Advertisement
Menu
/ marca.com

Campos: Modrić podziękował mi za nasz czas w Realu Madryt

MARCA przeprowadziła wywiad z Luisem Camposem, dyrektorem sportowym Paris Saint-Germain. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi działacza z tej rozmowy dotyczące Realu Madryt oraz projektu PSG.

Foto: Campos: Modrić podziękował mi za nasz czas w Realu Madryt
Luis Campos z Luisem Enrique. (fot. Getty Images)

Pracował pan z José Mourinho w Realu Madryt jako analityk taktyczny i szef skautingu. Jakie wspomnienia zachował pan z tamtego okresu?
Bardzo dobre wspomnienia, ponieważ Mourinho jest osobą wyjątkową dla wszystkich, a dla mnie jeszcze bardziej, bo jest moim przyjacielem. Wiele mu zawdzięczam, ponieważ był taki etap w moim życiu, w którym miałem wiele wątpliwości, miałem ten etap refleksji. Wtedy Mourinho do mnie zadzwonił i powiedział: „Potrzebuję cię, ale nie na boisku: do podróżowania, oglądania meczów, obserwowania zawodników i drużyn”. Później poprosił mnie, żebym wrócił z nim na boisko, co było czymś, o czym już nie sądziłem, że może się wydarzyć. W tamtej fazie pomógł mi na nowo odnaleźć przyjemność rywalizacji na najwyższym poziomie. W tak decydującym momencie dla klubu takiego jak Real Madryt, który był pod ogromną presją bardzo silnej Barcelony, tamtej Barcelony Pepa Guardioli, która z tymi wszystkimi wielkimi zawodnikami była znakomitą drużyną, Mourinho wykonał w Madrycie wyjątkową pracę, ponieważ podjął walkę z tamtym zespołem. Istniało ryzyko, że wydarzy się to, co teraz dzieje się we Francji z PSG albo w Niemczech z Bayernem: że Barça przez wiele lat utrzymywałaby się jako mistrz Hiszpanii. Mourinho odegrał bardzo ważną rolę w tej zmianie, w możliwości przeciwstawienia się dominacji tamtej Barcelony.

Mówiąc o skautingu zawodników, czy to prawda, że jedną z pierwszych rzeczy, na które zwraca pan uwagę u piłkarza, jest jego przyjęcie piłki?
Tak, ponieważ relacja zawodnika z piłką jest fundamentalna. Ostatecznie to są piłkarze grający piłką i muszą czuć się z nią komfortowo. Kiedy rozmawiam z Luisem Enrique o profilu zawodnika do pozyskania, pierwszą rzeczą, o którą mnie pyta, jest to, czy czuje się komfortowo z piłką. Chodzi o przyjęcie, o podejmowanie dobrych decyzji z piłką. Bardzo ważne jest mieć dobrą relację z piłką, a nie tylko bycie szybkim, przebieganie wiele kilometrów czy wygrywanie pojedynków. Bo w ten sposób zawodnik pomoże drużynie znacznie bardziej.

W tamtym okresie Real Madryt pozyskał zawodnika, który całkiem nieźle panuje nad piłką: Lukę Modricia. Jaki był pana udział w jego transferze?
Wykonałem swoją pracę. Trenerzy proszą nas o określone profile, ale ostatecznie to oni podejmują decyzję. Rozmawiamy o wielu zawodnikach i dochodzimy do wspólnych wniosków. Było wiele rozmów z Mourinho na temat tego profilu: Real Madryt potrzebował w środku pola zawodnika bardziej mózgowego. Kogoś, kto nadawałby tempo grze: teraz zwalniam, teraz przyspieszam, teraz lewą stroną, teraz prawą. I Luka to miał. Kiedy Luka stał się ważną postacią w Realu, byłem bardzo szczęśliwy. Pamiętam uścisk, który mi dał przed meczem Klubowego Mundialu. Podziękował mi za tamten okres. Przeżyliśmy z nim w Madrycie fantastyczny czas, ale jego początki były trudne: przyszedł bardzo późno, potrzebował adaptacji, a do tego trafił na wyjątkowego trenera, który był bardzo wymagający… Przeszedł trudny moment i ja przeżywałem to wszystko razem z nim, ale wszyscy wiedzieliśmy, że Luka z czasem stanie się bardzo ważny, bo na boisku jest jak kompas. Zawsze wie, w którą stronę poprowadzić mecz. Potrafi kierować grą, jak dziś robi to Vitinha w PSG.

