– Uważam po prostu, że pracy Luisa Enrique nie da się przecenić. Nie da się jej wystarczająco wysoko ocenić ani docenić. Gdy widzisz, co zrobił z tą drużyną, jaką maszynę z niej stworzył, ile wyciąga z tego zespołu z piłką, ale przede wszystkim też bez piłki, jaką odporność ma ta drużyna i jaki autorytet sam sobie wypracował… Tego nigdy nie robi się samym nazwiskiem. To zawsze robi się pracą, relacją z zawodnikami, odpowiednimi zmianami i odpowiednimi wskazówkami, po których piłkarze widzą: „Oho, to działa”. W przeciwnym razie ci nie uwierzą. Zwłaszcza na takim poziomie
– Nastawienie PSG? Wczoraj znowu były dla mnie jedna czy dwie sytuacje, które świetnie to pokazywały. Po pierwsze to, jak PSG, a właściwie jak jego piłkarze, podchodzą do takich meczów. Jak od pierwszej minuty idą wysoko pressingiem, mimo że mają zaliczkę 1:0. On uformował drużynę, która wychodzi na boisko z charakterem. Od razu mówisz sobie: „Wow, to jest zespół, który aż kipi pewnością siebie”. To wpływa na rywala, to wpływa na Bayern. Bayern nie jest do tego przyzwyczajony, szczególnie u siebie, że drużyna przyjeżdża z przewagą i tak się zachowuje.
– Dembélé? Drugim detalem, o którym nie wiem, czy mówiło tak wiele osób, było to, że po 65 minutach on zdejmuje najlepszego piłkarza świata. I ten schodzi, jest z tym pogodzony. Przybija mu piątkę, a potem z ławki nakręca swoich kolegów. Na pewno można znaleźć wiele kontrprzykładów, gdy w 65. minucie zdejmujesz swojego gwiazdora, przy stanie 1:0, gdy nic nie poszło źle. A tu grasz rewanż półfinału Ligi Mistrzów, walczysz o finał, nie jest 93. minuta, tylko 65. minuta, a trener go zdejmuje. Dlaczego? Bo zobaczył, że ten piłkarz jest zmęczony, że potrzebuje nowego impulsu, że dziś Doué i Kwaracchelia są lepsi. Więc go zdejmuje. Koniec. I nikt nie narzeka. Nikt nie narzeka. To pokazuje bardzo dużo. Pokazuje, jaki szacunek ma trener, jak trener sobie coś takiego wypracowuje i jak udowadnia, że w dużej mierze podejmuje właściwe decyzje. Zdejmujesz najlepszego piłkarza świata po 65 minutach, a on potem z ławki krzyczy do kolegów, żeby szli do przodu. Nie robi tego, co pewnie zrobiłoby 90% innych piłkarzy, którzy myślą, że są gwiazdami swoich zespołów, czyli nie wymachuje jeszcze na boisku rękami, a potem nie siada naburmuszony na ławce. To są takie detale, przy których widzę, co trener zrobił z tą drużyną i z poszczególnymi piłkarzami światowej klasy. Jak doprowadził ich do takiej formy i jak to wszystko złożył.
– Cieszę się z tego sukcesu PSG. W zeszłym roku, po tym, jak wygrali Ligę Mistrzów, mówiłem już, że cieszy mnie to, iż jest to taki sukces drużynowy. Tam gra zespół z piłką, bez piłki i poza boiskiem. Cieszy mnie, że taki drużynowy futbol zostaje nagrodzony. Przypomina mi to trochę moment, kiedy Ribéry i Robben zaczęli pracować, a Jupp wygrał z nami Ligę Mistrzów. Że taka praca zostaje nagrodzona. Kwaracchelia pracuje jak szalony, a do przodu nadal jest światową klasą. To samo dotyczy Doué, Dembélé i wielu innych. Vitinha nie uważa, że odbiór piłki jest poniżej jego godności, a przy tym też jest bardzo niewygodny. Zanim przejdziemy do samego meczu, to jest moja ogólna ocena, ale to wszystko nosi nazwisko Luisa Enrique.
– W PSG ta transformacja jest jeszcze bardziej imponująca, bo Luis Enrique sam przez nią przeszedł. Gdy widzisz, skąd oni wyszli, z Mbappé, Neymarem i Messim, gdzie było wszystko, tylko nie drużyna… Pozbycie się tego, w cudzysłowie, bo brzmi to negatywnie, a potem zbudowanie czegoś od nowa, bo tam nie było żadnego zespołu, niczego. Zbudowanie tego tak szybko od zera, tak jak mówiliśmy już w zeszłym roku, dokonanie takiego rozwoju w trakcie sezonu, to znowu jest pewne odbicie obecnego sezonu.
– Bayern nie zagrał złego meczu. Nadal grasz przeciwko PSG. Rozegrał dobrą fazę pucharową, biorąc razem pierwszy i drugi mecz. Brakowało mi jednak wczoraj, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy z tyłu trzeba rzucić wszystko, albo rozwiązań, albo wyglądało to tak, jakby brakowało intensywności. Brakowało mi tej ostatniej wiary między 65. a 85. minutą. I u piłkarzy, i w relacji z trybunami. Czułem, że nie ma aż tak dużej presji. Miałem podobne odczucie w poprzedniej rundzie, gdy mówiłem, że Mbappé i Vinícius są najlepszymi obrońcami Realu, mimo że nie bronią, bo samą swoją obecnością i jakością sygnalizują rywalowi: jeśli stracicie tu piłkę, a my ruszymy, zrobi się groźnie. W PSG są z kolei piłkarze równie dobrzy, którzy jeszcze do tego bronią.
– Po jednej z sytuacji Kwaracchelii, gdy znowu utrzymał się przy piłce, zapisałem sobie wielkimi literami: „Kwaracchelia Złota Piłka”. To nie była jedna akcja, która sama w sobie to uzasadniała, ale patrząc na niego przez prawie cały mecz i wcześniej też, na to, co robi z piłką, bez piłki, na jego odporność, decyzje przy piłce z przodu, na asystę przy golu na 1:0… Niesamowite, jak podnosi głowę i zagrywa piłkę dokładnie tam, gdzie trzeba. Jako prawonożny zawodnik, lewą nogą, w najwyższym tempie.
Komentarze (25)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się