REKLAMA
REKLAMA

Liczby z ery Negreiry: MARCA analizuje 17 lat pracy arbitrów przy Barcelonie i Realu Madryt

Miguel Ángel García, Rafa Molina, José Luis Allegue i Sergio Rodríguez C. z dziennika MARCA przeanalizowali pracę arbitrów w latach 2001–2018, czyli w okresie, w którym Barcelona zapłaciła José Maríi Enríquezowi Negreirze 8,4 miliona euro. Raport obejmuje 60 sędziów, 646 nominacji oraz dane dotyczące wyników, punktów, kartek, rzutów karnych i częstotliwości wyznaczania arbitrów do meczów Barcelony oraz Realu Madryt. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tego reportażu.

REKLAMA
REKLAMA
Liczby z ery Negreiry: MARCA analizuje 17 lat pracy arbitrów przy Barcelonie i Realu Madryt
Fot. MARCA

Od 15 lutego 2023 roku, gdy wyszło na jaw, że Barcelona przez 17 lat płaciła José Maríi Enríquezowi Negreirze, wiceszefowi CTA, o sprawie powiedziano i napisano już wiele. Odbyły się przesłuchania, pojawiły się publiczne i oficjalne skargi, temat wypełniał programy publicystyczne… Ostatnim przykładem było publiczne wystąpienie Florentino Péreza przed mediami, podczas którego zapowiedział, że przedstawi UEFA ponad 500-stronicowy raport z dowodami dotyczącymi tej sprawy. Nikt jednak nie przedstawił wszystkich liczb. Tego, co mówią dane. Aż do teraz.

REKLAMA
REKLAMA

Sprawa Negreiry znajduje się obecnie na etapie postępowania przygotowawczego i zmierza w kierunku procesu. Postępowanie czeka na rozstrzygnięcie kilku odwołań oraz zakończenie czynności, które mają określić, czy dojdzie do otwarcia procesu. Gdyby proces się odbył, konsekwencje karne mogłyby obejmować kary więzienia dla osób zamieszanych w sprawę oraz grzywny i sankcje administracyjne dla instytucji. Badane są płatności, które były arbiter otrzymywał w latach 2001–2018.

W samym postępowaniu były wiceszef Komitetu Technicznego Arbitrów może już jednak nie uczestniczyć. Stan zdrowia Negreiry wyraźnie się pogorszył. W marcu 2026 roku stawił się w Instytucie Medycyny Sądowej i Nauk Sądowych Katalonii, gdzie miał przejść badania określające, czy może zeznawać jako podejrzany. Raport biegłych wskazał pogorszenie w porównaniu z poprzednim badaniem z 18 stycznia 2024 roku. Wszystko wskazuje więc na to, że z powodu demencji Negreira nie będzie mógł ani zasiąść na ławie oskarżonych, ani uczestniczyć w ewentualnym procesie.

Szczegółowa analiza, której po wybuchu skandalu wciąż brakowało

(zapowiedź materiału autorstwa Juana Ignacio Gallardo)

Oto liczby. Oto dane. MARCA przedstawia szczegółową i pełną analizę, której dotąd brakowało po ujawnieniu „sprawy Negreiry”, czyli skandalu, który wstrząsnął hiszpańskim futbolem, choć do dziś nie przyniósł ostatecznych konsekwencji.

W tym obszernym raporcie pokazujemy, jak wyglądała praca arbitrów prowadzących mecze w „erze Negreiry”. Były wiceszef Komitetu Technicznego Arbitrów był przez lata opłacany przez Barcelonę i miał w tym czasie otrzymać 8,4 miliona euro. Charakter tych płatności oraz podejrzenie, że mogły służyć uzyskaniu przez Barcelonę korzyści sportowej dzięki hipotetycznej pomocy sędziowskiej, poruszyły cały hiszpański futbol.

Do tej pory nie udało się niczego udowodnić w kwestii możliwego tendencyjnego, zorganizowanego czy stronniczego działania arbitrów, w każdym razie działania przestępczego, na korzyść Barcelony lub przeciwko jej głównym rywalom. Real Madryt, który w czasie sojuszu z Barceloną przy Superlidze patrzył w tej sprawie w drugą stronę, zmienił strategię po fiasku projektu Florentino i teraz idzie w tej sprawie na całość.

Poza hipotetyczną korupcją sportową, która na razie nie wychodzi poza sferę domysłów czy przypuszczeń, z etycznego punktu widzenia bezdyskusyjnie naganne jest już samo dokonywanie tych płatności. Barcelona tłumaczy się, że chodziło o raporty sędziowskie, a jej obrona trzyma się słabej i mało wiarygodnej linii argumentacyjnej. Mowa o niemal dziewięciu milionach euro, kwocie wypłacanej za kadencji kilku kolejnych prezesów, której nie da się uzasadnić ogólnikami. Dotychczas przedstawiona wersja wydarzeń praktycznie nikogo nie przekonała.

