Niepewność wokół Bellinghama
Po dwóch tygodniach od kontuzji wciąż nie wiadomo, kiedy Jude Bellingham będzie mógł wrócić do treningów. Docelowy powrót Anglika będzie też zagwozdką dla Álvaro Arbeloi, który ponownie będzie musiał przeprowadzić roszady w środku pola.
Jude Bellingham w momencie doznania kontuzji w meczu z Rayo Vallecano. (fot. Getty Images)
Real Madryt wciąż w oczekiwaniu spogląda na Jude'a Bellinghama, którego powrót do drużyny pozostaje jedną wielką niewiadomą. Angielski pomocnik, który ma już za sobą dwa tygodnie pauzy od momentu doznania kontuzji mięśniowej, w dalszym ciągu nie ma wskazanej daty powrotu do treningów, zauważa MARCA. Na ten moment nikt w sztabie medycznym Królewskich nie jest w stanie jednoznacznie określić, kiedy Bellingham będzie gotowy do gry, ale fakty są takie, że proces rehabilitacji na pewno się wydłuży względem pierwotnych prognoz. Początkowo mówiło się o około miesięcznej absencji, a teraz wskazuje się nawet siedem tygodni.
To by oznaczało, że 22-letni Anglik przegapi kluczowe mecze zarówno w La Lidze, jak i w Lidze Mistrzów. Wśród nich wyróżnia się przede wszystkim potencjalny dwumecz w 1/8 finału europejskich rozgrywek, jeśli oczywiście Real Madryt poradzi sobie najpierw z Benficą. W tym przypadku kolejnym rywalem Królewskich byłby albo Sporting, albo Manchester City. Nieobecność Bellinghama wpływa również na wątpliwości w środku pola, w którym jego postać miała mieć kluczowe znaczenie dla równowagi taktycznej i całej budowy gry.
Zmiany w pomocy i jedna wątpliwość
Wypadnięcie angielskiego zawodnika z pierwszego składu doprowadziło do pewnych przetasowań w pomocy. Álvaro Arbeloa musiał przebudować środek pola i ustawienie całego zespołu, aby odnaleźć równowagę pomiędzy obroną a atakiem i jednocześnie w jakimś stopniu zrekompensować wejścia Bellinghama z drugiej linii. Ten nowy schemat zobowiązał drużynę do bardziej solidarnej i kompaktowej gry przy regularnych asekuracjach w defensywie i zaangażowaniu w nią wszystkich w każdej strefie boiska.
Plan ten był widoczny przede wszystkim w ostatni wtorek w Lizbonie, gdzie Real Madryt rozegrał jeden ze swoich najbardziej kompletnych meczów – Królewscy zanotowali w nim aż 620 podań (to ich najlepszy wynik w tym sezonie Ligi Mistrzów) przy skuteczności na poziomie 89%. „Musimy zmienić mentalność – atakować i bronić razem. Teraz wyglądamy lepiej”, mówił Eduardo Camavinga. Nowe ustawienie sprawia, że organizacja gry to odpowiedzialność wszystkich. Real Madryt stawia obecnie na bardziej uporządkowaną i zespołową konstrukcję gry, Fede Valverde i Camavinga biorą na siebie większą odpowiedzialność za odbiory i przejścia między liniami, a Aurélien Tchouaméni jest ostoją osłaniającą linię defensywną. Magia jest natomiast w nogach Ardy Gülera, który w ustawieniu 4-4-2 może grać z większą swobodą.
Mając powyższe na uwadze, powrót Bellinghama będzie się wiązał z nowym dylematem taktycznym. Jeśli Anglik miałby z miejsca wskoczyć do pierwszego składu, to wówczas musiałby z niego wypaść inny zawodnik, który dobrze sobie radzi. Ponadto cała drużyna musiała by przejść przez kolejne modyfikacje w ustawieniu, aby obecność Jude'a nie zaburzyła tak potrzebnej równowagi. I wydaje się, że w tym scenariuszu najsłabszym ogniwem jest Güler. To jest jednak decyzja, którą Arbeloa będzie musiał podjąć nie teraz, ale w niesprecyzowanej jeszcze przyszłości, podsumowuje MARCA.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze