Sprawa Asencio, którą ujawniła MARCA, przybrała w Valdebebas pozytywny obrót. To, co zaczęło się od cichego „zniknięcia” zawodnika, doprowadziło do kroku naprzód ze strony stopera. Hiszpan przeprosił szatnię, później osobno zwrócił się także do Rüdigera i swoimi ostatnimi gestami odzyskał część zaufania.
Jak informuje MARCA, hiszpański stoper przez pewien czas mocno nadwyrężał organizm, grając z pęknięciem kości piszczelowej, które wymagało przerwy. Mimo to pomagał drużynie w momencie, w którym zespół najbardziej tego potrzebował, narażając swoje zdrowie przy trudnej sytuacji w obronie. Punkt zwrotny przyszedł jednak przy okazji pierwszego meczu z City. Arbeloa postawił w wyjściowym składzie na Huijsena i wtedy w Asencio coś zaczęło pękać. Dzień po tym, jak usiadł na ławce na Bernabéu, pojawił się w gabinecie trenera w towarzystwie klubowego lekarza, aby potwierdzić lekkie dolegliwości mięśniowe. Wypadał z meczu z Elche, a konflikt już trwał.
Sytuacja nie przerodziła się jednak w długotrwały problem. Po przerwie drużyna wróciła do Valdebebas, a Asencio zrobił krok do przodu. Najpierw publicznie przeprosił szatnię. Później wykonał bardziej osobisty gest wobec Rüdigera, który musiał zagrać w meczu, w którym miał odpocząć zgodnie ze swoim planem pracy. Były to ważne przeprosiny wobec jednego z kluczowych partnerów w jego rozwoju od momentu wejścia do pierwszej drużyny. Niemiec był jednym z pierwszych, którzy wyciągnęli do niego rękę i pomogli mu odnaleźć się zarówno pod względem taktycznym, jak i rywalizacyjnym.
Asencio zareagował, zanim zrobiło się zbyt głośno
Równolegle nie pomagała mu sytuacja sportowa. Po ostatnim występie z Celtą zaliczył serię nieobecności w kadrach meczowych i meczów na ławce już po swoich przeprosinach, między innymi z Mallorcą i Bayernem. Do tego doszedł wirus, który wyłączył go niemal na tydzień. Po rozegraniu 90 minut z Gironą stracił nawet sześć kilogramów. Opuścił dwa kolejne spotkania, rewanż z Bayernem i mecz z Alavés, zanim częściowo wrócił do pracy z grupą.
Nie był gotowy do gry, a nawet do podróży, lecz poprosił o możliwość wyjazdu z drużyną do Sewilli. Arbeloa się zgodził. Asencio nie dostał minut, jednak ten gest został bardzo dobrze odebrany w szatni i przez sztab szkoleniowy.
Na tym nie koniec. Po remisie z Betisem, gdy piłkarze otrzymali dwa dni wolnego, Asencio zdecydował się dalej pracować w Valdebebas. Trenował w sobotę i niedzielę, aby przyspieszyć powrót do pełnej sprawności i odzyskać odpowiednie odczucia. MARCA podkreśla, że również ta decyzja została dobrze przyjęta w Valdebebas.
Mimo ostatniego szumu jego odejście wcale nie jest przesądzone. Do końca sezonu zostało pięć meczów, a później długie lato z mundialem na horyzoncie. Asencio zachowuje spokój, chce zostać i ponownie walczyć o miejsce w Realu Madryt, który przy swojej sytuacji w defensywie wciąż może go potrzebować. Chyba że latem dojdzie do całkowitej rewolucji, podsumowuje MARCA.
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się