Sprawa rozstrzyga się w sądach. Kara sportowa za możliwe, choć nieudowodnione przewinienie, jest już wykluczona z powodu przedawnienia. W całym materiale dotyczącym tej sprawy nadal brakowało jednak jednej istotnej informacji: jak naprawdę wyglądała praca arbitrów w analizowanym okresie. W ubiegłym tygodniu, podczas swojej historycznej i osobliwej konferencji prasowej, Florentino Pérez zapowiedział, że przedstawi UEFA raport liczący około 500 stron. Bardzo możliwe, że część tego dokumentu zawiera dane, które pokazujemy w tym materiale.

Zebrano tu występy ponad pół setki arbitrów, którzy w tamtym okresie prowadzili mecze Barcelony i Realu Madryt. Pokazujemy same liczby: suche, chłodne i pozbawione emocji. To obiektywne dane, które dopiero później można interpretować, oceniać i zestawiać z konkretnymi wydarzeniami boiskowymi. Trzeba przy tym pamiętać, że taki raport nie mówi wszystkiego. Nie pokaże nieodgwizdanego karnego, niesłusznie podyktowanej jedenastki, pominiętego faulu czy przewinienia odgwizdanego bez podstaw. Nie opisze też wszystkich decyzji zależnych od osobistej oceny arbitra, które mogły wpływać na przebieg meczu. Ten raport dotyczy liczb, nie każdej pojedynczej decyzji z boiska.

Po analizie tak obszernego materiału wniosek jest ostrożny: dane nie dają odpowiedzi twierdzącej ani rozstrzygającej. Mając przed sobą te liczby, nie można kategorycznie stwierdzić, że płatności służyły pomaganiu Barcelonie. Przynajmniej nie na podstawie dowodów ilościowych. Dla jednych będzie to powód do ulgi, dla innych do rozczarowania.

Naszym celem było wykonanie pracy, której w tej sprawie dotąd brakowało: szczegółowej analizy sędziowskich występów. Liczby są pozbawione emocji i stronniczości. Zostały wydobyte z archiwów. Niczego nie dodajemy i niczego nie odbieramy. Pokazujemy dane, a od tego momentu zaczyna się pole do interpretacji.

Chronologia: 1196 dni od wybuchu skandalu

Od 15 lutego 2023 roku, gdy po informacjach programu Que t’hi jugues z SER Catalunya ujawniono płatności Barcelony na rzecz José Maríi Enríqueza Negreiry, wiceszefa Komitetu Technicznego Arbitrów w latach 1994–2018, skandal badany przez prokuraturę wstrząsnął klubem z Katalonii i całym hiszpańskim futbolem.

REKLAMA
REKLAMA

Article photo

„Skandal! Barcelona zapłaciła 1,4 miliona wiceprezesowi sędziów. Enríquez Negreira pobierał pieniądze od klubu, gdy sprawował tę funkcję w latach 2016–2018”, okładka dziennika MARCA z 16 lutego 2023 roku.

Śledztwo rozpoczęło się po kontroli podatkowej spółki DASNIL 95 SL, należącej do Enríqueza Negreiry, dotyczącej opodatkowania 1,4 miliona euro. 16 lutego 2023 roku Departament ds. Integralności Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej rozpoczął poufne żądanie informacji od osób odpowiedzialnych za Komitet Techniczny Arbitrów i od Barcelony, aby poznać wszystkie szczegóły sprawy.

Kilka dni później, 24 lutego, kataloński arbiter Xavier Estrada Fernández złożył zawiadomienie karne przeciwko José Maríi Enríquezowi Negreirze i jego synowi Javierowi Enríquezowi Romero w związku z domniemanym przestępstwem korupcji sportowej.

10 marca prokuratura złożyła zawiadomienie przeciwko Barcelonie oraz jej byłym prezesom, Josepowi Marii Bartomeu i Sandro Rosellowi, w sprawie wielomilionowych płatności na rzecz José Maríi Enríqueza Negreiry, które miały „sprzyjać” klubowi z Katalonii przy „podejmowaniu decyzji przez arbitrów” w rozgrywanych przez niego meczach. La Liga najpierw przystąpiła do sprawy jako oskarżyciel posiłkowy, a kilka dni później zarząd Realu Madryt zdecydował o osobnym przystąpieniu do postępowania, niezależnie od władz ligi. Następnie do postępowania przystąpiła także Hiszpańska Federacja Piłkarska.

REKLAMA
REKLAMA

Ostatecznie Sąd Śledczy numer 1 w stolicy Katalonii przyjął do rozpatrzenia zawiadomienie prokuratury przeciwko Barcelonie i José Maríi Enríquezowi Negreirze w sprawie wielomilionowych płatności klubu z Katalonii na rzecz byłego wiceprzewodniczącego Komitetu Technicznego Arbitrów.

