Advertisement
Menu
/ YouTube

Zidane: Jeśli nie zrozumiałeś, że jesteś tam dla piłkarza, to nie przetrwasz w tym zawodzie

Hamidou Msaidie był asystentem Zinédine'a Zidane'a ds. fizycznych i psychologicznych w obu etapach pracy trenera w Realu Madryt. Teraz na YouTubie otworzył nowy cykl rozmów, a jego pierwszymi gośćmi był właśnie Zidane oraz David Bettoni, drugi z asystentów. Przedstawiamy wypowiedzi Zizou z tej rozmowy, którą opublikowano na początku stycznia przed decyzją Realu Madryt o zmianie trenera.

Foto: Zidane: Jeśli nie zrozumiałeś, że jesteś tam dla piłkarza, to nie przetrwasz w tym zawodzie
Od lewej David Bettoni, Hamidou Msaidie i Zinédine Zidane przy okazji tej rozmowy. (fot. YouTube)

– Przejście do pierwszej drużyny wydarzyło się naturalnie. Nie czekaliśmy na to, ale byliśmy gotowi. Wiadomo, że po wejściu do pierwszej drużyny możesz odczuwać trochę lęku, ale też wiedziałeś, jak działa szatnia, jak działa piłkarz... No i byliśmy w tym razem [mówi o sztabie]. Powiedzieliśmy sobie, że pomożemy sobie nawzajem i szczególnie na początku pracowaliśmy bardzo ciężko. Pamiętacie, że przyjeżdżaliśmy na 9 rano, a wyjeżdżaliśmy po 23. Cały czas coś przygotowywaliśmy i nad czymś pracowaliśmy. Więc ja szczerze trochę się bałem, ale też dobrze wiedziałem, w co się pakuję. Wiedziałem, gdzie wchodzę, a była to najlepsza drużyna na świecie, bez żadnej dyskusji. Naprawdę, gdy patrzyłem na tych zawodników, to myślałem sobie: "Jeśli zrobimy dobrą robotę, to możemy osiągnąć coś nadzwyczajnego". I tak właśnie się wydarzyło [uśmiech].

– David [Bettoni] był świetny w tworzeniu treningów. Skupiał się na treningach i realizowaniu tego, o co go prosiłem. Obaj wiecie dobrze, że nigdy nie chciałem, by dwa kolejne treningi były takie same. Oczywiście chciałem dwóch rzeczy na treningu – pracy i dobrej zabawy – ale podstawowe słowo to praca. Bo jeśli pamiętacie, weszliśmy w krytycznym momencie. Bo drużyna nie była za bardzo drużyną, ale ponad wszystkim nie była w dobrej formie fizycznej. Musieliśmy wpoić im zamysł tego, że muszą popracować. Pamiętam, że mieliśmy trzy wolne tygodnie bez meczów pucharowych w środku. Graliśmy tylko La Ligę i w trakcie tych tygodni mogliśmy popracować. Wtedy mogliśmy naprawdę narzucić im trochę pracy. I jeśli pamiętacie, zrobiliśmy spotkanie z kapitanami. Powiedzieliśmy czwórce kapitanów, czego chcemy i czy oni są gotowi się temu poświęcić. Dlatego pracowaliśmy od 9 do 23, bo analizowaliśmy każdą daną i liczbę. Ich statystyki i forma fizyczna nie były dobre. Kiedy zyskaliśmy ich przychylność, czyli zgodzili się z nami popracować, to było po wszystkim – zostało to wdrożyć. Tu weszła zabawa. Przyjemność z pracy. A to wszystko przy pracy ze świetnymi zawodnikami.

– [Hamidou mówi, że zaczęli od kilkudziesięciominutowych przebieżek] Dokładnie, biegaliśmy po ośrodku [śmiech]. To wszystko na 6 miesięcy przed końcem sezonu. O to mi chodziło, że potrzebowali pracy, bo po powrocie Ligi Mistrzów znowu zaczynaliśmy ciągłe granie. Wtedy nie da się pracować. Gdyby było więcej czasu, to tam jeszcze dało się zrobić więcej. Poradziliśmy sobie jednak świetnie, bo przede wszystkim zidentyfikowaliśmy, co trzeba zrobić. Podstawą wszystkiego była praca fizyczna.

