REKLAMA
REKLAMA

Real Madryt musi mocniej zabierać głos

Ramón Álvarez de Mon, socio Realu Madryt, youtuber, prawnik i współpracownik hiszpańskich mediów, który wielokrotnie podawał wiarygodne informacje dotyczące Królewskich, napisał felieton na swoim koncie X. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego tekstu.

REKLAMA
REKLAMA
Real Madryt musi mocniej zabierać głos
Fot. Getty Images

Real Madryt stoi dziś przed wyzwaniem, które wykracza poza to, co dzieje się na boisku: chodzi o zarządzanie własną narracją. W środowisku medialnym przesyconym bodźcami, mediami społecznościowymi i nieustannymi atakami Królewscy trzymają się strategii komunikacyjnej, która, moim zdaniem, opiera się na zbyt daleko posuniętym milczeniu. Jeśli Real Madryt sam nie będzie wyjaśniał swoich racji, zrobią to za niego ci, którzy mu nie sprzyjają, budując przekaz wygodny dla siebie i często oparty na kłamstwach. Komunikacja nie jest tylko narzędziem, lecz także konieczną obroną honoru i historii tej instytucji.

Prawda jest taka, że w całej swojej historii klub rzadko tłumaczył się słowami. Tradycyjnie ufał sile faktów, a to formuła skuteczna, lecz w obecnych czasach już niewystarczająca. Fakty nie zawsze wystarczają, by obalić fałszywe informacje, które, jeśli nie zostaną szybko przecięte, z czasem zaczynają funkcjonować jako prawda dla nowych pokoleń. Widzieliśmy to niedawno choćby przy informacyjnym zarządzaniu kontuzją Mbappé, gdy milczenie klubu zostawiło przestrzeń dla sprzecznych wersji wydarzeń, a oficjalny głos nie uporządkował panującego szumu.

REKLAMA
REKLAMA

Ta komunikacyjna pustka jest szczególnie groźna wtedy, gdy chodzi o obronę historycznej legitymacji klubu. Nie można dopuścić do tego, by tak poważne twierdzenia jak to, że Real kontrolował Komitet Techniczny Arbitrów przez 73 lata, pozostawały bez stanowczej i merytorycznej odpowiedzi ze strony instytucji. Jeśli klub nie wyjdzie i jasno nie pokaże, że to rażące kłamstwo, taka narracja będzie tylko podsycać niechęć tych, którzy potrzebują usprawiedliwienia dla swojego antimadridismo. Podobnie jest z powracającymi mitami, jak ten dotyczący transferu Di Stéfano. Trzeba jasno tłumaczyć, że Barcelona sprzedała swoje prawa Realowi Madryt i nie doszło do żadnej kradzieży, tylko do legalnej i dobrowolnej transakcji.

Obecnie komunikacja klubu opiera się niemal wyłącznie na trenerze, który akurat prowadzi zespół, z lepszym lub gorszym skutkiem w zależności od jego profilu, oraz na corocznym wystąpieniu prezesa Florentino Péreza przed Walnym Zgromadzeniem Socios. Uważam, że to za mało. Tak ważne sprawy jak problemy związane z Santiago Bernabéu, koncertami, postępowaniami sądowymi dotyczącymi wykorzystywania stadionu, modelem własności czy nawet odejściem takich postaci jak Xabi Alonso zasługują na konkretny, rozpoznawalny i wiarygodny głos. Nie chodzi o to, by odpowiadać na każdą plotkę z mediów społecznościowych, lecz by jasno zajmować stanowisko w sprawach istotnych, które niepokoją socios i kibiców.

Nawet własne narzędzia, takie jak Real Madrid Televisión, cierpią z powodu tego braku komunikacyjnego rozmachu. Klub nie robi wystarczająco dużo, by promować swoje treści w mediach społecznościowych ani by nadać kanałowi wyrazistą tożsamość cyfrową, która pomagałaby walczyć z dezinformacją. Widzieliśmy już, jak skuteczny okazał się tamten film będący odpowiedzią na słowa Barcelony, gdy ta nazwała Real „klubem reżimu”. Właśnie o taki kierunek chodzi: o komunikację żywą, odważną i zdolną rozbrajać czarną legendę, zanim będzie za późno. Real Madryt to klub z klasą i wzór dla innych, a powodów do tego, by bez kompleksów mówić o swojej wielkości, ma aż nadto. Trzeba zrobić wszystko, by dzisiejsze kłamstwa nie stały się czarną legendą jutra.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

REKLAMA