2 czerwca sędzia zdecydował o postawieniu zarzutów Javierowi Enríquezowi, synowi José Maríi Enríqueza Negreiry, i rozszerzył sprawę także o przestępstwo prania pieniędzy. 27 czerwca sędzia oddalił wniosek Barcelony o dopuszczenie jej do sprawy w roli oskarżyciela posiłkowego. Enríquez Negreira 10 października 2023 roku stawił się w Instytucie Medycyny Sądowej Katalonii, aby zostać przebadanym przez biegłego, który miał potwierdzić, czy cierpi na objawy demencji. Po opinii biegłych z ubiegłego tygodnia stwierdzono, że nie może zostać osądzony.

W marcu 2023 roku sędzia prowadząca sprawę przedłużyła postępowanie przygotowawcze o kolejnych sześć miesięcy. 10 kwietnia skarbnik Barcelony, Alfons Castro, stawił się przed sędzią Alejandrą Gil, aby odpowiedzieć w sprawie Negreiry. W trakcie dziesięciominutowego przesłuchania zapewnił, że klub „wszystkiego przestrzega”.

Eksperci prawni i media sportowe przewidują, że postępowanie, włącznie z możliwym procesem i odwołaniami, może potrwać jeszcze kilka lat. Podczas gdy hiszpański wymiar sprawiedliwości działa powoli, UEFA prowadzi własne śledztwo i nie musi czekać na jego zakończenie. Możliwe sankcje obejmują zarówno wykluczenie z europejskich rozgrywek, jak i zakaz rejestrowania zawodników przez trzy lub cztery okna transferowe.

REKLAMA
REKLAMA

Metodologia i zakres analizy

Na tym etapie MARCA szczegółowo przeanalizowała 60 arbitrów obejmujących okres, w którym doszło do 646 nominacji sędziowskich i w którym Negreira otrzymał od Barcelony 8,4 miliona euro. W tym kontekście analiza statystyczna nie wchodzi w debatę o winie czy niewinności którejkolwiek ze stron. Jej cel jest bardziej zawężony: zbadać, czy zapisy sędziowskie z analizowanego okresu pokazują wzorce liczbowe zgodne z systematycznym faworyzowaniem Barcelony.

Aby umiejscowić czytelnika, warto najpierw wyjaśnić, czym jest CTA. Komitet Techniczny Arbitrów to organ Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej odpowiedzialny za wyznaczanie arbitrów na każdy mecz La Ligi oraz za nadzorowanie ich pracy. W praktyce jest to organ mający władzę decydowania, który sędzia prowadził mecz którego zespołu w danej kolejce. Jego wiceszef, José María Enríquez Negreira, zajmował to stanowisko od 1994 do 2018 roku, a od 2001 roku, jak potwierdził urząd skarbowy, Barcelona wypłaciła mu 8,4 miliona euro za pośrednictwem różnych spółek. Charakter tych płatności – czy stanowią korupcję sportową, czy umowę na usługi doradztwa technicznego – jest właśnie tym, co rozstrzyga się w trwającym postępowaniu sądowym.

REKLAMA
REKLAMA

Ta analiza nie wchodzi w tę dyskusję. Bada wyłącznie to, co mówią dane sędziowskie. Raport obejmuje sezony od 2001/02 do 2017/18, czyli 17 kampanii, w których Negreira otrzymywał płatności, i 646 nominacji sędziowskich. Spośród 60 arbitrów z tego okresu 23 pozostawało w Primera División przez wszystkie sezony, a 31 miało status arbitrów międzynarodowych. Inni nie mieli statusu międzynarodowego, ale prowadzili mecze poza Hiszpanią. Trzech arbitrów sędziowało na Cyprze: Pizarro Gómez i Estrada Fernández pojawiają się publicznie w dokumentach, a trzeci pozostaje niezidentyfikowany w dostępnych aktach sądowych. Czterech kolejnych prowadziło mecze towarzyskie reprezentacji.

Pięciu z tych 60 arbitrów nigdy nie prowadziło meczów Barcelony, ponieważ należeli do Kolegium Katalońskiego, a kolejnych trzech dlatego, że CTA nie przyznał im żadnego spotkania. Z pozostałych 52 aż 12 prowadziło mecze Barcelony mniej niż sześć razy, dlatego trudno wyciągać na ich podstawie wnioski. Sześć meczów to minimalna liczba, od której procenty przestają niemal całkowicie zależeć od wyniku jednego spotkania. Po tych wyłączeniach zostaje 40 „regularnych” arbitrów, którzy w analizowanym okresie prowadzili mecze Barcelony. W tych 17 sezonach klub z Katalonii zdobył dziewięć mistrzostw Hiszpanii, z czego osiem bezpośrednio kosztem Realu Madryt. W przypadku Królewskich liczba takich „regularnych” arbitrów wynosi 36.

REKLAMA
REKLAMA

Z tego grona arbitrów, którzy prowadzili mecze obu klubów w tym okresie, najbardziej wymagająca analiza porównawcza ogranicza się do 32 sędziów, którzy prowadzili co najmniej sześć spotkań każdego z tych dwóch zespołów. W raporcie ta podgrupa nazywana jest arbitrami sparowanymi: są to sędziowie, w przypadku których istnieje wystarczająca próba dla obu drużyn, aby porównania miały wagę statystyczną.

Analizowane wskaźniki obejmują cztery główne bloki: wyniki, czyli zwycięstwa, remisy, porażki i punkty, dyscyplinę, czyli żółte i czerwone kartki własne oraz rywali, rzuty karne, czyli podyktowane na korzyść i przeciwko, oraz nominacje, czyli częstotliwość wyznaczania danego arbitra do prowadzenia meczów każdego zespołu.

Aby sprawdzić, czy różnice między Barceloną a Realem Madryt są istotne statystycznie, czy mogą wynikać z przypadku, zastosowano permutacyjny test bootstrap z 10 000 symulacji. W praktyce polega to na tym, że etykiety „Barça” i „Real Madryt” są wielokrotnie losowo mieszane wśród arbitrów, a następnie sprawdza się, jakie różnice powstają wyłącznie przez przypadek. Dopiero później porównuje się z nimi rzeczywiste dane. Jeśli realna różnica mieści się w zakresie, który regularnie pojawia się w losowych symulacjach, nie ma podstaw, by uznać ją za statystycznie istotną.

REKLAMA
REKLAMA

Zastosowano też Złożony Indeks Faworyzowania, czyli ICF. To wskaźnik, który sprowadza wyniki danego arbitra z Barceloną i Realem Madryt do jednej liczby. Wynik dodatni oznacza wzorzec korzystniejszy dla Barcelony, a wynik ujemny – korzystniejszy dla Realu Madryt.

Wyniki: pierwsza zaskakująca dana

Gdy spojrzy się na łączne wyniki 646 meczów, najbardziej zaskakuje właśnie brak wyraźnej różnicy. Na poziomie ogólnym nie widać ogromnej przewagi Barcelony. Jest raczej niemal idealna równowaga. Barça wygrała 67,3% spotkań w analizowanym okresie, a Real Madryt 67,5%. Barcelona zdobyła 1429 punktów, Real Madryt 1417. Różnica wynosi więc zaledwie 12 punktów w 646 meczach, czyli 0,016 punktu na spotkanie.

Żeby lepiej zrozumieć skalę tej różnicy: odpowiada ona jednemu zwycięstwu co 187 kolejek. Statystycznie jest praktycznie niewidoczna. Potwierdził to test z 10 000 symulacji, w których losowo mieszano wyniki obu drużyn. Nie wykazał on wyraźnych różnic.

Article photo

Te same dane można jednak odczytać inaczej: nie przez porównanie Barcelony z Realem Madryt, lecz przez spojrzenie na samą Barcelonę i jej wyniki przy konkretnych arbitrach. I wtedy obraz robi się ciekawszy. Spośród 40 regularnych sędziów przy 15 Barça wypadała lepiej niż wynosiła jej średnia z całego okresu. Samo w sobie nie jest to jeszcze nic nadzwyczajnego.

REKLAMA
REKLAMA

Uwagę zwraca jednak to, że przy pięciu z tych arbitrów – Undiano, Mateu, Ayzie, Sánchezie Martínezie i De Burgosie – Real Madryt jednocześnie osiągał wyniki poniżej swojej średniej. Nie chodzi więc tylko o to, że Barcelona wypadała przy nich lepiej niż zwykle. Chodzi o to, że w tym samym czasie Real Madryt wypadał gorzej niż zwykle. Taka podwójna zależność, powtarzająca się przez 17 lat, jest trudniejsza do zbycia jako przypadek niż niewielka różnica w globalnej liczbie punktów.

Article photo

Dane dotyczące nominacji dodają kolejną warstwę. Spośród 52 arbitrów, którzy prowadzili mecze Barcelony w tym okresie, CTA wyznaczał każdego sędziego średnio do 10–11% spotkań katalońskiego zespołu. Z wyjątkiem De Burgosa czterej arbitrzy z poprzedniej grupy – Undiano, Mateu, Ayza i Sánchez Martínez – wyraźnie przekraczali ten próg: ich odsetek nominacji na mecze Barcelony wynosił od 13,7% do 14,8%, co należy do siedmiu najwyższych wyników wśród 52 arbitrów prowadzących spotkania katalońskiego zespołu w tym okresie. W przełożeniu na mecze: podczas gdy przeciętny arbiter prowadził Barcelonę około 13 razy w 17 sezonach, ci czterej robili to od 19 do 44 razy.

Article photo

Analiza statystyczna nie wykazuje istotnej różnicy między częstotliwością wyznaczania arbitrów korzystnych dla Barcelony a tych neutralnych lub niekorzystnych: sędziowie pro-Barça prowadzili średnio 19,4 meczu katalońskiego zespołu, a sędziowie pro-Real 18,9. Globalnie różnica jest minimalna. Kiedy jednak zawęża się analizę do grupy pięciu arbitrów o najbardziej spójnym wzorcu, czyli tych, u których Barcelona jednocześnie jest powyżej średniej, a Real Madryt poniżej średniej we wszystkich trzech wskaźnikach, częstotliwość nominacji wyraźnie rośnie. Jeśli CTA kontrolował, kto sędziuje komu, i jeśli ta kontrola miała wywołać jakiś efekt, te liczby sugerują, gdzie należałoby patrzeć.

