REKLAMA
REKLAMA

Gavi: Chciałem, żeby Real Madryt wygrał z Espanyolem, żebyśmy mogli pokonać ich na naszym stadionie

Gavi udzielił wywiadu dziennikowi Mundo Deportivo. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z zawodnikiem Barcelony.

REKLAMA
REKLAMA
Gavi: Chciałem, żeby Real Madryt wygrał z Espanyolem, żebyśmy mogli pokonać ich na naszym stadionie
Vinícius Júnior i Gavi podczas majowego Klasyku na Camp Nou. (fot. Getty Images)

Jak się masz, Gavi? Co u ciebie?
Jestem bardzo szczęśliwy. Sezon był dla mnie bardzo skomplikowany przez kontuzję, ale wróciłem, a rehabilitacja była cholernie trudna. Jestem bardzo szczęśliwy.

REKLAMA
REKLAMA

W końcówce sezonu stałeś się bardzo ważnym zawodnikiem. Szczerze, wyobrażałeś sobie, że na tym etapie rehabilitacji czy powrotu dojdziesz do takiego poziomu? Wróciłeś w marcu, a w kwietniu i maju byłeś już decydujący.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego, bo trener od mojego powrotu bardzo mi ufał. Od pierwszego występu w podstawowym składzie wszystko było wspaniałe i nie przestałem zbierać kolejnych meczów od początku. We wszystkich spotkaniach czułem się bardzo dobrze. Dla mnie też było bardzo ważne, żeby skończyć sezon w tak dobrej formie i być ważnym dla drużyny.

Porozmawiajmy o La Lidze, o tym tytule. Po tak trudnym sezonie, również dla ciebie, z tym czasem kontuzji, kończyć go na swoim poziomie i świętować mistrzostwo… Podobno nie jesteś wielkim imprezowiczem, ale jakiś kac po tych dniach miałeś.
Tak, no… świętowanie mistrzostwa po meczu z Realem Madryt, na Camp Nou, z naszymi ludźmi… i, jak mówię, przeżyliśmy to bardzo mocno. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

To mistrzostwo trochę zaczyna być nazywane mistrzostwem La Masii. Przynajmniej z zewnątrz widać też, że jesteście grupą kumpli. Spędzacie razem czas, jesteście kolegami, przyjaciółmi, robicie różne rzeczy poza boiskiem. Czy to też jest trochę klucz do sukcesu?
Tak, w dużej mierze. Koniec końców, jak mówisz, to ludzie z domu, z La Masii. Nie każdy może to powiedzieć i jest z czego być dumnym, bo gdy wielu zawodników jest jej częścią, później trafia do pierwszego zespołu i jest bardzo ważnych, tak jak my. La Masia jest dumna i, jak mówisz, to też mistrzostwo La Masii, bo w pierwszej drużynie jest wielu wychowanków.

REKLAMA
REKLAMA

I to nie wygląda sztucznie, bo naprawdę widać, że czujecie Barçę. Ostatnio byliście na mistrzowskim przejeździe i świętowaliście na autobusie, ale gdybyście nie byli na autobusie, bylibyście na dole, na ulicach, świętując tytuł Barçy, bo jesteście culés.
Tak, jest wielu chłopaków, którzy od małego są wielkimi culés i są też bardzo młodzi. Dlatego przeżywamy to wszystko bardzo mocno i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Zawsze marzyliśmy o tym, żeby świętować podczas takiego przejazdu.

Przez te dziesięć kilometrów byłeś jednym z najbardziej aktywnych. Ludzie bardzo komentowali waszą postawę przez praktycznie pięć godzin interakcji z kibicami. Jak przeżywałeś ten przejazd od środka?
Uwielbiam takie przejazdy. Zawsze bardzo mi się podobały i przeżywam je z wielką radością. I jak mówię, jestem bardzo dumny, że mogłem tam być z drużyną, a widok wszystkich ludzi z Barcelony i Katalonii, którzy przyszli nas zobaczyć, bardzo nas uszczęśliwia i bardzo cieszy.