– [Hamidou podkreśla, że trzeba było też trafić do piłkarzy z przesłaniem] Musieli zaakceptować pracę, jaką trzeba było wykonać. Bo to nie była łatwa praca. Bo nie wiem, czy pamiętacie, ale harowaliśmy też przy pracy z piłką. Bo fizycznie faktycznie dużo biegaliśmy, ale chcieliśmy też pracować z piłką. Mówiłem Davidowi, że na boisku zawsze mamy pracować z piłką. Pracowaliśmy na boisku po 1,5-2 godziny, powtarzaliśmy wysiłek. Ale im to się podobało [śmiech].

– Zawodnicy uwielbiali rywalizować. Kochali się ze sobą mierzyć. Potrzebowali po prostu nowego podejścia i projektu. Potrzebowali na nowo znaleźć to poczucie bycia najlepszymi. Każdy indywidualnie na swojej pozycji. Prowadziliśmy każdego z nich w odpowiednim kierunku. Tak odkryli siebie na nowo. Odnaleźli na nowo motywację i przyjemność z gry. Przy tym mieliśmy też najlepszych graczy na świecie.

– Porażki z Atlético i Wolfsburgiem okazały się kluczowe w nadawaniu kierunku? Rozmawialiśmy o tym między sobą i powiedzieliśmy to też piłkarzom na początku, że jeśli dzisiaj zagralibyśmy z Atlético lub Barceloną, to na 100% przegrywamy. Na 100%! To pomogło w tym, by coś przeskoczyło im w głowach. Oni zrozumieli, że dzisiaj z nimi przegrywamy. Powiedzieliśmy im, że jeśli będziemy pracować razem w jednym celu, to zrobimy w takim meczu za kilka miesięcy dobre rzeczy. Będziemy wtedy gotowi, by rywalizować i wygrać. To się wydarzyło. Na koniec sezonu pokonaliśmy Barcelonę i Atlético.

– Zaczęliśmy dobrze, wygraliśmy z 5 meczów, wygrywaliśmy po 5:0 czy 6:0 i nagle przegraliśmy w lidze z Atlético. Nagle wszyscy stwierdzili, że w drużynie jest chaos i są problemy. Wszyscy nas krytykowali. A my? Zachowaliśmy spokój. Bo w takim momencie przy takim napięciu naprawdę możesz spaść w przepaść. Bo nagle sam się zastanawiasz: co się dzieje? Sam stawiasz sobie te ciężkie pytania. My jednak szliśmy dalej, bo wiedzieliśmy, co chcemy robić.

– Dobre w naszym zespole było też to, że przy tym wszystkim nie mieliśmy źle rozłożonego ego. Chodzi o to, że byliśmy tam dla zawodników. To jest tak naprawdę bardzo ważne. Zawodnik musi czuć, że to on jest pierwszoplanową postacią, że to on działa na boisku, że jest bohaterem, nawet jeśli my wdrażamy pewne rzeczy. Chodzi mi o to, że my byliśmy tam dla nich, a oni bardzo dobrze to odczuli od samego początku. To wcale nie jest takie błahe. Ogólnie trener zajmuje dużo miejsca. Zawsze dużo robi, jest obecny, wszystko planuje. Oczywiście od tego jest trener, ale chodzi mi o to, że sposób twojej pracy też jest ważny. To ważne, jak prowadzisz graczy do celu. Im podobało się to, jak ich prowadziliśmy i jakie mieliśmy podejście. 