REKLAMA
REKLAMA

Jest tego więcej. W analizowanym okresie Barcelona zdobyła 1429 z 1938 możliwych punktów. Połowa z 40 arbitrów, którzy prowadzili jej mecze co najmniej sześć razy, pojawia się także na liście sędziów, przy których Real Madryt zdobywał najmniej punktów. To De Burgos, Ayza, Clos, Sánchez Martínez, Mateu, Turienzo, Fernández Borbalán, Puentes, Lizondo i Undiano.

Podobnie wygląda zestawienie procentu zwycięstw Barcelony z procentem porażek Realu Madryt. Na obu listach pojawia się osiem tych samych nazwisk: De Burgos, Ayza, Clos, Sánchez Martínez, Mateu, Fernández Borbalán, Lizondo i Undiano.

Są też przypadki, które przypadkowo ze sobą kontrastują. González Vázquez był arbitrem, z którym Real Madryt zdobywał najmniej punktów, 43,3%. W swoich dziewięciu sezonach w Primera División, wszystkich w całości mieszczących się w tym okresie, uzyskał status arbitra międzynarodowego. Z kolei Vicandi Garrido, laureat Nagrody Guruzeta 2013 dla najlepszego sędziego Segunda División, spadł do Segunda w 2017 roku po trzech sezonach w Primera División i znajduje się wśród arbitrów, z którymi Barcelona wygrała najmniej meczów, podczas gdy Real Madryt wygrał z nim wszystkie.

111 meczów bez porażki

Przy ośmiu arbitrach Barcelona nie przegrała ani jednego meczu. 111 spotkań bez porażki, niemal trzy pełne sezony ligowe. Są to: Mateu, 26 meczów; Clos, 23; González González, 15; Ayza, 13; Sánchez Martínez, 9; José Teixeira, 9; De Burgos, 8; i Latre, 8.

REKLAMA
REKLAMA

Szczególnie zwraca uwagę liczba meczów bez porażki Barcelony przy Mateu Lahozie: 26. Taki wynik może budzić podejrzenia, że był to arbiter korzystny dla Barçy. Jest jednak ważny kontrargument. To właśnie Mateu Lahoz nie uznał prawidłowej bramki Messiego w meczu z Atlético, który decydował o mistrzostwie Hiszpanii w sezonie 2013/14. Gdyby gol został zaliczony, tytuł trafiłby do Barcelony, a nie do Atlético.

To także Mateu zakończył serię 78 ligowych meczów, czyli dwóch lat i 15 dni, bez rzutu karnego przeciwko Barcelonie. Podyktował wtedy kontrowersyjną jedenastkę dla Las Palmas w spotkaniu zakończonym remisem. Dane nie pozwalają jednoznacznie wybrać jednej z tych interpretacji. Pokazują raczej, że przypadek Mateu Lahoza bardzo trudno dopasować do prostej narracji po jednej albo po drugiej stronie.

Article photo

Najbardziej rzucający się w oczy pod względem liczby meczów jest Undiano Mallenco, który choć nie znajduje się na liście ośmiu niepokonanych, bo Barça przegrała cztery ze swoich 44 spotkań z nim jako arbitrem, ma największą liczbę meczów w analizowanym okresie. Kontrapunkt istnieje i zasługuje na uwagę. Ten sam Undiano Mallenco w 48 meczach Realu Madryt także dawał mu wyniki wyższe od średniej: 60,4% zwycięstw i tylko 22,9% porażek. Dane pokazują, że był arbitrem na ogół korzystnym dla wielkich drużyn. Nie wyjaśniają jednak do końca, dlaczego jego wpływ na Barcelonę był konsekwentnie większy niż wpływ na Real Madryt, mecz po meczu, przez ponad dekadę.

REKLAMA
REKLAMA

Karne są białe

Jedna z najczęściej powtarzanych opinii w sprawie Negreiry mówi, że Barcelona korzystała z wyjątkowo dużej liczby rzutów karnych. Dane z raportu prowadzą jednak w przeciwną stronę. W analizowanym okresie Real Madryt otrzymał więcej karnych niż Barça: 143 do 135. Miał też mniej karnych przeciwko sobie: 64 przy 70 Barcelony. Bilans netto, czyli różnica między karnymi otrzymanymi a karnymi podyktowanymi przeciwko, wynosi +73 dla Realu Madryt i +71 dla Barcelony.

Różnice są niewielkie, ale ich kierunek jest jasny. Jeśli patrzeć wyłącznie na rzuty karne, liczby wypadają korzystniej dla Realu Madryt niż dla Barcelony.

Jeśli przełożymy to na punkty zdobyte przez oba zespoły dzięki tym karnym, Królewscy również wypadają korzystniej. Barcelona zdobyła 88 punktów, a Real Madryt 125.