Widziałem nawet na jednym filmie, jak rzucałeś piłkę. Nie wiem, czy wpadła na jakiś balkon czy coś takiego. Był jakiś taki moment, który szczególnie zapamiętałeś?
Kiedy rzuciłem tę piłkę, chciałem ją rzucić do ludzi, którzy byli na dole, a poleciała na balkon. Na szczęście to był jedyny balkon, na którym byli ludzie, więc złapali piłkę. A z takich rzeczy, które jeszcze pamiętam… no, Ronald rzucił mi tym konfetti w jaja, skurczybyk.

REKLAMA
REKLAMA

Wygranie takiej La Ligi z Realem Madryt sprawia, że to jest wyjątkowe, bo po raz pierwszy mistrzostwo zostało przypieczętowane w Klasyku. Tydzień wcześniej była debata, czy wolelibyście zdobyć tytuł z kanapy, czy zostać mistrzami przeciwko Realowi Madryt. Ten mecz był przez to wyjątkowy?
Tak, oczywiście. Szczerze mówiąc, chciałem, żeby Real Madryt wygrał z Espanyolem, żebyśmy mogli pokonać ich na naszym stadionie i przy naszych kibicach. I tak się stało. Dla mnie dużo lepiej.

Ty wiesz, ile kosztuje zdobycie mistrzostwa, twoi koledzy też. Co więc myślisz, kiedy słyszysz, że próbuje się je umniejszać wymówkami, sędziami czy podobnymi rzeczami?
Zawsze tak będzie. Wszyscy wiedzą, że w Madrycie zawsze będą próbowali umniejszać albo odbierać wartość temu, co wygrywamy, albo naszym tytułom. Dlatego nie powinno nas to obchodzić. Jak mówię, zdobycie dwóch mistrzostw z rzędu z wieloma ludźmi z domu, wieloma ludźmi z La Masii i bez wielu transferów ma ogromną wartość. Koniec końców tych transferów było bardzo mało. Inne zespoły co roku sprowadzają wielu zawodników, więc mamy powody do dumy.

Nie chcę za bardzo wchodzić w Real Madryt, bo ostatecznie nie po to tu jesteśmy, ale w ostatnich tygodniach dużo mówiło się o całym zamieszaniu z Valverde. Nie pytam cię o jego przypadek, tylko o sytuacje, gdy w szatni dochodzi do konfliktów, bo reakcja wielu ludzi ze świata piłki była taka, że to normalne, że dzieje się wszędzie, że są spięcia. Jak reagujecie tutaj? Flick powiedział, że u was jest inny sposób, że kiedy coś takiego się zdarza, rozmawiacie.
Jestem zdania, że podczas treningów zawsze mogą pojawić się spięcia między kolegami, zwłaszcza na tym etapie sezonu. To część rywalizacji i do pewnego momentu jest czymś normalnym. Jeśli jednak dochodzi do rękoczynów, trener powinien odstawić takiego zawodnika od gry. Jeśli to prawda, że doszło do rękoczynów, to moim zdaniem popełnił błąd, powołując Tchouaméniego i wystawiając go w meczu. Chociaż nie znam też całej prawdy o tym, co się wydarzyło.

REKLAMA
REKLAMA

Wracając do La Ligi i zdobytego tytułu. Trenerzy zawsze mówią, że liga jest najważniejszym trofeum. Dla piłkarzy też?
Oczywiście dla mnie i dla moich kolegów zarówno La Liga, jak i Liga Mistrzów są zawsze dwoma najważniejszymi trofeami. Koniec końców w Lidze Mistrzów rzeczywiście jest mniej meczów i drobne szczegóły bardziej robią różnicę. W La Lidze wszystko jest bardziej regularne. Tam zawsze wygrywa najlepszy.

