REKLAMA
REKLAMA

Cañizares: Vinícius kapitanem? Zgaśmy światło i po prostu wyjdźmy, on jest daleko od tego, kim jest kapitan

Santiago Cañizares w rozmowie z Radio MARCA skomentował możliwy start Enrique Riquelmego w wyborach na prezesa Realu Madryt i ocenił strategię Florentino Péreza, który jego zdaniem przyspieszył proces, by utrudnić rywalowi kampanię. Były bramkarz odniósł się też do ostatnich decyzji prezesa, sytuacji z Viníciusem, roli Álvaro ArbeloI oraz tematu kapitańskiej opaski po odejściu Daniego Carvajala. Przedstawiamy wypowiedzi legendarnego bramkarza.

REKLAMA
REKLAMA
Cañizares: Vinícius kapitanem? Zgaśmy światło i po prostu wyjdźmy, on jest daleko od tego, kim jest kapitan
Vinícius w meczu z Osasuną. (fot. Getty Images)

– Jestem za Florentino czy Riquelme? Nie znam Enrique Riquelmego, nie mam absolutnie żadnego pojęcia, co proponuje. Przy tym w tym przypadku ten chłopak rzeczywiście, tak jak przypuszczał Florentino, finansowo ma być gotowy do startu. I pewnie przygotowywał się, by zrobić to za dwa lata z hakiem, kiedy kończyłaby się kadencja Florentino. Ale Florentino zaskoczył go, ogłaszając te wybory, i powiedział mu: „Nie, to musi być już”. Dla mnie to jest strategia Florentino: nie pozwolić mu przeprowadzić żadnej kampanii ani żadnej ekspozycji, bo nie daje mu zbyt wiele czasu. I myślę, że on pewnie wie, iż te wybory ma praktycznie przegrane właśnie przez to, że madridismo go nie zna, a oczywiście nikt nie będzie głosował na kogoś, kogo dobrze nie zna, chyba że jest bardzo zły na Florentino i traktuje go jako alternatywę. Gdybyś wystartował ty albo ja, też by na nas nie głosowali, chyba że dlatego, że nie chcą tego drugiego. Przede wszystkim jednak uważam, że żeby wygrać wybory, często najpierw trzeba je przegrać, a dopiero później wygrać.

– Myślę, że Florentino ponad wszystkim, pomijając tę haniebną konferencję prasową, którą dał ostatnio, a potem następnego dnia wyglądało to już inaczej, kiedy pojawił się w La Sexcie, miał dwa bardzo złe lata pod względem decyzji. Szczerze mówiąc, bardzo złe. Tamten moment, w którym nie jedzie odebrać Złotej Piłki, bo nie dają jej Viníciusowi… Stawia interesy Viníciusa ponad interesami na przykład Ancelottiego, który był nagrodzonym trenerem, prawda? Ancelotti został najlepszym trenerem w Europie. A Ancelotti był w teorii Realu pierwszym sportowym dyrektorem wykonawczym klubu, bo był trenerem. Kiedy tworzy projekt Superligi, zbyt długo nie widzi, że nie ma żadnego wsparcia od nikogo. Zbyt długo to do niego dociera, ale nalega, nalega i zostaje trochę z gołym tyłkiem na wierzchu, żeby to jakoś opisać. Kiedy nie karze Viníciusa, a zwalnia Xabiego Alonso, to odbiera trochę wiarygodności szatni i ogólnej dyscyplinie klubu. Kiedy stawia na Arbeloę, o którym wszyscy wiedzą, że jest jego człowiekiem, jego porucznikiem, jako trenera, to sprawa kończy się jak kończy właśnie dlatego, że nikt nie uznaje przywództwa Arbeloi, bo ludzie mówią: „No dobrze, jesteś tutaj, bo postawił cię Florentino, ale tak naprawdę nie masz legitymacji, żeby trenować Real Madryt”. To seria decyzji, które trochę zmieniają kurs Realu Madryt. Ale też wcześniej kurs Realu Madryt za Florentino też był doskonały. Florentino był wspaniałym prezesem Realu Madryt. Zbudował niezwykły stadion. Wygrał siedem Lig Mistrzów. Nic więcej i nic mniej: siedem Lig Mistrzów. Uważam, że to liczba, która mówi absolutnie wszystko. W Realu Madryt w tej epoce grali wielcy piłkarze.

– To jest też inny Florentino, jeden jest sprzed pierwszej dymisji oraz ten obecny, do którego przychodzi Mbappé i go oszukuje. Bo on rozpuszcza wszystkim informacje, że ma porozumienie z Mbappé, ale Mbappé ostatecznie nie przychodzi. Czyli porozumienie było ustne. Mimo to podpisuje go rok później. Do tego pojawia się sprawa Viníciusa i sami widzicie, jak nią zarządza. Dwie afery Viníciusa są bardzo poważne: Złota Piłka i złość na Xabiego Alonso. Tu ewidentnie zmienia się tendencja. Jest droga, na której osiągnął sukces w sposób jasny, oczywisty, namacalny i za którą, jak sądzę, całe madridismo jest mu bardzo wdzięczne. I jest druga droga, którą musi zmienić jak najszybciej, bo na tej drodze idzie mu znacznie gorzej.