Kiedy pracował pan w Monaco, w wieku 15 lat pojawił się tam chłopak o imieniu Kylian Mbappé. Wiemy, że doszło do incydentu z trenerem, który wątpił w jego predyspozycje i musiał pan interweniować.
Zbiegło się to z moim przyjściem do Monaco. Słyszałem, że jest tam wielki talent, ale jeszcze nie widziałem go w grze. Początki Kyliana w Monaco nie były łatwe, bo doszło do konfliktu z trenerem. Ludzie z mojego zespołu mówili mi, że Kylian jest fantastyczny, więc powiedziałem trenerowi, żeby wystawił go w następnym meczu. Po 20 minutach Monaco prowadziło już 3:0 po trzech golach Kyliana. „Koniec, on musi tu zostać, bo jest tu coś naprawdę wyjątkowego”, powiedziałem. Niedługo potem, po zakończeniu jego pierwszego treningu z pierwszym zespołem, João Moutinho, który był wtedy ważnym zawodnikiem reprezentacji Portugalii, przyszedł razem z Bernardo i Ricardo Carvalho. Moutinho powiedział mi: „Słuchaj, Luis, ten chłopak nie może stąd odejść, kim on jest?”. Kylian wywalczył sobie miejsce dzięki swojej jakości, charakterowi i woli, by być kimś bardzo wielkim w futbolu, a nie dlatego, że daliśmy mu jakiś impuls. Zdobył swoje miejsce, walcząc z wieloma przeciwnościami, przebił się w sposób naturalny.

Dwa lata temu przeżyliście w PSG trudną sytuację związaną z ostatnim sezonem Kyliana Mbappé i jego traumatycznym odejściem do Realu Madryt. Jak dyrektor sportowy radzi sobie z takim przypadkiem?
Mam z Kylianem szczególną relację od czasów, gdy miał 14–15 lat. Nie zapomnę o niej i nie będę jej ukrywał, ale w tym przypadku starałem się być jak najmniej emocjonalny, a jak najbardziej racjonalny. Zawsze myślałem o ochronie zespołu i pozostałych zawodników. Nie mogliśmy pozwolić, by wszyscy w klubie zapłacili za sprawę Kyliana, niezależnie od tego, jak świetnym piłkarzem jest Kylian Mbappé, a jest nim bez wątpienia. Moją troską, podobnie jak trenera i władz klubu, było sprawić, by inni czuli się ważni. Udało nam się zarządzić czymś bardzo emocjonalnym, ponieważ Kylian nadal jest kapitanem reprezentacji Francji i wciąż jest tym zawodnikiem, jakim jest, ale jednocześnie należało chronić klub i wszystkich tych, którzy zdecydowali się dołączyć do projektu PSG.