– Wiedzieliśmy, że zespół zrobi swoje i każdy z nas działał w swoim obszarze. Doskonałe było to, że Dav [Bettoni] mógł wyrażać siebie poprzez treningi. W gruncie rzeczy wykorzystywałem was wszystkich, ludzi wokół mnie, właśnie po to, żeby pomóc mi zrealizować własne pomysły: wymyślałem to, czego chciałem i przekazywałem to Davowi. Na przykład, mówiłem mu: „Dziś popracujemy nad dośrodkowaniami”. I on zawsze coś organizował, a wy pomagaliście mu, żeby wszystko przebiegało sprawnie. Na tablicy rozpisywaliście, że „zrobimy to tak, tak i tak” i jasno to przekazywaliście wszystkim łącznie z piłkarzami, bo potem na boisku, nie ma czasu i trzeba robić wiele rzeczy w jednym momencie. Właśnie dlatego robiliśmy dużo wideo, bo nie mieliśmy czasu na pracę na murawe. Przygotowywaliśmy wszystko wcześniej, nawet nagrywaliśmy filmy, to pamiętam dobrze i nie trwały one dłużej niż 15 minut. Maksymalnie 15 minut, więc trzeba było być bardzo precyzyjnym. O to chodzi, o wymagania i precyzję tego, co chcemy osiągnąć na boisku. Na przykład, było konkretne ćwiczenie treningowe na kontrpressing, które wprowadził Dav. Było to bardzo specyficzne ćwiczenie, robione znakomicie i uwielbiane przez zawodników. Pamiętasz? Trzy zespoły, jeden czekał, dwa grały i te dwa musiały połączyć się z tym czekającym, a ci czekający musieli doskakiwać. To wszystko było zrobione świetnie, a to całe nasze przygotowanie poza boiskiem służyło oszczędzaniu czasu na boisku. Bo kiedy jesteś na boisku, to jak mówi Dav, masz trzy minuty na ćwiczenie i jego organizację, bo trening zazwyczaj mógł trwać maksymalnie 45 minut. Dlatego wszystko musiało być bardzo precyzyjne. Więc każdy miał swoje zadania i wymagania. Ja też miałem wiele swoich rzeczy.

– [Hamidou opowiada, że zawsze prowadzono szczerą komunikację z piłkarzami] Piłkarze to widzieli w naszej pracy. Widzieli, że ty czy Dav jesteście z nimi połączeni. Że jesteście w tym z nimi. Że tworzymy tam jedność. Dla mnie to coś oczywistego, nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Zawsze byliśmy do dyspozycji piłkarzy. Uważam, że właśnie to tworzy coś silnego w drużynie, gdy jesteś w niej dla piłkarza. Jeśli tego nie zrozumiałeś, nie przetrwasz w tym zawodzie [krzywi się]. Jako trener jesteś od tego, by im towarzyszyć. Jesteś tam dla nich. Musisz im pokazać, że jesteś tam dla nich. Oni muszą naprawdę to poczuć, by to kupić. To też oczywiście zależy od tego, co robisz i jak to prowadzisz... Na końcu po prostu muszą cię lubić. [śmiech Bettoniego i Hamidou] Nie, taka jest prawda. Jeśli piłkarze nie zgadzają się z tym, co wprowadziłeś, jak trening czy podejście, to zawsze czegoś będzie wam brakować. Myślę, że wtedy z nami po prostu cieszyli się tym wszystkim na każdym poziomie. Wszystkim, co im wprowadziliśmy i oferowaliśmy.

– [Bettoni opowiada, że wielką różnicę zrobiło właśnie to podejście Zidane'a, który był do dyspozycji piłkarzy i starał im się tłumaczyć swoje decyzje czy plany, by mogli je w pełni zaakceptować] Oczywiście, ale przy tym na końcu musisz też wygrać. Co ciekawe, nie rozmawialiśmy o tym z nimi nawet w przemowach, że trzeba koniecznie wygrać. Każdy jednak wiedział, że to nasz cel i że jesteśmy tam, by wygrywać. I po to robiliśmy to wszystko. Wiedzieliśmy też dobrze, że piłkarz jeśli będzie nas oceniać, to na podstawie tego, czy wygrywamy. Wiedzieliśmy, że jeśli będziemy im opowiadać o poprawieniu formy fizycznej, to on za 6 miesięcy oceni, czy faktycznie był w tej dobrej formie. Jeśli coś mówisz, musisz to zrobić i my to robiliśmy.

