REKLAMA
REKLAMA

Fàbregas: Kolejny rok w Como bardzo dobrze zrobiłby Nico Pazowi

Cesc Fàbregas udzielił wywiadu w programie El Partidazo na antenie Cadena COPE. Przedstawiamy wybrane fragmenty rozmowy z trenerem Como.

REKLAMA
REKLAMA
Fàbregas: Kolejny rok w Como bardzo dobrze zrobiłby Nico Pazowi
Cesc Fàbregas. (fot. Getty Images)

(…)

REKLAMA
REKLAMA

Twoja sytuacja jest taka, że zostajesz tam, masz ważny kontrakt i plan zakłada kontynuowanie pracy w Como?
Jestem też akcjonariuszem klubu. Jak powiedziałem, tutaj zakończyłem karierę. Zobaczyłem projekt, zobaczyłem szansę nie tylko na to, by skończyć grę w piłkę, ale też zacząć robić coś, co zaczynałem kochać bardziej niż samo granie, czyli trenowanie. Bycie z młodymi chłopakami, możliwość przekazywania im mojego futbolu, mojego doświadczenia, szukania własnych pomysłów, próbowania nowych rzeczy. I tutaj to znajduję. Prawda jest taka, że jestem bardzo zadowolony. Jeśli chodzi o kontrakt, tak, mam kontrakt, ale jestem bardzo spokojny, bo jestem w miejscu, które pomaga mi rozwijać się na poziomach, jakich pewnie nie znalazłbym gdzie indziej. Mogę robić to po swojemu, tak jak chcę. To naprawdę jest jak codzienne chodzenie na uniwersytet, więc nie mogę narzekać. Jestem bardzo szczęśliwy.

(…)

Kto jest najlepszym trenerem, jakiego poznałeś?
Którego poznałem czy którego miałem?

Którego poznałeś.
Nie wiem. Poznałem na przykład Carlo Ancelottiego, który jest jedną z tych osób, najpierw człowiekiem, a dopiero potem trenerem. Bardzo chciałbym kiedyś móc z nim pracować. Jeśli jednak mam wskazać jednego, to pewnie Arsène Wenger. Za wszystko, co mi dał, za to, jak we mnie wierzył, za szansę, zaufanie. Teraz, przy tak młodej grupie, jaką mam, próbuję przekazywać wiele wartości i wiele rzeczy, które on pokazał mi, gdy byłem w tym wieku, gdy jako 16-latek trafiłem do Arsenalu. To, jak rozwijał chłopaków, czemu nadawał większe znaczenie, a czemu mniejsze, jak reagował, gdy popełniali błędy, jak reagował, gdy robiłeś coś poza boiskiem, czego nie powinieneś robić albo czego może za 10 lat już byś nie zrobił. Jak można traktować jednego albo drugiego w zależności od momentu kariery, w którym się znajduje. To naprawdę osoba, która bardzo mi pomogła i pozwoliła mi zobaczyć futbol oraz życie z innej perspektywy.

REKLAMA
REKLAMA

Wyznaczyłeś sobie jakiś cel w karierze trenerskiej? W sensie: muszę zostać trenerem Arsenalu, muszę zostać trenerem Barcelony, muszę zostać selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii. Jest coś, co masz z tyłu głowy jako marzenie, które chcesz spełnić?
Szczerze mówiąc, nie. Głównie dlatego, że gdy jesteś piłkarzem… Ja grałem w piłkę od trzeciego, czwartego roku życia. Dorastasz, cały czas grając w piłkę. Masz swoich idoli, masz swoją drużynę, śledzisz ją, później też poprawiasz się jako piłkarz, grasz w różnych zespołach i rozwijasz się razem ze swoją karierą. To bardzo długi proces i jako zawodnik masz wiele rzeczy, o których myślisz. W wieku 30 lat nie myślałem, że będę trenerem, bo grałem. Byłem w tej bańce, w której myślisz, że jesteś niezniszczalny i że to nigdy się nie skończy. Nigdy o tym nie myślałem. Wszystko wydarzyło się więc bardzo szybko. Nie miałem okazji zakończyć kariery i pojechać, nie wiem, na tydzień do Pochettino, na tydzień do Mourinho, na tydzień do Artety czy do kogoś innego. Nie miałem okazji tego zrobić, bo zacząłem bezpośrednio i w tym sensie musiałem to wziąć na siebie. To jedna z rzeczy, które bardzo chciałbym zrobić. Dlatego nie miałem czasu nawet pomyśleć, co chciałbym robić, bo musiałem podejmować tyle decyzji tak wcześnie i tak szybko, że trochę zaczęłoby mnie to przytłaczać, gdybym teraz miał myśleć, co mogę robić albo co chciałbym robić za pięć czy 10 lat. Życie płynie bardzo szybko, trzeba być gotowym na wszystko. A teraz tam, gdzie jestem, jestem bardzo szczęśliwy, bo rozwijam się w bardzo szybkim tempie.