* * *

Docieramy do Paris Saint-Germain. W zeszłym roku wygraliście Ligę Mistrzów, Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy, francuską Ligue 1, Puchar Francji i Superpuchar Francji. Sześć tytułów w jednym roku kalendarzowym, czego wcześniej dokonały tylko dwa zespoły: wielka Barcelona Guardioli w 2009 roku i Bayern Hansiego Flicka w 2020 roku. Czy da się to powtórzyć?
Chcielibyśmy. Wiemy, że to bardzo trudne i że nikomu jeszcze nie udało się tego powtórzyć, ale ktoś musi spróbować i spróbować zrobić to jeszcze lepiej. Ten projekt PSG jest bardzo piękny, ponieważ to bardzo młody zespół, który gra bardzo dobry futbol, z niesamowitym trenerem, znakomitym zarządem i prezesem. Są warunki, byśmy mogli kontynuować drogę sukcesu, a woli nam nie brakuje, choć znamy futbol: czasem grasz bardzo dobrze i nie wygrywasz. Dwa lata temu, już z Luisem Enrique, w półfinale z Borussią Dortmund odpadliśmy po pięciu uderzeniach w słupek. Gdyby jedno z nich wpadło, wszystko by się zmieniło. Ale zawsze się rozwijaliśmy jako zespół. Drużyna, która zakończyła poprzedni sezon, zrobiła ogromny postęp w porównaniu do tej, która rok wcześniej grała w półfinale i zdobyła ligę. Możemy i musimy iść dalej w taki sposób, bo widzę, co zespół robi pod względem rozwoju i nowych ról. Luis nie potrafi usiedzieć w miejscu, każdego dnia wymaga więcej i każdego dnia wymyśla coś nowego. Pamiętam, że po pierwszym sezonie byłem szczęśliwy z Luisem i nowym projektem: dotarliśmy do półfinału i wygraliśmy ligę, a mogliśmy się jeszcze rozwijać. Pierwszego dnia kolejnego sezonu przyszedł Luis Enrique i powiedział mi: „Luis, zobaczysz, zawodnicy będą tak często zmieniać pozycje, że rywal nie będzie wiedział, gdzie oni są”. „Cholera! Co on wymyśla, co nowego chce tu wprowadzić?”, pomyślałem. I prawda jest taka, że miał rację. W czwartym lub piątym meczu graliśmy z Lille i ich kapitan Benjamin André, który ma 33 lata, po meczu podszedł do mnie i powiedział: „Luis, nic nie zrozumiałem z waszej gry! Nie wiedziałem, gdzie są pomocnicy, których miałem kryć! Tak bardzo zmieniali pozycje, że bardzo trudno gra się przeciwko wam”. Wtedy poczułem, że budujemy coś lepszego niż rok wcześniej. I nadal to czuję, bo mimo tylu kontuzji w tym sezonie zespół pozostaje świeży i silny. Wyobrażam sobie, jak będzie wyglądać PSG, gdy znów wszyscy zawodnicy będą dostępni i będą na tym samym poziomie fizycznym oraz mentalnym. Znowu będziemy bardzo mocni, bo to jest codzienne wymaganie wobec wszystkich w klubie, a przede wszystkim wobec Luisa Enrique na treningach.

Jak wygląda codzienna praca z Luisem Enrique? Czy jest tak perfekcjonistyczny, tak intensywny i tak wymagający, na jakiego wygląda?
Jest. Musi spać z palcami w gniazdku elektrycznym, bo ma niesamowitą energię. Każdego dnia przychodzi z chęcią rozwoju i postępu. Gdy rozmawiasz z zawodnikiem, którego chcielibyśmy włączyć do naszego projektu, to najpierw przedstawiamy mu zbiorowy projekt sportowy, czym jest PSG, a potem projekt indywidualny dla zawodnika, bo to są dwie różne i równie ważne rzeczy. Nie ma sensu podpisywać dobrych piłkarzy, jeśli nie mamy dla nich miejsca. Otóż Luis Enrique prosi mnie, żebym mówił zawodnikom jedną rzecz: „Jeśli nie przychodzisz trenować każdego dnia na maksa, nie przychodź wcale, bo jeśli nie trenujesz codziennie na najwyższym poziomie, Luis Enrique szybko cię »zabije«. Musisz wiedzieć, że każdy trening jest jak mecz z najlepszymi drużynami świata i codziennie będziesz musiał dawać z siebie wszystko”. Pod koniec swojego pierwszego sezonu powiedział mi pewnego dnia: „Luis, albo podniesiemy poziom codziennej pracy na treningach ze wszystkimi zawodnikami na tysiąc na godzinę, albo ja odchodzę”. Zaszczepił we mnie to wymaganie. Dlatego dziś, gdy szukamy profilu zawodnika, który nas interesuje, pierwszym, co mu mówię, jest: „Znamy cię bardzo dobrze, ale jeśli nie trenujesz codziennie na maksimum, zapomnij, nie zagrasz ani minuty”. I taka jest prawda.