– [rozmowa, że w trakcie finału na San Siro w 2016 roku byli bardzo zadowoleni i spokojni po wykonanej wcześniej pracy] To też przekazaliśmy piłkarzom. I bardzo im ufaliśmy. Myślę, że mieliśmy nadzwyczajnych zawodników. Mieli ten cięższy czas i potrzebowali odzyskania trochę pewności siebie, fizyczności, po trochu wszystkiego. Musieli odzyskać trochę tego piłkarskiego opanowania. To właśnie się wydarzyło. Wdrożyliśmy wszystko, by to wróciło. A gdy masz piłkarza, który chce rywalizować, czuje się pewnie, jest szczęśliwy przyjeżdżając na trening i jest szczęśliwy, gdy wychodzi do gry, to co ci pozostało? Wyjść i wygrać trzy Ligi Mistrzów [śmiech]. Tak właśnie się stało.

– Którą Ligę Mistrzów bym wyróżnił? Wszystkie są wspaniałe i piękne, we wszystkich mieliśmy trudne mecze. Jednak ta druga połowa z Juventusem w finale w 2017 roku... [macha ręką] To było nadzwyczajne. To było magiczne. Wiem, że każdy, kto kocha futbol i oglądał to w telewizji czy na stadionie, to mówił: wow, coś wspaniałego. Pamiętam wrzutkę Modricia, wejścia Marcelo do ataku, wejścia Asensio… Byli wszędzie, z każdej strony. Naprawdę atakowali każdą stroną.

– Dla trenera to oczywiste, że kiedy masz 23 zawodników, którzy są znakomitymi piłkarzami, to na końcu trzeba dokonywać wyborów. W moim przypadku wyjątkowe było to, że dla mnie wszyscy byli równi. Oczywiście jest ktoś, kto może jest lepszy, bo strzela więcej goli i to nie jest problem, wszyscy wiemy o jakich graczy chodzi. Ale mówię o tym, że w naszym przekazie wszyscy byli jednakowo ważni dla tego, co chcieliśmy wdrożyć. W związku z tym wymagania treningowe były kluczowe. W skrócie, jeśli nie trenowałeś dobrze, nie mogłeś grać, bo, co Dav może to potwierdzić, wszystko w dużej mierze zależało od tego, co widzieliśmy na treningu. Tak budowaliśmy skład. Często bywało tak, że nawet jeśli w poniedziałek zaczynaliśmy tydzień z pierwszą myślą, że wystawimy tego i tego, to i tak trening miał ogromne znaczenie. Wymagania w treningu jako podstawy przygotowania zespołu były absolutnie podstawowe dla naszej pracy. Zawodnicy musieli trenować dobrze i oni o tym wiedzieli, doskonale o tym wiedzieli.

– Dla mnie i dla nas jasne też było to, że trener nie może w poniedziałek wiedzieć, kto zagra w sobotę. Jeśli wie już w poniedziałek, kto zagra w sobotę, to jest to bez sensu dla zawodnika, bo jeśli grasz mało i wiesz, że nie zagrasz też w sobotę, to jak masz trenować? Trenujesz źle albo… No trenujesz, robisz swoje, ale nie wnosisz w to rywalizacji. Natomiast jeśli nie wiesz, kto zagra albo wiesz, że możesz dostać szansę, nawet jeśli jesteś dziewiętnasty w hierarchii, to zmienia wszystko w twoim treningu, bo zawodnicy będą trenować naprawdę dobrze. Właśnie to wprowadziliśmy. To było moje bardzo silne przekonanie. Nie ma czegoś takiego jak ten zmiennik, który jest tu i będzie potrzebny dopiero w kwietniu na jakiś jeden mecz. Nie, w kwietniu on nie będzie gotowy. Musi być zaangażowany od samego początku, cały czas, każdego dnia. Wtedy on wie, że mogę na niego liczyć i że on może liczyć na mnie, tak to działa. Jeśli tego nie wprowadzisz, to moim zdaniem… możesz wygrywać mecze, ale nie wygrasz wielu rozgrywek, bo wyobraź sobie, że w marcu naprawdę potrzebujesz zawodników, bo trzech czy czterech, którzy zagrali po 50 meczów, doznaje kontuzji – co wtedy robisz? Musisz sięgnąć po kolejnego, a on nie jest gotowy. Po prostu nie jest gotowy. Ty mu mówisz: „Potrzebuję cię”. A on odpowie: „Teraz mnie potrzebujesz? Daj spokój”. Tak to wygląda.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!