolu, którzy po przyjeździe są zachwyceni, od wszystkich głów państw i prezydentów odwiedzających Bernabéu. Wszyscy, którzy przyjeżdżają do Madrytu, robią wszystko, by odwiedzić Bernabéu. Od wszystkich otrzymujemy pochwały. Tymczasem ze strony kandydata nasz ukochany stadion Santiago Bernabéu otrzymuje tylko pogardę.
– To kandydat, który chowa się bokiem, gdy mówi o sprawie Negreiry. Jest bardzo twardy wobec Real Madrid Televisión i jej profesjonalnych pracowników, którzy oddają duszę, by bronić naszego klubu. A jednocześnie jakże jest łagodny, gdy mówi o największej sprawie korupcyjnej w historii futbolu i sportu. Tutaj chcę wam powiedzieć, że nie zatrzymam się, dopóki nie zostaną ustalone odpowiedzialności w sprawie, która na zawsze splamiła hiszpański futbol. Bo te podejrzenia będą wieczne, jeśli nie zostanie ustalone, co się wydarzyło. Świat futbolu i sportu nie może zrozumieć, jak można było pozwolić na to, by klub przez 20 lat płacił 9 milionów euro wiceprezesowi hiszpańskich sędziów i żeby nic się nie stało. A jeszcze mniej zrozumiałe jest to, że po 3 latach od momentu, gdy urząd skarbowy ujawnił skandal, nadal sędziują ci sami arbitrzy, którzy zależeli od decyzji pana Negreiry. I co zrobili panowie z La Ligi i Federacji? Absolutnie nic. Chowają się bokiem, tak samo jak kandydat. Real Madryt był jedynym klubem, który przystąpił do postępowania karnego. I całe szczęście, bo jeśli obejrzymy przesłuchania głównych bohaterów tej sprawy, to można zobaczyć działania tych, którzy mają obowiązek walczyć z korupcją w hiszpańskim futbolu. W tych przesłuchaniach jedno jest jasne: całe szczęście, że byli tam prawnicy Realu Madryt. Prawnicy Federacji i La Ligi sprawiają tak żałosne wrażenie współudziału, że nie dziwi nas, iż obecny prezes sędziów mówi bez wstydu, że powinniśmy przewrócić stronę w sprawie Negreiry. Z tego, co widzimy, robi tak samo jak kandydat. Ale już mnie znacie. Zawsze będą mieli mnie przeciwko sobie, do samego końca. I pierwszą rzeczą, którą zrobię jako prezes, będzie osobiste przekazanie UEFA raportu, który przygotowaliśmy, aby zobaczyła, jak daleko sięga ta sprawa domniemanej korupcji, która trwała trzy dekady, przynajmniej tyle wiemy na ten moment. Tak powiedziałem w tę sobotę prezesowi UEFA w Budapeszcie przy okazji finału Ligi Mistrzów, a on był bardzo otwarty na głębsze zbadanie tej sprawy.
– Drodzy socios, zwołałem wybory, aby socios zdecydowali oraz aby zakończyły się kampanie, których celem jest rozbicie jedności socios i stabilności tego klubu. To dwa filary, na których opiera się sukces tego etapu, jednego z najważniejszych w historii Realu Madryt, z siedmioma Pucharami Europy w piłce nożnej i trzema Pucharami Europy w koszykówce. Są dwa modele. Jeden to model tych, którzy kłamią, model mrocznej epoki Calderóna. Drugi to ten, który wspólnie zbudowaliśmy przez ostatnie lata na wartościach, których nie da się podważyć. To model, który raz za razem czynił nas mistrzami Europy. Model, w którym odnajduje się prawdziwe madridismo. Madridismo zawsze zjednoczone. Ze mną jako prezesem socios zawsze będą właścicielami Realu Madryt. Zawsze będą tu grać najlepsi piłkarze świata. I w tym roku również. Realu Madryt nie da się improwizować. Idźmy w niedzielę głosować za teraźniejszością i przyszłością Realu Madryt. Przed nami jeszcze wiele historii do stworzenia. Bardzo dziękuję – zakończył Florentino.
Po przemówieniu prezes zaprosił gości na prywatną część wydarzenia.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się