W Monaco nazywano pana „architektem”. Po przyjściu do PSG zastał pan kadrę złożoną z 52 piłkarzy, którą musiał pan zredukować do 28. Z dyrektorem sportowym zawsze kojarzy się kupowanie zawodników, ale pozbywanie się ich nie jest chyba łatwe.
Są różne profile dyrektorów sportowych. Ja nie jestem menedżerem, pomaga mi moje wcześniejsze doświadczenie z kariery: jako trener, jako przeciętny piłkarz, nawet jako trener przygotowania fizycznego… To wszystko służy mi w pomaganiu trenerowi w budowaniu jego projektu gry. Pierwszy rok w PSG był bardzo twardy i trudny, ale jednocześnie bardzo satysfakcjonujący, bo dał mi możliwość pracy z indywidualnie niesamowitymi zawodnikami, którzy jednak do siebie nie pasowali. To jak układanie puzzli Wieży Eiffla z elementów innych, spektakularnych dzieł sztuki z całego świata, które jednak do siebie nie pasują. Nadal są dziełami sztuki, ale nie pasują. Financial Fair Play zmusił nas do redukcji, a z doświadczenia wiem, że dla trenera niemożliwe jest pracowanie z tak dużą liczbą zawodników. W pierwszej części sezonu graliśmy bardzo dobrze, ale po mundialu było trudno, bo jedni zawodnicy wrócili bardzo szczęśliwi, inni przygnębieni, kolejni odnieśli kontuzje i druga część sezonu stała się bardzo skomplikowana. Z przyjściem Luisa Enrique zaczęliśmy budować inaczej: nie szukamy tylko talentu, ale także rywalizacji i głodu zwycięstwa, głodu gry zespołowej. Najpierw klub, potem zawodnik. Zaangażowanie. Bardzo ważne jest zrozumienie, że bez względu na szacunek i podziw dla jednostki, nic nie jest ważniejsze niż klub. PSG jest ważniejsze niż jakikolwiek piłkarz: ma swoją historię i wciąż ją buduje. Zrobiliśmy dobry krok, chcemy zrobić kolejne i dlatego w naszym rozumieniu futbol jest i pozostaje sportem zespołowym. Słyszałem kiedyś, jak ktoś powiedział, że to filmy tworzą gwiazdy kina, a nie gwiazdy tworzą filmy. Futbol jest trochę podobny: to kolektyw sprawia, że jednostki błyszczą. PSG jest dziś dobrym przykładem: wszyscy atakują, ale wszyscy też bronią. To pomaga nam być zespołem i mieć znacznie silniejszą grę zespołową. To jest wielki wkład Luisa Enrique w ten projekt: zamysł pracy zespołowej.

W futbolu na najwyższym poziomie najtrudniejsze jest przekonanie gwiazd, by odsunęły swoje ego i oddały jakość na rzecz zespołu?
To także efekt nowego społeczeństwa. Mam 61 lat, świat się zmienił i jest inny. Media społecznościowe sprawiły, że stał się bardziej indywidualistyczny. Dzisiejsza młodzież dorastała z dużo silniejszym poczuciem indywidualizmu i słabszym poczuciem wspólnoty niż dawniej. Takie jest społeczeństwo i czasami zmusza nas to do podejmowania twardych decyzji, wręcz wychowawczych, jak w przypadku Dembélé przy meczu z Arsenalem [odsunięto go od drużyny]. Decyzji, które pomagają wszystkim zrozumieć, że klub i projekt gry zespołu są ważniejsze niż indywidualny projekt zawodnika. Gdy gramy wszyscy razem, jesteśmy znacznie silniejsi. Wszyscy piłkarze lubią atakować. Gdy mają piłkę, nie trzeba im mówić, by biegli. Najtrudniejsze jest sprawić, by bronili wszyscy razem jako zespół, z organizacją. To Luisowi udało się w PSG bardzo dobrze.

