Pojawiła się szansa na transfer do City. Jak do tego doszło? Miałeś za sobą fantastyczny sezon. Zostałeś najlepszym piłkarzem ligi, rozegrałeś niesamowite rozgrywki. Chyba strzeliłeś wtedy 17 goli i miałeś 11 asyst. Szalone statystyki. Nikt więc nie był zaskoczony, gdy trafiłeś do City. Jak to wszystko się potoczyło?
Kiedy zostałem najlepszym piłkarzem ligi, nie odszedłem od razu, bo Leicester oczywiście chciało mnie zatrzymać. Żądali za mnie bardzo dużych pieniędzy. Byłem wtedy blisko transferu do Arsenalu. Rozmawiałem z wieloma klubami: z Realem Madryt, Barceloną, United, naprawdę z wieloma drużynami.
United?
Tak, wtedy też. Leicester chciało jednak za dużo pieniędzy. W tamtym czasie ceny nie były jeszcze tak szalone. Neymar nie przeszedł jeszcze do Paryża. Gdy odszedł za 200 milionów, ceny zaczęły rosnąć: 60 milionów, 70 milionów za każdego. Wcześniej to było raczej 40, 45 milionów. A Leicester już wtedy chciało za mnie 60 milionów. Gdyby moja cena wynosiła 35 albo 40 milionów, mógłbym odejść wszędzie. N'Golo zrobił tak, że kiedy podpisywał kontrakt, wpisał sobie klauzulę w wysokości 30 milionów.
O.
A ja, kiedy byłem w Leicester, zanim wygraliśmy ligę, podpisałem nowy kontrakt w sierpniu. Prosili mnie, żebym zgodził się na klauzulę 30 milionów. Powiedziałem: „Nie”. Myślałem sobie: „O czym wy mówicie? Przecież dopiero co utrzymaliśmy się w ostatniej chwili, a teraz chcecie klauzulę 30 milionów?”. Powiedziałem: „Nie, 15”.
Żeby odejść?
Myślałem: „Przecież nigdy nie odejdę”. Dlatego mówiłem: „15, nie 30”. Gdybym zgodził się wtedy na tę klauzulę, mógłbym odejść wszędzie, a tak nie miałem żadnej. Mógłbym trafić do Realu Madryt i tak dalej. N'Golo ją podpisał. Przyszedł, wpisał 30 milionów i dlatego odszedł od razu. Chelsea przyszła i zapytała: „Ile wynosi klauzula?”. 30 milionów. Proszę bardzo. N'Golo był niesamowity. Taka jest jednak prawda, dlaczego zostałem w Leicester dwa lata dłużej. Oczywiście kocham Leicester i byłem szczęśliwy, że zostałem. Moim celem była jednak gra w wielkim klubie, zdobywanie trofeów, rozgrywanie wielkich meczów i występy w Lidze Mistrzów co sezon. Nie chodziło o to, że chciałem uciec z Leicester, ale ostatecznie mnie zatrzymali. Zostałem tam jeszcze dwa lata i byłem szczęśliwy, bo zagraliśmy razem w Lidze Mistrzów. Doszliśmy do ćwierćfinału. Widocznie moja droga miała wyglądać właśnie tak. Potem City pojawiło się w styczniu, jeszcze przed moim transferem, bo podpisałem kontrakt w lipcu. Przyszli sześć miesięcy wcześniej, bo Leroy Sané miał chyba kontuzję. Od razu zadzwonili do mojego agenta. Złożyli cztery oferty. Prezes nie chciał mi odpowiadać. Był w Tajlandii i nie chciał mnie sprzedać, bo City przyszło około 20 stycznia. Leicester mówiło: „Nie ma mowy, nie jesteśmy w stanie cię zastąpić”. Dzwoniłem do Vichaia i tak dalej, ale nie odbierał. City powiedziało więc: „Dobrze, nie ma problemu. Wrócimy w lipcu”. Potem rozmawiałem z Txikim, Pepem i wszystkimi. Mówili: „Nie martw się. Graj dalej, w czerwcu albo w lipcu do nas przyjdziesz”.
Jak wyglądała wtedy rozmowa z Pepem?
Pep mówił: „Uwielbiam cię. Uwielbiam sposób, w jaki grasz. Czuję, że jeśli przyjdziesz…”. Złapał mnie wcześniej na boisku, kiedy graliśmy u siebie z City. Po meczu podszedł do mnie i powiedział: „Kurwa, bardzo chciałbym cię mieć u siebie. Jesteś niesamowitym piłkarzem i w mojej drużynie robiłbyś wszystko”. A ja odpowiedziałem: „No to mnie tam ściągnij”.
Jak się wtedy poczułeś?
Potem zrobił taki gest i powiedział: „Spokojnie”. Był wobec mnie bardzo bezpośredni. Nie było tak, że czasami trenerzy rozmawiają z piłkarzami po meczach i mówią: „Powinieneś zrobić to, powinieneś zrobić tamto”. Do mnie przyszedł i powiedział: „Przyjdziesz. Chcę cię. Bardzo chciałbym cię mieć”. I trzeba przyznać, że zrobili wszystko, żebym trafił do City. Zapłacili odpowiednią cenę, około 60 milionów. Od chwili, gdy mnie chcieli, był to jedyny klub, do którego chciałem odejść. Mogłem też trafić do Chelsea.
Dlaczego tylko Manchester City?
Bo dorastałem, oglądając Barcelonę Pepa z Messim. To była moja drużyna.
Grałeś przeciwko nim? O mój Boże. Jak to wyglądało?
Nie dało się grać przeciwko nim. To było jak gra przeciwko duchom. Ich tam po prostu nie było. Za każdym razem, gdy próbowałem doskoczyć do Messiego, on już znikał. Wszyscy byli tacy. Ja robiłem ruch, a on już uciekał pode mną. O mój Boże. Oglądałem więc Pepa i jego drużynę, i myślałem sobie: „Moim marzeniem jest grać dla Barcelony”. Z nim.
A potem co? Dziesięć lat później, nawet nie dziesięć, osiem lat później on chce cię w swojej drużynie. Do tego sposób, w jaki grał, pasował też do tego, jak ty chciałeś grać, bo sam to kochasz. To jest twoja gra.
Tak. Dlatego od razu pomyślałem: tak.
Marzenie.
To było marzenie. Najlepsze, co mogło się wydarzyć.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się