REKLAMA
REKLAMA

A odwrotnie, jest jakaś czerwona linia? Na przykład Real Madryt. Gdyby pewnego dnia zadzwonił Real Madryt, mógłbyś zostać trenerem Realu Madryt?
Myślę, że czerwona linia, jest taka, że nie chciałbym być na przykład asystentem. To coś, czemu moim zdaniem nie dałbym takiej wartości, jaką mógłbym dać w kontekście, który nie uważam za swój. Jedno jest dla mnie jasne: chcę być pierwszym trenerem i chcę pracować od tej pozycji. O reszcie ani nie myślałem, ani tego nie rozważałem, ani nie miałem na to czasu. Nie miałem czasu na nic.

Słuchaj, czy w tym roku w szatni jeden piłkarz starł się u ciebie z drugim?
Starł?

Tak, jeden z drugim. Czy była jakaś bójka w szatni albo coś w tym stylu? Albo czy się poślizgnął i walnął w stół?
A, mówisz o tym z Realem Madryt. Nie, nie, nie. Naprawdę nie.

Chcę powiedzieć: jak reagujesz, gdy na treningu widzisz, że dwóch trochę się nakręca, jeden fauluje drugiego i tak dalej? Jak to robisz?
Dobrze wiem, kto jest kim. Wiesz już, komu możesz ufać, przy kim musisz być trochę bliżej, żeby szybciej zareagować, a jeśli widzisz, że się nakręcają, trochę podnieść głos i zarządzić sytuacją w zależności od momentu i kontekstu.

Nikt nie skończył w szpitalu z rozciętą głową?
Nie, absolutnie nie. Dlatego też nie mogę ci nic na ten temat powiedzieć, bo jako piłkarz też czegoś takiego nie widziałem. Prawdę mówiąc, jakieś drobne rzeczy poza normą, nie na miejscu, ale nic więcej.

REKLAMA
REKLAMA

Jakaś lecąca pizza?
Lecąca pizza, tak, ale to nie jest bicie się, to nie jest przemoc.

Dobra, dobra. Słuchaj, ty pracowałeś z Mourinho w Chelsea?
Tak, zgadza się. Półtora roku.

Mourinho znowu pojawia się przy Realu Madryt. Dziwi cię, że teraz może dostać szansę w Realu Madryt, gdy wydawało się, że jest już trochę na końcowym etapie kariery?
Nie, nie dziwi. Mourinho to wielki trener. Spotkałem José kilka miesięcy temu w Londynie. Bardzo się ucieszyłem. W futbolu nic już cię nie zaskakuje, ale to trener bardzo przygotowany, bardzo wartościowy. Pokazywał to zawsze tam, gdzie pracował. Nawet teraz w Benfice, która zaczęła tak, jak zaczęła, a on wprowadził ją wysoko. Są drudzy, w Lidze Mistrzów też zrobili dobrą robotę. Dla mnie to zawsze bardzo wartościowa opcja.

Utrzymujesz kontakt z trenerami, których miałeś, albo z dawnymi kolegami? Na przykład Guardiola, Mourinho, Luis Enrique, Arteta. Utrzymujesz z nimi kontakt?
Teraz, po tym jak od lat właściwie straciłem kontakt z Arsène’em Wengerem, odkąd odszedłem z Arsenalu, mam z nim naprawdę dobry kontakt. Przyjechał nawet zobaczyć mnie w meczu z Juventusem, który wygraliśmy u siebie w tym sezonie. Po meczach często rozmawiamy, daje mi rady i to jest bardzo piękne. Z Mikelem czasami rozmawiam. Staram się nie przeszkadzać za bardzo, bo nie chcę być natrętny, biorąc pod uwagę liczbę meczów, jakie mają na najwyższym poziomie i to, gdzie teraz są. Mieliśmy jednak sporo rozmów. Poza tym, jeśli chodzi o byłych trenerów, których miałem, niewiele więcej.

REKLAMA
REKLAMA

Kto wydaje ci się obecnie najlepszym trenerem?
Jest ich bardzo wielu i wielu jest bardzo interesujących. Bycie najlepszym nie znaczy, że musisz dochodzić do finałów Ligi Mistrzów, bo coraz mocniej zdaję sobie sprawę, że każdy trener ma bardzo inną grupę piłkarzy i inne cele. Na przykład robiąc licencję trenerską i tak dalej, musiałem prowadzić treningi z młodszymi zespołami, do lat 16, do lat 18, z różnych krajów, różnych klubów, i widzisz, że tam też są bardzo dobrze przygotowani trenerzy. Jeśli jednak pytasz mnie o nazwiska z topu topów, którzy mają topowych piłkarzy i topowe zespoły, to na przykład to, co robi Luis Enrique, wydaje mi się niesamowite. Mikel Arteta… Robiłem UEFA Pro z Jackiem Wilshere’em, który był trenerem drużyny Arsenalu do lat 18. Co sześć tygodni musiałem jeździć tam na trzy, cztery dni i oglądałem treningi Mikela, patrzyłem, jak prowadzi, rozmawiałem z nim. Mikel wydaje mi się wspaniałym trenerem i myślę, że czeka go spektakularna przyszłość. A dalej ci sami co zawsze.

