Real Madryt zremisował na La Cartuja, Barça wygrała na Coliseum i jakakolwiek nadzieja remontadę poszła z dymem. Miniony weekend tylko uwypuklił to, czym był ten cały sezon: popisem regularności Barçy i brakiem stabilności Realu.
A przecież to właśnie konsekwentność była historycznym znakiem rozpoznawczym Realu. Pamiętam czasy, gdy często rozmawiałem z Zoco i Pachínem, filarami Królewskich w latach sześćdziesiątych. Oni twierdzili, że Real wygrywał ligi w Kordobie, Elche, Valladolidzie, na Atochy czy Balaídos… Na boiskach trudnych, czy to spalonych słońcem, czy zalanych wodą, z rozpalonymi trybunami, zastraszonymi sędziami, maksymalnie nakręconymi rywalami… Na stadionach, na których Barça zawsze przegrywała.
Na stadionach takich jak dzisiejsze Coliseum, gdzie Barça powiększyła przewagę do jedenastu punktów. Bez Lamine’a, bez Raphinhi, bez Erica Garcíi, ale z przekonaniem, że każdy mecz jest ważny.
Dzień wcześniej Real rozegrał dobre pół godziny, wyszedł na prowadzenie i uznał, że to wystarczy. Od ich gola do przerwy Betis oddał siedem strzałów na bramkę, a Real jeden. Druga połowa toczyła się w tym samym rytmie i tylko Łunin odwlekał wyrównanie aż do 93. minuty, kiedy w końcu stało się faktem. Z tym smutnym pocieszeniem dla Arbeloi, że przynajmniej mógł zrzucić winę na sędziego.
Brak regularności i zgrywanie ofiary. To były cechy charakterystyczne Barçy w tamtych latach Pachína i Zoco, a nawet długo później. Powiedziałbym, że aż do lat dziewięćdziesiątych, do czasów Cruyffa na ławce. Teraz są to znaki rozpoznawcze Realu. Xabi Alonso skończył mówiąc o Negreirze, choć wcześniej twierdził, że to temat dla kibiców, może licząc, że w ten sposób zyska przychylność Florentino. A Arbeloa zachowywał się bardziej jak redaktor Real Madrid TV niż przywódca grupy. Z nim widzieliśmy przebłyski Lidze Mistrzów, ale nie w Pucharze Króla ani w La Lidze. Drużyna była wygodnicka, niezbyt wysilała na stadionach i meczach pozbawionych większego prestiżu.
Oczywiście w tej kategorii rekord ustanowiło Atlético: traci 22 punkty do Barcelony, którą pokonała w bezpośrednich pojedynkach w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów. Spróbujcie mi to logicznie wyjaśnić. Choć im wystarczyło to przynajmniej na dojście do półfinału Champions League, do bram Raju. Z kolei pokaz regularności dał Barcelonie pewne mistrzostwo Hiszpanii. Tylko Real został z pustymi rękami.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się