REKLAMA
REKLAMA

Fede Valverde znów robi różnicę

Urugwajczyk przeżywa jeden z najlepszych momentów w karierze. Po trudniejszym okresie odzyskał pełnię swobody w środku pola, a jego liczby i wpływ na grę Realu Madryt znów stawiają go w gronie najważniejszych piłkarzy zespołu.

REKLAMA
REKLAMA
Fede Valverde znów robi różnicę
Fede Valverde. (fot. Getty Images)

Piątkowy występ w reprezentacji Urugwaju był tylko kolejnym potwierdzeniem tego, co widać już od dłuższego czasu w Realu Madryt: Fede Valverde wrócił na najwyższy poziom, a być może nawet wszedł na jeszcze wyższy. Urugwajczyk znów jest wszędzie – napędza akcje, odbiera piłkę, rusza do pressingu, podłącza się do ataku i coraz częściej bezpośrednio przesądza o wyniku. Dziś nie jest już tylko pomocnikiem od pracy dla drużyny. Jest jednym z jej głównych motorów, opisuje dziennik MARCA.

REKLAMA
REKLAMA

Jeszcze niedawno jego sytuacja wyglądała inaczej. W trudniejszym etapie pod wodzą Xabi Alonso Valverde tracił na znaczeniu, a momentami był przesuwany nawet na prawą obronę jako doraźne rozwiązanie problemów kadrowych. Taki wariant odbierał mu to, co ma najcenniejsze – możliwość wpływania na grę z centrum boiska, gdzie może narzucać tempo, atakować wolne przestrzenie i wykorzystywać swój dynamizm na całej długości i szerokości boiska. Dopiero przyjście Álvaro Arbeloi sprawiło, że Fede znów dostał rolę szytą pod siebie. Efekt był natychmiastowy.

Arbeloa oddał mu swobodę w środku pola, a Real natychmiast zaczął czerpać z tego korzyści. Valverde znów wygląda jak piłkarz kompletny – intensywny, agresywny w odbiorze, ale jednocześnie konkretny i bardzo produktywny pod bramką rywala. Nie chodzi już wyłącznie o to, że biega więcej niż inni i zabezpiecza kilka stref jednocześnie. Dziś coraz częściej to właśnie on nadaje ton ofensywie Los Blancos. Jego wartość rynkowa już teraz wynosi 120 milionów euro i wiele wskazuje na to, że przy kolejnej aktualizacji może jeszcze wzrosnąć.

Najlepiej widać to w liczbach. Do końca 2025 roku Valverde miał tylko cztery asysty, natomiast w 2026 roku zanotował już 16 udziałów przy bramkach we wszystkich najważniejszych rozgrywkach – osiem goli i osiem asyst w La Lidze, Lidze Mistrzów i Superpucharze. To dorobek, który pokazuje nie tylko regularność, ale też ogromny wzrost znaczenia w decydującej fazie sezonu.

REKLAMA
REKLAMA

Wszystko zaczęło się już na starcie roku. W pierwszym meczu 2026 roku przeciwko Betisowi zaliczył dwie asysty, od razu wysyłając sygnał, że będzie to dla niego inny etap niż wcześniejsze miesiące. Niedługo później błysnął w derbach z Atlético w Superpucharze, gdzie zakończył mecz z bramką i asystą. W styczniu dorzucił jeszcze znakomity występ w Lidze Mistrzów przeciwko Monaco, ponownie notując dwa ostatnie podania przy trafieniach kolegów.

Luty tylko potwierdził, że nie był to chwilowy zryw. Valverde dołożył w tym miesiącu trzy asysty i jednego gola, a na szczególne wyróżnienie zasłużyły jego występy przeciwko Benfice, Realowi Sociedad i Osasunie. Był aktywny, skuteczny i coraz częściej przejmował odpowiedzialność za najważniejsze momenty meczu. Jednak prawdziwe wejście na jeszcze wyższy poziom przyszło w marcu.

To właśnie w ostatnich tygodniach Urugwajczyk najmocniej zaznaczył swoją obecność. Strzelił gola na Balaídos, następnie skompletował pierwszy hat-trick w seniorskiej karierze w starciu z Manchesterem City w Lidze Mistrzów, a później znów wpisał się na listę strzelców w meczu z Elche. Ostatni mocny akcent ponownie przypadł na derby z Atlético, kiedy jego trafienie przypieczętowało zwycięstwo Królewskich. Dzięki temu wyrównał też swój najlepszy dorobek ligowy, jeśli chodzi o udział przy golach – 11, na które składają się cztery bramki i siedem asyst.

REKLAMA
REKLAMA

Warto przy tym pamiętać, że Valverde już wcześniej miał momenty bardzo dobrej formy. W sezonie 2022/23 Carlo Ancelotti publicznie rzucił mu wyzwanie, by przekroczył granicę 10 zdobytych bramek. Fede odpowiedział wtedy w najlepszy możliwy sposób: zakończył sezon z 12 trafieniami i siedmioma asystami. Wówczas częściej występował szerzej, bliżej prawej strony i dawał drużynie konkret głównie dzięki wejściom z drugiej linii. Obecna wersja wydaje się jednak jeszcze pełniejsza, bo łączy dawną intensywność z większym wpływem na kreowanie gry i wykańczanie akcji.

Dziś Valverde nie tylko imponuje przygotowaniem fizycznym, które od dawna było jego znakiem rozpoznawczym. Jeszcze ważniejsze jest to, jak mocno wpływa na ofensywę zespołu. Pod nieobecność Mbappé jego znaczenie w ataku wzrosło na tyle, że momentami można je porównywać do wpływu Viníciusa. To mówi bardzo wiele o obecnej roli Urugwajczyka w drużynie. Nie jest już tylko zabezpieczeniem dla innych gwiazd. Sam stał się jedną z największych.

Real Madryt zyskał dzięki temu piłkarza, który potrafi rozstrzygać mecze na wiele sposobów. Może odzyskać piłkę pod własnym polem karnym, chwilę później znaleźć się pod bramką rywala, a do tego dołożyć gola albo ostatnie podanie. Tacy zawodnicy są bezcenni, zwłaszcza w najważniejszej części sezonu. Valverde właśnie teraz wygląda na gotowego, by pociągnąć zespół w decydujących tygodniach.

REKLAMA
REKLAMA

Na dziś jedno wydaje się pewne: Fede jest w znakomitej formie i przeżywa jeden z najlepszych momentów w karierze. A patrząc na jego obecną dynamikę, trudno wykluczyć, że najlepsze dopiero przed nim, podsumowuje MARCA.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (11)

REKLAMA