Koniec gry pozorów. Relacje między Barceloną a Realem Madryt nie istnieją już na żadnym poziomie. Dawne gesty wykonywane z obustronnego interesu przeszły do historii, a wszystko ma zostać symbolicznie pokazane przy okazji niedzielnego Klasyku na Camp Nou. Jak opisuje José Félix Díaz z dziennika AS, jeśli jeden klub pozywa drugi, a do tego całkowicie odcina się od jego działań, słów i sposobu myślenia, naturalną konsekwencją jest zerwanie wszelkich więzi. Taką właśnie decyzję mieli podjąć działacze Realu Madryt. Powód jest jasny: ofensywa Florentino Péreza i jego współpracowników w sprawie Negreiry.
Prezes Realu Madryt nie pojawi się w loży na Camp Nou, choć Królewscy będą mieli swoją reprezentację na stadionie Barcelony. W klubie uznano, że wymagają tego podstawowe zasady sportowej kurtuazji oraz wsparcia dla własnej drużyny. Obecnie oba kluby żyją jednak całkowicie obok siebie. W Valdebebas nadal trwają prace nad tym, jak doprowadzić do tego, by Barcelona otrzymała sportową karę odpowiadającą uznanym już płatnościom na rzecz byłego numeru dwa Komitetu Technicznego Arbitrów.
Zbliżenie i normalizacja relacji Realu Madryt z UEFA otworzyły nowy scenariusz. To właśnie europejska federacja, a nie FIFA, może ukarać Barcelonę, dlatego nowa ścieżka ma kluczowe znaczenie w strategii przygotowywanej przez Królewskich. Celem Realu jest doprowadzenie do sankcji za to, co w klubie uznaje się za korupcję sportową lub za zachowanie, które regulamin UEFA opisuje jako próbę zaburzenia normalnego przebiegu rozgrywek.
Według Asa dokumentacja w tej sprawie stale rośnie wraz z postępami wewnętrznego śledztwa prowadzonego przez Real Madryt. UEFA ma być informowana o kolejnych krokach, a klub ze stolicy Hiszpanii domaga się kary, która mogłaby oznaczać nawet wykluczenie Barcelony z europejskich rozgrywek. Właśnie to doprowadziło do całkowitego końca porozumienia między obiema instytucjami.
W Realu Madryt wskazuje się przy tym na Joana Laportę, który wygrał już wybory, ale z powodów statutowych formalnie nie pełni obecnie funkcji prezesa Barcelony. Nowy zarząd obejmie urząd dopiero 1 lipca, a do tego czasu obowiązki prezesa wykonuje Rafa Yuste. W takich okolicznościach w Valdebebas nie widziano sensu w wizycie Florentino Péreza w loży na Camp Nou.
Do tego dochodzi krucjata sędziowska prowadzona przez Królewskich. Osoby decyzyjne w klubie uważają, że duża część możliwego sukcesu Barcelony wynika z sytuacji i decyzji, które nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością sędziowską, jaka powinna obowiązywać w rozgrywkach. W Valdebebas są przekonani, że takiej sprawiedliwości nie ma, a błędy i kontrowersje w ostatnich latach wielokrotnie pomagały Barcelonie w decydujących momentach.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się