Spośród arbitrów prowadzących mecze obu drużyn w tym okresie 36 podyktowało przynajmniej jednego karnego dla Barcelony. Również 36 sędziów karało rywali Realu Madryt rzutami karnymi.

Arbitrem, który w okresie, gdy były wiceprzewodniczący sędziów przygotowywał raporty dla katalońskiego klubu, podyktował Barcelonie najwięcej rzutów karnych, był Undiano Mallenco – 13. W tej klasyfikacji za nim znajdują się Clos Gómez i Iturralde González, po osiem jedenastek.

REKLAMA
REKLAMA

Z kolei sędziami, którzy podyktowali najwięcej rzutów karnych dla Realu Madryt, są Clos Gómez i Muñiz Fernández. Obaj wskazywali na jedenastkę po 13 razy. Za nimi plasuje się Iturralde González z dziewięcioma karnymi.

Z drugiej strony Mejuto González i Medina Cantalejo podyktowali najwięcej karnych przeciwko Barcelonie, po sześć. Natomiast arbitrem, który najczęściej wskazywał na jedenastkę dla rywali Realu Madryt, był Undiano Mallenco, z siedmioma rzutami karnymi.

Kartki zostawiają ślad

Najbardziej wymowna różnica pojawia się przy czerwonych kartkach. W 17 analizowanych sezonach rywale Barcelony byli wyrzucani z boiska 122 razy, a rywale Realu Madryt – 92 razy. To o 30 wykluczeń więcej, czyli różnica na poziomie 32,6%. Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie czerwonych kartek pokazywanych rywalom z tymi, które otrzymywali sami piłkarze obu drużyn. W meczach Barcelony na każdą czerwoną kartkę dla zawodnika Barçy przypadało 1,63 czerwonej kartki dla przeciwnika. W meczach Realu Madryt ten współczynnik wynosił 0,97, co oznacza, że przeciwnicy Królewskich byli wyrzucani z boiska nieznacznie rzadziej niż sami piłkarze Realu. To właśnie ten wskaźnik najmocniej odbiega od równowagi i najtrudniej wytłumaczyć go samymi argumentami sportowymi.

REKLAMA
REKLAMA

Podobny kierunek widać przy żółtych kartkach, choć różnica jest mniejsza niż przy czerwonych. W meczach Barcelony rywale dostawali wyraźnie więcej żółtych kartek niż piłkarze Barçy. Współczynnik wynosił 1,44. W przypadku Realu Madryt był niższy – 1,19.

W praktyce Barcelona otrzymywała średnio 2,02 żółtej kartki na mecz, a jej rywale 2,91. Real Madryt dostawał średnio 2,51 żółtej kartki, a jego przeciwnicy 2,99. Różnica nie jest więc tak mocna jak przy czerwonych kartkach, ale idzie w tym samym kierunku.

Największą różnicę widać jednak przy czerwonych kartkach. Raport nie ogranicza się do samej liczby wykluczeń. Sprawdza także, kiedy dochodziło do czerwonych kartek, jaki był wtedy wynik i czy gra w przewadze zmieniała później rezultat.

Barcelona rozegrała 110 meczów, w których rywal obejrzał co najmniej jedną czerwoną kartkę. Real Madryt miał takich spotkań 82. W przypadku Barcelony wynik zmienił się po wykluczeniu w 32 meczach, czyli w 29,1% przypadków. W przypadku Realu Madryt stało się tak w 19 spotkaniach, czyli w 23,2% przypadków.

Jeszcze ważniejszy jest jednak moment pokazania czerwonej kartki. W 46,4% meczów, w których rywal Barcelony został wyrzucony z boiska, Barça w tamtej chwili remisowała albo przegrywała. Innymi słowy, prawie połowa takich czerwonych kartek pojawiała się wtedy, gdy kataloński zespół był w trudnym położeniu. W przypadku Realu Madryt ten odsetek wynosił 37,8%.

REKLAMA
REKLAMA

Article photo

Gdy Barcelona przegrywała w chwili czerwonej kartki dla rywala, potrafiła odrobić stratę lub doprowadzić do remisu w 58,8% takich meczów. Real Madryt w identycznej sytuacji robił to w 37,5% przypadków. Różnica wynosi więc 21 punktów procentowych.

Trzeba jednak zaznaczyć, że próby są niewielkie: chodzi odpowiednio o 17 i 8 meczów. To za mało, by mówić o statystycznej pewności. Mimo to ta różnica pasuje do reszty danych i dlatego trudno ją zignorować.

Podobnie jak przy karnych, można też wyliczyć punkty zdobyte po czerwonych kartkach. Barcelona zdobyła 61 punktów, a Real Madryt 36. To znacząca różnica, bliska dwukrotności. Innymi słowy: w ciągu 17 sezonów wykluczenia rywali dały Barcelonie niemal dwa razy więcej punktów niż Realowi Madryt.

