Tę mieszankę ekscytacji, euforii, dzikiej satysfakcji i zarazem ulgi w skali słodkości można by pewnie przyrównać do chałwy oblanej nutellą i posypanej cukrem pudrem. Człowiek w trakcie takiej chwili uniesienia jest święcie przekonany, że może przenosić góry, a kiedy już wszystkie pozamienia miejscami, to zostanie mu jeszcze siły na pokonanie wpław trasy z Gdyni do Karlskrony. Niewiele rzeczy daje bowiem takiego kopa i większe poczucie siły niż uporanie się w bezpośrednim starciu z największym wrogiem. Uczucie to można zaś jeszcze podnieść do kwadratu, gdy naszym największym wrogiem i przeszkodą jesteśmy my sami.
Głównym wrogiem Realu Madryt jest zaś na ten moment nie Barcelona, ani żaden inny klub, lecz właśnie sam Real Madryt. Kłopot jednak w tym, że na razie do osiągnięcia wyżej opisanego stanu jest nam wciąż bardzo daleko. Królewscy, zamiast zbliżać się do wygranej, zdają się cały czas powiększać stratę punktową do samych siebie.
Gdy przez długie miesiące obserwowaliśmy poczynania drużyny, której morale nadawały się co najwyżej do zamiatania podłogi, zapewne niejednokrotnie zdarzało nam się pomyśleć, że gorzej już być nie może. Jak jednak pokazał czas, nawet w sezonie, w którym wydawać się mogło, że nie czeka nas już absolutnie nic poza dociągnięciem tego marazmu do końca, Królewscy postanowili zadbać jeszcze o emocje. Przed dzisiejszym Klasykiem niskie morale oraz brak zrozumienia między żołnierzami ostatecznie doprowadziły bowiem do wojny domowej.
Sytuację z udziałem Federico Valverde i Auréliena Tchouaméniego śmiało można uważać za zgniłe jajo w miejsce wisienki na torcie ze zjełczałego masła i skwaśniałej bitej śmietany. Starcie obu pomocników stanowi zwieńczenie tego, czym obecnie jest Real Madryt. Choć czasami mityczne danie sobie po ryjach uchodzi za dość drastyczny zabieg prowadzący koniec końców do oczyszczenia atmosfery, to jednak w tym przypadku raczej trudno uważać, by jakkolwiek miało się to przyczynić do wyciszenia szumu wokół drużyny. Zwłaszcza gdy tego typu akcje wyciekają za zamknięte drzwi za sprawą kogoś z zewnątrz.
W takiej oto atmosferze podejdziemy do wieczornego wyjazdowego Klasyku. Klasyku, który dla kibica Realu Madryt jest wykastrowany ze wszystkiego, co stanowi o magii tego meczu. Bez względu na to, od której strony chcielibyśmy pompować to starcie, i tak gdzieś będzie ulatywać powietrze. Większa ekscytacja towarzyszyć nam mogła nawet podczas rozgrywanych w poprzednich latach sparingowych Klasków, bo choć w grze brakowało wymiernej stawki, to jednak w jakiś sposób nastrajały one przed tym, co czeka nas wkrótce, już po rozpoczęciu sezonu.
Mimo to nie do końca uczciwie byłoby jednoznacznie stwierdzić, że czeka nas mecz o nich. Dla jednej z drużyn jest to przecież potyczka na wagę mistrzowskiego tytułu. Barcelona rzecz jasna i tak go zdobędzie, jednak możliwość triumfowania na oczach Królewskich niewątpliwie budzi w Katalończykach dodatkową motywację. Z jednej strony możemy więc zepsuć ekipie Flicka smak fety mistrzowskiej, z drugiej jednak zastanawiamy się, czy właśnie taka terapia szokowa wreszcie nie uświadomiłaby w pełni zawodnikom i działaczom, w jakim miejscu się znajdujemy.
Niezależnie od przebiegu wydarzeń, trudno mimo wszystko oprzeć się wrażeniu, że nasze położenie urąga godności Realu Madryt. Gdy przypomnimy sobie wygrany Klasyk z końcówki października, po którym zyskaliśmy pięciopunktową przewagę nad Blaugraną, nie sposób z niedowierzaniem głowić się nad tym, jak wiele może się zepsuć w ciągu nieco ponad pół roku. Gdyby ludzkie pojęcie było człowiekiem, prawdopodobnie przechodziłoby właśnie za naszymi oknami.
Jakkolwiek patrzeć, jedyną rzeczą, jaką możemy spróbować dziś zrobić, to próba stworzenia złudzenia, że różnica punktowa nie odzwierciedla w pełni różnicy klas obu zespołów. Mamy ostatnią okazję ku temu, by na koniec rozgrywek móc powiedzieć, że nie wszystko poszło źle. Prawie wszystko, ale jednak nie wszystko.
Mecz Barcelony z Realem Madryt będzie można obejrzeć w Polsce na kanałach CANAL+ Premium oraz Eleven Sports 1 w serwisie CANAL+ Online.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się