A czego waszym zdaniem brakuje wam do Ligi Mistrzów? To proces, którym musicie podążać? Kwestia dojrzewania, szczegółów?
W Lidze Mistrzów też decydują drobne szczegóły i oczywiście doświadczenie też bardzo dużo daje. My też jesteśmy bardzo młodą drużyną. Ja na przykład mam 21 lat, ale wygrałem już dwie La Ligi. Oczywiście wciąż mam jednak rzeczy do poprawy na boisku i moi koledzy tak samo, bo wszyscy są bardzo młodzi. Będziemy się więc poprawiać i na pewno to nadejdzie.

Trzy mistrzostwa w wieku 21 lat…
Podpisałbym się pod tym przed debiutem.

Ostatnio Flick wyróżnił cię nie tylko za rolę na boisku i twoją grę. Powiedział, że jesteś jednym z liderów szatni. Jaki jest Gavi w tej szatni?
Jestem bardzo naturalny. Zawsze staram się być sobą, gdziekolwiek jestem, zarówno na boisku, jak i w szatni. Moi koledzy bardzo to szanują. Jak mówię, zawsze staram się taki być i myślę, że dzięki temu zdobyłem szacunek kolegów.

REKLAMA
REKLAMA

Powiedział też, że nie tylko widzi twoją rywalizację, ale że ty podnosisz poziom treningów. Wskazał twój powrót po kontuzji jako punkt zwrotny i powiedział, że od kiedy wróciłeś, poziom treningów wzrósł. Jak to tłumaczysz albo jak to oceniasz?
Zawsze jestem bardzo ambitny na boisku. Moi koledzy też to widzą i ta rywalizacja im się udziela. A to zawsze dobrze działa w każdej drużynie.

Mówisz o swojej naturalności i wszyscy ją widzimy. Chciałem zapytać, jaka część tego jest wrodzona, a jaką część Gaviego, którego widzimy dzisiaj, zdobywałeś tutaj, ucząc się w La Masii, rosnąc i kształtując się w Barcelonie. Co jest wrodzone, a czego nauczyłeś się tutaj?
Od urodzenia, czyli od kiedy zacząłem grać w piłkę, zawsze miałem tę mentalność, tę rywalizację w sobie podczas gry. Oczywiście poprawiłem się w pewnych aspektach. Być może wcześniej, gdy byliśmy mali, dużo bardziej protestowałem albo się złościłem i wypadałem z meczu. Widząc to, trenerzy, których miałem szczęście mieć tutaj w futbolu młodzieżowym, a byli bardzo dobrzy, nauczyli mnie tych aspektów i stopniowo się w nich poprawiałem.

A skoro mówimy o nauce, to czego nauczyłeś się w tym ostatnim okresie kontuzji, przez cały czas, gdy byłeś poza grą? Co cię zmieniło? W czym zmienił się twój sposób bycia i podchodzenia do wszystkiego?
Koniec końców, chcesz czy nie, uczysz się różnych rzeczy. Musiałem być bardzo cierpliwy, na przykład podczas kontuzji, i to jest coś, czego się nauczyłem. Kiedy mówiono mi, że przez określony czas nie mogę dotykać piłki albo przez określony czas nie mogę chodzić, wypełniałem wszystko co do joty i myślę, że to przyda mi się w przyszłości.

REKLAMA
REKLAMA

Skoro jesteśmy przy tej kontuzji, chciałem zapytać cię o ten mikrokosmos, który jest tutaj w ośrodku treningowym, w służbach medycznych. Wszyscy, którzy macie długotrwałą kontuzję, z różnych dyscyplin, opowiadacie, że podczas rehabilitacji poznajecie kolegów z innych sekcji, pracowników klubu, których wcześniej nie znaliście. Opowiedz mi trochę o tym okresie i o tej małej rodzinie, która tworzy się, kiedy spędzacie razem tyle czasu na trudnym etapie.
Wszyscy są po to, żeby ci pomóc. Mogę wymienić wszystkich: kucharzy, fizjoterapeutów, analityków, trenerów przygotowania fizycznego… Wszyscy chcą wydobyć z ciebie to, co najlepsze, zarówno w piłce, jak i poza nią. Na szczęście mamy tam ludzi, którzy zawsze są z nami, w dobrych i złych chwilach. I to bardzo pomaga, bo zawsze czujesz się komfortowo i jesteś szczęśliwy, a koniec końców to też jest ważne, żeby grać w piłkę.