To jest wielka zasługa Luisa Enrique. Gdy zespół nie ma piłki, Dembélé, który w tym roku zdobył wszystkie indywidualne trofea, wygląda jak kamikadze rzucający się na rywala, by mu ją odebrać.
Liderzy zespołu stają się liderami naturalnie. Nie muszą przychodzić i mówić: „Ja jestem liderem, bo zarabiam najwięcej”. To tak nie działa. Lider musi być przykładem. Luis codziennie przekazuje to przywództwo: „Masz bronić jak szaleniec, jak zwierzę, masz atakować jak zwierzę”. Tę zdolność przekazywania liderzy muszą mieć na boisku. Futbol przeszedł ogromną ewolucję i to jest coś, co staram się przekazywać ludziom wokół mnie, co prowadzi do wielu dyskusji. Wielka ewolucja futbolu nie polega, jak często słyszę, na aspekcie fizycznym. To też ewolucja, tak, ale prawdziwa, największa zmiana, która wiele wyjaśnia w przypadku dzisiejszych portugalskich i hiszpańskich piłkarzy, to rozumienie gry, ten aspekt intelektualny, poznawczy. To właśnie tam zawodnik robi różnicę. Luis mówi piłkarzom: „Nie fauluj. Jeśli faulujesz, nie grasz u mnie. Nie idź w pojedynki jak wariat. Druga piłka jest ważniejsza niż pierwsza”. Kiedy słyszysz takie rzeczy, rozumiesz wagę sfery poznawczej, intelektualnej, rozumienia gry. Wiesz wtedy, że jeśli zespół pressuje cię z jednej strony, wolna przestrzeń jest po stronie przeciwnej i tam jest twoja droga. Zdolność piłkarza do rozumienia gry i podejmowania decyzji na boisku robi dziś różnicę. Słuchanie takich rzeczy zmusza mnie do myślenia i coraz bardziej do szukania zawodników inteligentniejszych niż tylko silnych fizycznie, bo fizyczność łatwo wytrenować, a część intelektualna i rozumienie gry są znacznie trudniejsze. Moja żona jest nauczycielką matematyki i zawsze mi mówi: „Albo to rozumiesz, albo nie. Samym robieniem wielu ćwiczeń nie zostaniesz wielkim matematykiem”. Dlatego coraz częściej szukam inteligentnych zawodników, zdolnych do rozumienia gry.

Słuchając pana, myślę o Vitinhi i jego rozumieniu gry.
Albo o Fabiánie Ruizie. Fabián nie jest bardzo szybki, nie jest super elegancki, ale jest mózgiem na boisku. Kroos, Modrić… To są te mózgowe postacie w środku pola. A jeśli do tego dołożysz niesamowitą energię João Nevesa czy Zaire’a-Emery’ego… Intelektualna strona gry stała się dziś kluczowa na wszystkich pozycjach. Dużo mówimy o pomocnikach, bo gra zawsze przez nich przechodzi, oni łączą obronę z atakiem. Chcesz mieć bardzo inteligentny środek pola, bo to inni potem biegają w tył lub na boki, dają szerokość albo głębię. Budowanie zespołu to szukanie ludzi zdolnych do biegania, co do tego się zgadzamy, ale także silnych mentalnie, by wytrzymać ogromną presję, jaką narzucają wielkie kluby: mnóstwo meczów, finały, gra w reprezentacjach, zmiana „trybu”, gdy selekcjoner wymaga innego futbolu niż klub. To wszystko oznacza ogromne obciążenie. Do tych wymagań trzeba dodać zdolność myślenia o grze, jej rozumienia. Szukanie rozwiązań problemów, jakie stawia rywal na boisku, wymaga określonego rodzaju inteligencji, którą posiadają wielcy piłkarze. To wiele wyjaśnia w temacie obecnej portugalskiej i hiszpańskiej szkoły piłkarzy.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!