José Luis Calderón z dziennika MARCA stwierdza, że Javi Navarro wysiadł z samolotu w Monachium, gdzie Real Madryt odpadł z Ligi Mistrzów, by wsiąść do kolejnego lecącego do Lozanny, gdzie Juvenil A walczył w Final Four Ligi Młodzieżowej UEFA. O czwartej nad ranem wylądował w Madrycie, wciąż odczuwając rozczarowanie porażką na Allianz Arena, a o dziewiątej trzydzieści ponownie wystartował z nadzieją na zmycie porażki w innej Lidze Mistrzów.
Jednak Javi Navarro nie mógł sobie nawet wyobrazić, jaką huśtawkę emocji przeżyje w ciągu kilku godzin. Z szatni przygnębionej bolesną porażką trafił do innej, euforycznej po historycznym zwycięstwie. Był bohaterem, broniąc trzy karne w pełnej napięcia serii jedenastek, dzięki której Real zapewnił sobie awans do finału Youth League. W Lozannie stał się gwiazdą. Oprócz wspomnianych karnych rozegrał znakomity mecz, w którym wykonał dwie decydujące interwencje, w tym jedną, która w ostatnich sekundach spotkania zapobiegła porażce.
MARCA zwraca uwagę, że za tym heroicznym występem kryje się coś więcej. Dwa tygodnie temu udział Javiego Navarro w Final Four wcale nie był pewny. Z powodu zapalenia więzadła pachwinowego znalazł się w trudnej sytuacji. Po tygodniach dolegliwości musiał przerwać treningi pod koniec stycznia, a kontuzja okazała się poważniejsza, niż się spodziewano. Javi przeżył trudne chwile i przez dwa miesiące był wyłączony z gry w kluczowym momencie sezonu, kiedy drużyna Juvenil A walczyła o mistrzostwo ligi, Puchar Króla i awanse w Youth League. Kontuzja doprowadziła go do granic wytrzymałości i powrócił dopiero 2 kwietnia. Powrócił, nie wiedząc, jak sobie poradzi. Jednak w ciągu dwóch tygodni i po rozegraniu zaledwie dwóch meczów ligowych przeciwko Badajoz i Sportingowi Hortaleza odzyskał pozycję „niezastąpionego” gracza. Jego mecz przeciwko PSG przeszedł już do historii i wyjaśnia, dlaczego czekano na niego z otwartymi ramionami.
Odkąd Iker Casillas opuścił Real Madryt, żadnemu bramkarzowi ze szkółki nie udało się wywalczyć miejsca w bramce pierwszej drużyny. Wielu z nich pełniło rolę trzeciego, a czasem drugiego bramkarza, ale żaden nie stał się numerem jeden. Wyzwanie jest bardzo trudne, ale wciąż pojawiają się kandydaci, którzy chcą zostać „nowym Ikerem”. Najnowszym jest Javi Navarro, który dołącza do wyzwania zdobycia „góry”, na którą od dawna wspina się Fran González, kolejny z wielkich talentów między słupkami, z którym Real Madryt pracuje od dłuższego czasu.
Javi Navarro, 19-latek z drużyny Juvenil A, w ciągu ostatniego roku zyskał ogromną popularność. W mgnieniu oka przeszedł z Juvenilu B do Castilli i znalazł się na radarze Xabiego Alonso, który zgłosił go jako czwartego bramkarza Realu Madryt w Lidze Mistrzów, po Courtois, Łuninie i Franie Gonzálezie.
MARCA zauważa, że jego kariera rozwija się błyskawicznie od czasu, gdy w zeszłym sezonie Arbeloa wprowadził go do Juvenilu A, gdzie ostatecznie stał się podstawowym bramkarzem. Wystąpił nawet w kilku meczach Realu Madryt C. W tym sezonie godzi obowiązki w drużynie młodzieżowej, Castilli i pierwszej drużynie, co już teraz zapewnia mu wyraźnie uprzywilejowaną pozycję w hierarchii porteros klubu.
Klub z Madrytu odkrył Javiego Navarro podczas treningów reprezentacji stolicy. Plecaki chłopców zdradzały, z jakich drużyn przybyli na testy. Spotkanie odbyło się na boiskach Ernesto Cotorruelo, symbolu madryckiej szkółki piłkarskiej. Były tam plecaki Realu Madryt, Atlético, Rayo, Getafe, Leganés... I tylko jeden z Adarve. Należał do Javiego Navarro, bramkarza, który wcześniej był napastnikiem. Dobrze mu szło strzelanie bramek, ale jeszcze lepiej ich bronienie. Kilka dni wcześniej klub poinformował jego rodziców o zaproszeniu do reprezentacji regionalnej. Javi miał wtedy 12 lat i nie mógł sobie wtedy nawet wyobrazić tego, co przeżywa dzisiaj. Priorytetem numer jeden w jego domu, w którym współistnieją kibice Valencii i Realu Madryt, jest nauka.
Faktem jest, że to, co Javi pokazał podczas tych testów w reprezentacji regionalnej, przyciągnęło uwagę wielu łowców talentów. Leganés i Real Madryt zaznaczyły jego nazwisko na czerwono. Niemal od razu po zakończeniu testów Javi zaczął słyszeć, że trafi do Realu Madryt, że to pewne, ale on sam dowiedział się o tym jako ostatni. Mijały miesiące i do jego domu, położonego na południu Madrytu, zaczęły napływać propozycje – jedna od Leganés, a druga od Los Blancos. Javi dowiedział się najpierw o tej z Leganés. Chłopiec zapytał o drugą. Gdy usłyszał „Real Madryt”, nie było już o czym rozmawiać. Było to w Wielkim Tygodniu w 2019 roku.
MARCA informuje, że w tym samym czasie zaczęli zgłaszać się różni agenci i agencje. Jednak w domu usłyszeli odmowę – że dwunastolatek, nawet gdyby trafił do Realu Madryt, nie miałby szans wejść do ich świata. Wszyscy zniknęli. Z wyjątkiem jednego. Co jakiś czas dzwonił, żeby zapytać, jak Javi sobie radzi w Realu Madryt. Kiedy kariera chłopca nabrała tempa, a jego rozwój sportowy w Valdebebas wyniósł go na wyższy poziom, rodzina Javiego przypomniała sobie, kto zawsze był przy nich. Dlatego Gesport Aspizua, agencja reprezentująca Koke z Atlético Madryt, prowadzi dziś karierę także bramkarza Królewskich.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się