Nie będę prosił cię o nazwiska, bo to praca Deco, ale jaki profil piłkarza pasuje do szatni Barcelony? Jacy ludzie powinni tu trafiać?
Najważniejsze, żeby byli całkowicie dla drużyny. I żeby nie przychodzili jako gwiazdeczki albo ktoś lepszy od innych, bo to nie pomaga. Wszyscy musimy być jednością i wszyscy razem ciągnąć w tę samą stronę, tak jak robimy to przez te dwa lata. Ktokolwiek przyjdzie, chcę tylko tego: żeby był całkowicie dla drużyny i pomagał jak najbardziej.

REKLAMA
REKLAMA

Wracając do Flicka, jaki wpływ Hansi Flick miał na ciebie, twoją ewolucję i twoją osobę od momentu przyjścia do Barcelony?
Zawsze mi ufał. Ufał mi ślepo, mimo że gdy przyszedł, wracałem po tej poważnej kontuzji, a później miałem tę kolejną. Zawsze mi ufał i jestem mu bardzo wdzięczny. Zawsze mówiłem, że jest dla mnie jak ojciec, bo zawsze pomaga mi zarówno w dobrych, jak i złych momentach. To mnie uszczęśliwia i jeszcze bardziej motywuje, gdy wracam do gry.

Innym trenerem, który również bardzo uważnie śledził twój powrót do zdrowia, jest Luis de la Fuente, selekcjoner.
Pogratulował mi, kiedy wróciłem po tej drugiej kontuzji i oczywiście bardzo się ucieszył. Koniec końców trener zawsze mi ufał od momentu, gdy trafił do pierwszej reprezentacji. A ja jestem w lepszej formie niż kiedykolwiek. Czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Pokazałem to w ostatnim miesiącu, w ważnych meczach, czyli tych z końcówki sezonu. Jak mówię, czuję się gotowy bardziej niż kiedykolwiek i oby udało mi się pojechać na mundial.

W grudniu mówiłeś nam też, że mimo iż twoim priorytetem był powrót na najwyższy poziom, miałeś również z tyłu głowy perspektywę mundialu. Teraz swoją część umowy wykonałeś i trzeba poczekać na listę. Wyobrażasz już sobie siebie w tym powołaniu?

REKLAMA
REKLAMA

Oczywiście zawsze o tym myślę i chcę tam być. Koniec końców bardzo dużo wycierpiałem i, jeśli mam być szczery, w ostatnim miesiącu z nawiązką stanąłem na wysokości zadania. Byłem na wspaniałym poziomie w klubie i udało nam się zdobyć mistrzostwo. Jak mówię, oby udało mi się być na mundialu.

Ostatnie pytanie w kontekście reprezentacji. Hiszpania jest jednym z faworytów mundialu. Myślisz, że to mocno ciąży?
Hiszpania ma bardzo dobrych piłkarzy. Wygraliśmy Ligę Narodów, wygraliśmy mistrzostwa Europy i dotarliśmy też do finału poprzedniej Ligi Narodów. Oczywiście jesteśmy jednym z faworytów, ale zawsze trzeba podchodzić do tego z szacunkiem i nikt nie podaruje nam mundialu. Trzeba iść mecz po meczu i obyśmy mogli podnieść Puchar Świata.