Czerwone kartki należą do decyzji sędziowskich z największym marginesem uznaniowości. Arbiter musi ocenić intencję, brutalność i stopień zagrożenia w danym zagraniu. Takie decyzje potrafią też najmocniej zmienić przebieg meczu. Gra w przewadze przez 20 czy 30 minut daje wyraźny handicap. To, czy drużyna go wykorzysta, zależy już od niej, ale przy tak silnych zespołach sama przewaga jednego zawodnika ma ogromne znaczenie.

Istnieje uzasadniony kontrargument: zespół dominujący może prowokować więcej desperackich fauli rywali. Barcelona zawsze była drużyną dominującą w posiadaniu piłki, a w tym okresie szczególnie. To może wyjaśniać część różnicy, choć nie zamyka pytania, tylko je niuansuje.

REKLAMA
REKLAMA

Indeks Faworyzowania: co mierzy, a czego nie

Aby zebrać te dane w jednym miejscu, autorzy stworzyli Złożony Indeks Faworyzowania, czyli ICF. Wskaźnik łączy wyniki, porażki i punkty uzyskiwane przez oba kluby przy konkretnym arbitrze, a dodatkowo uwzględnia liczbę prowadzonych przez niego meczów. Wynik dodatni oznacza, że dany arbiter wypada korzystniej dla Barcelony. Wynik ujemny wskazuje na Real Madryt.

Na pierwszy rzut oka znów widać równowagę. Szesnastu arbitrów ma dodatni ICF, a kolejnych szesnastu ujemny. Liczbowo to idealny remis.

Article photo

Ten remis ukrywa jednak ważny szczegół. Arbitrzy, których dane wypadają korzystniej dla Realu Madryt, mają bardziej skrajne wyniki. Najwyższy ICF po stronie Realu wynosi -48,6 i dotyczy Péreza Burrula. Najwyższy wynik po stronie Barcelony to +28,6 przy Closie Gómezie. Trzech arbitrów najkorzystniejszych dla Królewskich osiąga wyraźnie mocniejsze wartości niż wszyscy arbitrzy z najwyższymi wskaźnikami po stronie Barçy. Gdyby istniała systematyczna manipulacja na korzyść katalońskiego klubu, należałoby oczekiwać odwrotnego układu.

Kolejny problem dla tezy o selektywnym faworyzowaniu Barcelony pojawia się przy porównaniu procentu zwycięstw obu klubów u tych samych arbitrów. Sędziowie, przy których Barça wygrywała częściej, zazwyczaj byli też sędziami, przy których częściej wygrywał Real Madryt. Innymi słowy: nie widać prostego mechanizmu, w którym jeden klub zyskuje, a drugi automatycznie traci.

REKLAMA
REKLAMA

Są arbitrzy, którzy ogólnie sprzyjają wielkim drużynom, albo po prostu generują więcej zwycięstw gospodarzy, albo mają styl korzystny dla zespołu dominującego w meczu. Korelacja nie opisuje selektywnego faworyzowania. Opisuje coś bardziej rozmytego i trudniejszego do przypisania konkretnej przyczynie. Korelacja ma jednak wyjątki. A tymi wyjątkami są wspomnianych już pięciu arbitrów z bloku dotyczącego wyników: ci, u których Barça jest jednocześnie powyżej średniej, a Real Madryt poniżej średniej we wszystkich trzech wskaźnikach. Korelacja wyjaśnia większość przypadków, ale nie wyjaśnia tych pięciu.

Górna granica wpływu

Jest jedno pytanie, na które analiza może odpowiedzieć precyzyjnie: jeśli założyć, że arbitrzy najkorzystniejsi dla Barcelony byli zmanipulowani, jak bardzo mogło to zmienić wynik sportowy? W tym celu wskazano czterech sędziów spełniających wszystkie warunki faworyzowania: Ayzę Gámeza, Sáncheza Martíneza, Mateu Lahoza i Undiano Mallenco. Łącznie prowadzili oni 92 z 646 meczów Barcelony w analizowanym okresie, czyli 14,2% całości.

Autorzy sprawdzili następnie, co stałoby się, gdyby przy tych czterech arbitrach Barcelona osiągała wyniki dokładnie na swoim średnim poziomie, bez żadnego odchylenia na korzyść. Z tej symulacji wynika, że w ciągu 17 sezonów straciłaby około 21 punktów. To daje 1,2 punktu na sezon, czyli mniej niż połowę jednego meczu.

REKLAMA
REKLAMA

Nawet po takim przeliczeniu Barça nadal miałaby minimalnie lepszy procent zdobytych punktów niż Real Madryt: 72,55% wobec rzeczywistych 72,08% Królewskich. To maksymalny szacowany wpływ w najbardziej niekorzystnym scenariuszu, zakładającym pełną manipulację przy czterech arbitrach najbardziej korzystnych dla Barcelony.

To, czego ta liczba nie może zmierzyć, to wpływ decyzji, których statystyki nie obejmują: nieodgwizdanych fauli, niepokazanych żółtych kartek, doliczonego czasu wydłużonego albo skróconego. Dane wychwytują wyniki i sankcje, ale nie mogą uchwycić wszystkiego, co dzieje się przez 90 minut.