REKLAMA
REKLAMA

– Czy Arbeloa źle potraktował Carvajala, który w sobotę żegna się na Bernabéu? Mówiłem to wiele razy. Uważam, że Carvajal zasługiwał na możliwość, by przy pewnej ciągłości gry zobaczyć, w jakim jest stanie: czy może dalej grać w piłkę w Realu Madryt, czy dalej grać w piłkę gdzie indziej, czy rzeczywiście nie jest już gotowy, by rywalizować z Trentem. Myślę, że Carvajal nie dostał takiej możliwości. Nie było wobec niego tego taktu, który trzeba mieć wobec zawodnika wracającego po kontuzji, a już przede wszystkim, gdy jest weteranem, kapitanem i przede wszystkim legendą. To zbyt wiele rzeczy, żeby w takiej sprawie nie zachować dużego taktu.

– Czy zostawiłbym opaskę kapitana Valverde? Real Madryt zawsze funkcjonował w taki sposób, że opaska przypada według stażu. Myślę, że są ludzie, którzy są do tego zdolni. Wszyscy, którzy spędzili wiele lat w Realu Madryt, są wielkimi piłkarzami, bo jeśli nie, to nie wytrzymasz tam tak długo. Ale są ludzie, którzy są zdolni być liderami, oraz są ludzie, którzy nie są zdolni być liderami – po prostu nie. Bo są innym typem osoby, nawet jeśli bardzo przydatnym w klubach. Na przykład, Real Madryt miał świetnych kapitanów w ostatnim okresie z Modriciem, Kroosem, Carvajalem i szatnia była czymś innym. W tym sezonie najpierw Carvajal grając mniej stracił autorytet jako kapitan. Drugi kapitan Valverde to chłopak o bardzo osobistym charakterze. Ktoś, kto nie utrzymuje zbyt wielu relacji i nikogo nie pociąga za sobą. Ani do dobrego, ani do złego, bo poza incydentem z Tchouaménim ma nienaganne zachowanie w Realu Madryt. Valverde to uczciwy profesjonalista, ale nie jest liderem. Nie jest liderem, bo nie jest jedną z tych osób, które lubią rozmawiać, które lubią prowadzić ludzi za sobą, które lubią wprowadzać porządek. On oddaje swoje doświadczenie i swój futbol na służbę drużynie, ale też na służbę sobie, na służbę swojej profesji. Nie jest jednak kimś, kto rozwiązuje problemy. Nie jest typem, który ma cierpliwość, by wysłuchać kogoś, kto wiele razy się myli i go poprawić. To dość indywidualny chłopak. Nie ma więc tego kapitańskiego zachowania. A trzeci kapitan to Vinícius… Tu zgaśmy światło i po prostu wyjdźmy. Mówię „zgaśmy światło”, bo Vinícius ma zachowanie, które wyraźnie oddala się od tego, czym jest kapitan Realu Madryt: od powagi, dżentelmeństwa i klasy, jakie musi mieć kapitan Realu Madryt.

– Gdy grałem w Realu, to tam decydował staż. W Valencii głosowaliśmy na kapitanów i wybrano między innymi mnie. Potem po dwóch latach za Beníteza mieliśmy podzieloną szatnię na dwa obozy. Rafa zorganizował głosowanie, zabrał kartki do swojego biura i gdy wrócił, ogłosił, że kapitanami będą inni zawodnicy. Potem przyznał, że wymyślił sobie, kto zostanie kapitanem [śmiech]. Jest artykuł, w którym on komentuje, że w tamtym momencie uznał za stosowne zdjąć z funkcji kapitanów Cañizaresa, Ayalę i Carboniego, a postawić na Albeldę i Baraję, którzy domagali się bardziej znaczącej pozycji w zespole. I uważa, że to była bardzo dobra decyzja, żeby wygrać mistrzostwo, które faktycznie zdobyliśmy. Powiedział, że to była decyzja porządkująca szatnię, bo wiedział, że zaangażowanie Carboniego, Ayali i Cañizaresa zawsze będzie takie samo, a tym dwóm musiał dać nagrodę, żeby bardziej ich obarczyć odpowiedzialnością, bo byli młodsi i tak dalej. To opowiedział sam Rafa. Więc czasem decyduje trener, czasem klub, czasem piłkarze. Powiem ci, że kiedy jesteś kapitanem, reprezentowanie drużyny jest bardzo piękne. To bardzo piękne i to raczej kręci wszystkich piłkarzy. Ale odpowiedzialności, które często masz jako kapitan… Kiedy przestałem nim być, choć nie chciałbym przestać nim być, zdałem sobie sprawę, że to wydłuży moją karierę i poprawi moje życie. Od tamtej chwili musiałem poświęcać się tylko sobie, a cała moja energia ledwo wystarczała mi walkę o skład i dobrą grę, a co dopiero, żeby wydawać ją jeszcze na całą resztę i zarządzanie grupą.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (22)

REKLAMA