Wracamy trochę do Barcelony, bo przypomnę twoje zdanie, które stało się bardzo viralowe: „Wielu ludziom wydaje się, że znają się na piłce, a nie mają cholernego pojęcia”. Te krytyczne głosy mniej cię bolą czy nauczyłeś się radzić sobie z tym, że niesprawiedliwie oceniają cię bardziej przez pryzmat fizyczności niż piłki?
Zawsze mówię, że najważniejsi i ci, którzy znają się na piłce, są trenerzy. A ja zawsze grałem u wszystkich trenerów. Dlatego nie obchodzi mnie też, co może myśleć opinia publiczna. Wiem, że jest wielu ludzi, którzy nie mają pojęcia o piłce i tak po prostu jest. Dopóki mój klub i moi trenerzy są ze mnie zadowoleni, reszta mnie nie obchodzi.

REKLAMA
REKLAMA

Tego twojego argumentu użył niedawno Dembélé, który udostępnił go w mediach społecznościowych, a z którym masz bardzo dobrą relację. Jaki kontakt utrzymujecie i jaka jest wasza relacja, mimo że nie ma go już tutaj?
Dla mnie to mój brat. Zawsze to mówię. Jest dla mnie wielkim przyjacielem i cały czas rozmawiamy. Jest w znakomitej formie, pokazuje to od poprzedniego sezonu i oby wygrał Ligę Mistrzów. Ucieszę się też ze względu na Luisa, Fabiána… Są tam Hiszpanie, a do Ousa mam bardzo dużo sympatii. Kiedy stąd odchodził, bardzo mnie to zabolało, bo bardzo się z nim przyjaźniłem. I bardzo się cieszę, że dobrze mu idzie.

Weterani też uważają cię za lidera. Lewandowski powiedział, że zmienił nastawienie w szatni w dniu, w którym go przytuliłeś i poczuł się częścią rodziny. Jak to wyglądało i jaką masz z nim relację?
Robert był tam w Niemczech, gdzie przez sześć sezonów nikt go nie przytulił. Ja jestem bardzo czułym gościem i zawsze przytulam ludzi i daję im buziaki. Taki już jestem. Robert pewnie więc się zdziwił, kiedy zobaczył, że go przytulam.

Widzieliśmy to też ostatnio z Cancelo i jego córką. Z João też masz bardzo dobrą relację.
Tak, tak. João też jest moim wielkim przyjacielem. To jeden z moich najlepszych przyjaciół tutaj, w szatni. Bardzo się z niego cieszę, bo wiem, że bardzo kocha Barçę i wiem, że kiedy był w Arabii, chciał tylko wrócić do Barcelony. Rozgrywa bardzo dobrą drugą część sezonu od powrotu w styczniu i bardzo się z niego cieszę.

REKLAMA
REKLAMA

Ten niedzielny mecz z Betisem był ostatnim spotkaniem Lewandowskiego. Co Lewandowski dał Barcelonie albo co Barcelona zyskała dzięki niemu?
Koniec końców Robert Lewandowski przez te piętnaście lat kariery pokazał, jakim jest napastnikiem. Jest jednym z najlepszych w historii. To urodzony strzelec, a dziś jest mało takich napastników, którzy tak zdobywają bramki w polu karnym. Bardzo nam pomógł przez te trzy sezony. Jest jednym z najlepszych napastników w historii.

Kibice, którzy stoją przy bramie ośrodka treningowego, zawsze pytają o ciebie. Jak odbierasz tę sympatię?
Zawsze mówiłem, że mam wielkie szczęście, bo otrzymuję od kibiców taką sympatię, jakiej nie mogą mieć wszyscy piłkarze. Od pierwszego dnia, w którym zadebiutowałem, czułem się bardzo kochany przez Barçę i jej kibiców. Dla mnie kibice są wszystkim. Jeśli kibice są ze mnie zadowoleni, ja też będę szczęśliwy. I oby ta sympatia mogła trwać całe życie.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (19)

REKLAMA