Tutaj nigdy nic się nie dzieje

(refleksje Santiago Siguero)

Ponieważ Hiszpania jest inna, na przykład od Włoch, tutaj nic się nie dzieje, gdy sędzia mówi o „korupcji systemowej” w klubie w związku z płatnościami na rzecz wiceszefa CTA, 8,4 miliona euro w latach 2001–2018.

Ponieważ Hiszpania jest inna, klubowi, który płacił, nie zostaną odebrane tytuły zdobyte w tym okresie, a tym bardziej nie zostanie zdegradowany. Takie rzeczy dzieją się we Włoszech, ale nie w Hiszpanii.

Ponieważ Hiszpania jest inna, drzwi obrotowe łączące wnętrzności systemu pozwalają zmieniać terminy przedawnienia przestępstwa według tego, co pasuje jego domniemanemu sprawcy. To mistrzowskie zagranie, możliwe dzięki doskonale zgniłej strukturze.

Ponieważ Hiszpania jest inna, legendarne pokolenie piłkarzy wyszło z pewnego klubu z większą liczbą triumfów w Lidze Mistrzów niż w La Lidze, podczas gdy inny klub, który nawet z daleka nie czuje zapachu Pucharu Europy, podobnie jak klub ukarany we Włoszech, kolekcjonuje mistrzostwa jak magnesy na lodówkę.

Ponieważ Hiszpania jest inna, tylko pewien klub buntuje się przeciwko sytuacji, która szkodzi nie tylko jemu. Jest wielu innych, w rzeczywistości wszyscy, każdy na swoim poziomie, którzy zostali poszkodowani, ale nikt nie podnosi głosu, żeby tata ich nie ukarał. Co najwyżej pojawi się jakiś tweet, ale tylko przeciwko temu, który narzeka, żeby wyglądać na „walecznych” i „antysystemowych”.

Ponieważ Hiszpania jest inna, arbiter pozwala sobie grozić jednemu z dwóch finalistów Pucharu Króla podczas konferencji prasowej. I też nic się nie dzieje. W najlepszym razie spadkobiercy systemu opowiadają się za łagodnym „trzeba zamknąć temat”.

Ponieważ Hiszpania jest inna, można sprowadzać piłkarzy dzięki operacjom księgowym przypominającym zabawę banknotami z Monopoly. A gdy później pojawiają się problemy z ich rejestracją, z pomocą przychodzi państwo, żeby przypadkiem nikt w Waterloo się nie zdenerwował.

Hiszpania jest inna. Można nawet odwracać się od jej flagi i gwizdać na jej hymn, a jednocześnie budować fałszywą narrację o byciu ofiarą. System, ze wszystkimi swoimi mackami, nadal chroni i osłania. Takie rzeczy dzieją się tylko tutaj, w kraju, w którym nigdy nic się nie dzieje.

Dwie interpretacje, jeden werdykt

Dane pozwalają na dwie interpretacje, które nie są ze sobą sprzeczne. Pierwsza mówi, że w wynikach nie było możliwego do udowodnienia systematycznego faworyzowania. Globalne liczby są niemal identyczne dla obu zespołów. Test statystyczny z 10 000 symulacji nie wykazuje istotnej różnicy. Karne sprzyjają Realowi Madryt. Maksymalny możliwy wpływ faworyzowania odpowiada 1,2 punktu na sezon. Jeśli doszło do manipulacji, końcowe wyniki La Ligi nie rejestrują jej wystarczająco wyraźnie, by odróżnić ją od statystycznego szumu.

Druga mówi, że w ciągu 17 lat nagromadziło się zbyt wiele zbiegów okoliczności, aby wszystkie przypisać przypadkowi. Ośmiu arbitrów, z którymi Barça nigdy nie przegrała w 111 meczach. Pięciu sędziów, u których Barcelona jest jednocześnie powyżej średniej, a Real Madryt poniżej średniej we wszystkich wskaźnikach, czterech z nich należy do najczęściej wyznaczanych do prowadzenia meczów katalońskiego zespołu. Połowa regularnych arbitrów Barcelony znajduje się wśród tych, z którymi Real Madryt osiągał najgorsze wyniki. Czerwone kartki dla rywali Barcelony są liczniejsze, przychodzą wtedy, gdy są najbardziej potrzebne, i są skuteczniej wykorzystywane, gdy zespół przegrywa.

REKLAMA
REKLAMA

Barcelona zapłaciła 8,4 miliona euro wiceszefowi organu, który decydował, jaki arbiter prowadzi mecze poszczególnych drużyn. Sądy próbują ustalić, czy te pieniądze miały realny wpływ na wydarzenia boiskowe. Ta analiza próbowała sprawdzić coś innego: co widać w liczbach z tamtych meczów. Ostateczna interpretacja pozostaje w rękach każdego czytelnika.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (48)

REKLAMA