Muszę zapytać cię o Nico Paza, który w twojej drużynie jest bardzo ważnym piłkarzem, a madridismo oczywiście bardzo uważnie śledzi, czy Real Madryt go odzyska. Jak go widzisz? I czy uważasz, że to piłkarz na poziom Realu Madryt, na poziom udźwignięcia ciężaru środka pola Realu Madryt?
Mówimy o bardzo poważnych sprawach. Nico to świetny chłopak, dał nam bardzo dużo. Myślę, że my jemu również. Między nami była niemal perfekcyjna więź, ale ostatecznie jesteśmy Como. Presja nie jest taka sama. Rozwój Nico jest bardzo duży. Postrzegam go niemal jak syna, bo prawda jest taka, że zarówno on, jak i jego ojciec uwierzyli we mnie od pierwszej minuty, gdy drużyna dopiero co awansowała, Juventus strzelił nam trzy gole w pierwszym meczu ligowym w Serie A w poprzednim roku, a my odpadliśmy z Pucharu Włoch z Sampdorią przy pierwszej okazji. Mimo to dalej chcieli tu przyjść, bo wierzyli, że jestem odpowiednim trenerem i że my jesteśmy dla niego idealnym kontekstem w tym momencie. Nico się rozwinął. Oczywiście, że bardzo się rozwinął. Bardzo nam pomógł i nadal uważam, że dla jego rozwoju, a znam go bardzo dobrze, bo widzę jego codzienność i jestem wobec niego bardzo wymagający, kolejny rok tutaj bardzo dobrze by mu zrobił. Mówię jednak z perspektywy tego, co widzę i tego, jak znam Nico. Od tego momentu nikt z nami nie rozmawiał, bo wciąż gramy o bardzo dużo w dwóch ostatnich meczach. Nie podjęliśmy żadnej decyzji, a przynajmniej nam nic nie powiedziano, ani ze strony Realu Madryt, ani ze strony piłkarza. Jesteśmy więc bardzo spokojni, bo to bardzo pokorny chłopak, ze spokojną rodziną, która bardzo dobrze go prowadzi. W tym sensie jestem bardzo spokojny, bo myślę, że podejmie właściwą decyzję.

REKLAMA
REKLAMA

(…)

Chciałem zapytać cię o Xabi Alonso i o to, co się z nim stało. Był twoim kolegą, dobrze go znasz. Trafia do Realu Madryt, dostaje wielką szansę i po czterech czy sześciu miesiącach ścinają mu głowę. Jak widziałeś to z zewnątrz i jak ważne dla trenera, zwłaszcza tak młodego jak wy, jest to, by prezes dał mu margines zaufania?
Mogę mówić na podstawie tego, co przeżywam tutaj. Mam ogromne szczęście, że mam prezesa, który we mnie wierzy, daje mi klucze do całego projektu piłkarskiego i sportowego i pozwala podejmować wszystkie decyzje.

Chciałem zapytać cię, jak ty zarządziłbyś sytuacją, gdyby w Klasyku piłkarz zrobił ci to, co Vinícius zrobił Xabi Alonso. Co robisz w takiej sytuacji, w momencie, w którym zawodnik publicznie podważa twój autorytet w taki sposób?
Trzeba znaleźć się w takim kontekście. Ja na przykład tutaj, w Como, pewnie zrobiłbym to w jeden sposób, a prawdopodobnie, gdyby przydarzyło mi się to w innym wielkim klubie, z piłkarzami dużo większymi od tych, których mam teraz, na poziomie medialnym, piłkarskim, osobistym czy jakimkolwiek innym, może trzeba byłoby zrobić to inaczej. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Mam swój charakter, choć wiem, że gdy byłem młodszy, nie widzieliście mnie w ten sposób. Mam swój sposób patrzenia na rzeczy, mam sposób zarządzania, czasami bardziej osobisty, czasami trochę bardziej autorytarny, ale zawsze staram się być bardzo naturalny. Wszystko dość mocno wychodzi mi ze środka. Staram się dobrze przemyśleć sprawy, trochę ostudzić temat, by podejmować dobre decyzje. To, co wydarzyło się wtedy między Xabi i Viníciusem, to moment, w którym trzeba być gotowym, by podjąć dobrą decyzję. Przede wszystkim, naprawdę przede wszystkim, uważam, że to, co ostatecznie sprawia, że jesteś lepszym trenerem i masz dobrą grupę, to myślenie najpierw o grupie. Nikt nie jest lepszy od grupy, nikt nie jest silniejszy od grupy i nikt nie stoi ponad grupą. Jeśli masz zjednoczoną i silną grupę, to ktokolwiek może wtedy przesadzić, a ty będziesz miał szacunek grupy i w dłuższej perspektywie zawsze wyjdzie ci to lepiej.

REKLAMA
REKLAMA

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (10)

REKLAMA