– Na wstępie trzeba powiedzieć, że Real Madryt nie rozegrał dobrego meczu – to trzeci remis i rzeczy, które robiono na początku sezonu, teraz już nie są wykonywane. Powiedziawszy to, Real Madryt ma cztery punkty mniej w konsekwencji „synalków” Negreiry i w wyniku błędów albo wręcz nieprawidłowości, do których dochodzi za sprawą De Burgosa Bengoetxei czy sędziego, który był ostatnio na Vallecas, a Fran Soto wszystko to usprawiedliwia. Ostatnio stwierdził, że nie widział ujęcia, ale był przekonany, że wcześniej było przewinienie Bellinghama, choć ono nie istnieje i nie pojawia się nigdzie na obrazkach. W związku z tym już wtedy usprawiedliwiał tę nieprawidłowość i wypaczanie rozgrywek, co jasno pokazują powtórki, kiedy próbuje schować sprawę Negreiry za zasłoną dymną. Mamy do czynienia z nieprawidłowością, bo z VAR-u nie wzywa się sędziego do monitora. Stało się tak na Vallecas i stało się tak w Gironie.
– Co się stało w zeszłym roku, gdy Real Madryt miał sześć punktów przewagi nad tymi, którzy przez 17 lat płacili Negreirze? Była sprawa z Espanyolem, bez wyrzucenia Romero z boiska; było to, co w Pampelunie; było to, co na Bernabéu, z rzutami karnymi, które wcale nie były na Tchouaménim, gdzie zresztą też pojawił się ten „sławetny” De Burgos Bengoetxea… I w ten sposób z przewagi Realu zniknęło aż sześć punktów. W razie wątpliwości, w tego typu sytuacjach i przy takich nieprawidłowościach, to sędziowie podstawiają Realowi nogę. A najgorsze jest to, że ich prezes, ten odpowiedzialny, ich usprawiedliwia. Wystarczy spojrzeć na schemat organizacyjny Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej i na to, kto zarządza VAR-em.
– Tak jak w przypadku De Burgosa Bengoetxei, co potwierdzają wszystkie dostępne dowody i wszystkie istniejące materiały, bo obrazki są dowodem, nagrania są dowodem. Jeśli przeanalizuje się okres, odkąd De Burgos Bengoetxea jest sędzią zawodowym i prowadzi mecze Realu Madryt, za każdym razem popełniał koszmarne błędy, których w żaden sposób nie da się usprawiedliwić. To prowadzi do oczywistych wniosków. A potem wychodzi Fran Soto i mówi, że trzeba zapomnieć o sprawie Negreiry, ale jak masz o tym zapomnieć, skoro ten człowiek, De Burgos Bengoetxea, jest tym, który najbardziej skrzywdził Real Madryt albo przynajmniej należy do grona tych, którzy skrzywdzili go najmocniej? Pokazują to wszystkie powtórki.
– I dziś znowu dzieje się to samo przy wyniku 1:1, w tej akcji, którą właśnie oglądamy. Co innego, gdyby ktoś próbował mi wmówić: „Nie, oni nie mają wystarczających przesłanek, żeby ocenić to, co wydarzyło się na boisku”. Tylko że my to widzimy – skoro widzimy to my, widzieli to też oni. Jak sam Medina Cantalejo powiedział w zeszłym roku: to, co widzi VAR, to, co widzą ludzie, VAR też widzi.
– W związku z tym co się dzieje? Mamy do czynienia z nieprawidłowością, a nie z ludzkim błędem. Fran Soto, przewodniczący Komitetu Technicznego Arbitrów, sam się obnażyłeś swoimi wypowiedziami. Nie chcesz naprawić sędziowania, nie chcesz zajrzeć pod dywany, nie chcesz rozwiązać tego, co działo się wcześniej, a teraz, na tym przykładzie, widać jasno, że mamy do czynienia z nieprawidłowością i że nie stało się zadość sprawiedliwości.
– Warto przypomnieć, że De Burgos Bengoetxea awansował do pierwszej ligi, wszedł do La Ligi jako sędzia w 2015 roku, czyli mówimy o czasie pełnej „epoki Negreiry”. Mam wrażenie, że odgwizdali już karnego na Viníciusie i stwierdzili: „Więcej nie gwiżdżemy, ani żartem, żadnych kolejnych karnych”. Faul na Rodrygo był bardzo wyraźny, na Viníciusie też – potem zobaczymy to na ujęciach – nastąpienie od tyłu, bo piłkarz Girony został wyraźnie ograny. Karny absolutnie oczywisty, tego już nie mogli zignorować, ale faul na Rodrygo jest w trzech czwartych równie oczywisty.
–To są rzeczywiście trzy lata, w których De Burgos Bengoetxea sędziował pod wpływem Enríqueza Negreiry, tego człowieka, który decydował, co i jak ma się dziać.
Komentarze (77)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się