Daily Mail: Tuchel nie powinien powoływać Bellinghama na mundial
Craig Hope to główny reporter Daily Mail od futbolu. Przedstawiamy jego komentarz w sprawie sytuacji Jude'a Bellinghama w reprezentacji Anglii.
Jude Bellingham w trakcie meczu w Albanii. (fot. Getty Images)
Więcej o sytuacji, do jakiej doszło w Albanii, można przeczytać w tym artykule.
Thomas Tuchel uważa, że Anglia może wygrać Mistrzostwa Świata tylko jako altruistyczna drużyna. Jak ma to być możliwe przy takim tworzącym podziały soliście jak Jude Bellingham? Niestety, nie jest.
Tu nie chodzi o Bellinghama piłkarza. On jest wspaniały, to pokoleniowy talent. Tu chodzi o kolegę z drużyny. O kolegę ze zgrupowania. O podopiecznego. Chodzi o szacunek i harmonię. Chodzi o drużynę podnoszącą Puchar Świata w New Jersey 19 lipca 2026 roku.
Misją Tuchela od jego pierwszego meczu w marcu była walka z ego, używając piły łańcuchowej wobec tych, których uważał za potrzebujących przycięcia. W czerwcu określił zachowanie Bellinghama na boisku jako „odpychające” (cytując słowa jego matki) i zauważył jego tendencję do „zastraszania” kolegów z drużyny. To było niezwykłe, ale dla Tuchela nie powinno było być powodem do wstydu. On zajmował się „słoniem w szatni”. To walka, którą wciąż toczy, mimo jego najlepszych wysiłków publicznych i prywatnych.
Choć Niemiec odniósł wiele sukcesów jako trener, to wyzwanie, jakie Bellingham postawił jego autorytetowi w Albanii, sugeruje, że nie udało mu się „przyciąć” go do rozmiaru pasującego do ekosystemu angielskiej kadry. Kwestionowanie decyzji trenera o zmianie go na sześć minut przed końcem meczu było, szczerze mówiąc, absurdalne, niepotrzebne i szkodliwe. Stworzyło rozproszenie, którego on i Tuchel mogliby uniknąć, szczególnie po zwycięstwie 2:0, które powinno było stać się świętowaniem idealnej kampanii kwalifikacyjnej Anglii.
To nie jest też burza medialna. Dwukrotnie machając rękami w sprzeciwie wobec swojego zejścia z boiska, Bellingham spowodował efekt motyla, który skończył na pierwszych stronach gazet. Do tego momentu relacje na temat jego gry były pozytywne. Zamiast tego mamy coś negatywnego. Dla byłych reprezentantów obwinianie mediów za tę sytuację jest jak obwinianie lustra za fryzurę. Prawda jest taka, że Bellingham musi spojrzeć na samego siebie.
Pytanie teraz brzmi - właśnie wtedy, gdy myśleliśmy, że jego powołanie w tym miesiącu rozwiało wszelkie wątpliwości - czy Tuchel potrzebuje zagrożenia tworzeniem takiego niepokoju podczas przyszłorocznego turnieju? Gdybym ja jutro wybierał kadrę, usunąłbym to ryzyko poprzez niepowołanie Bellinghama.
Sześć tygodni to dużo czasu w domu Wielkiego Brata w Stanach Zjednoczonych. Wymaga wspólnego rytmu, a nie tych, którzy mogą zboczyć w rytm niezgody. Tuchel nie chce, aby którykolwiek z jego zawodników szedł do pokoju wspólnego z obawami o drugiego kolegę.
Na EURO 2024, jak się przekazuje, pojawiło się pewne zirytowanie zachowaniem Bellinghama w trakcie meczów i jego odmową dzielenia się niektórymi obowiązkami wobec mediów. Tuchel jest świadomy tego kontekstu historycznego. Niemiec jest mocno zaangażowany w dynamikę drużyny, a on i jego sztab mają model oceniania zawodników pod kątem języka ciała i interakcji. Część z tego jest obiektywna i naukowa. Część jest subiektywna i zależy od instynktu obserwatora. Każdemu zawodnikowi przydzielany jest numer niezwiązany z golami ani asystami. Ci, którzy próbują być numerem 1 ponad resztą, oceniani są nisko.
Dlatego Tuchel powinien ponownie rozważyć ponowne powołanie Bellinghama. Pod jego nieobecność w ciągu dwóch zgrupowań i czterech zwycięstw na początku jesieni ustalono plan na przyszłe lato. Hierarchia w drużynie została ustalona, ale nie w taki sposób, że liderzy stanęli na piedestale. Harry Kane został kapitanem, Declan Rice jego zastępcą, a Jordan Henderson głównym dyscyplinującym bez ego. To działało, a dowód to zwycięstwa 5:0 na wyjazdach w Serbii i na Łotwie.
Argument przeciwko jest taki, że aby potem pokonać Francję i Hiszpanię, potrzebny jest zawodnik o wpływie Bellinghama. Ale też dlaczego? Mają Kane’a, Rice’a, Bukayo Sakę, Phila Fodena, Jordana Pickforda. Jest wystarczająca indywidualna jakość, by pokonać każdego przeciwnika, jeśli tylko napędzana jest duchem zespołowym.
Przez zbyt długi czas w tym kraju byliśmy obsesyjnie skupieni na jednym młodym człowieku niosącym nadzieje narodu na wielkim turnieju. Modlitewne maty dla kości śródstopia Davida Beckhama w 2002 roku. Modlitewne maty dla kości śródstopia Wayne’a Rooney’a w 2006 roku. Modlitwy w latach wcześniejszych, aby Paul Gascoigne przynajmniej przez kilka tygodni unikał piwnej podkładki.
To Gareth Southgate rozpoczął przejście do Anglii zjednoczonej, mniej zależnej od pojedynczej inspiracji. Ale potem na EURO 2024 uległ celebrytom i stracił to, co czyniło jego zarządzanie tak dobrym, stawiając nazwiska z tyłu ponad herbem z przodu.
Tuchel, którego ojczyzna wygrała trzy Puchary Świata od czasu ostatniego Anglii, zaufa konstelacji, a nie spadającym gwiazdom.
Małe detale robią dużą różnicę na turniejach, a nawet drobny przejaw narcyzmu może wybić wszystko z kursu. Zobacz niepowodzenie Holandii w wygraniu czegokolwiek od EURO 1988, pomimo bogactwa talentu. Plan był taki, aby Bellingham był częścią braterstwa Tuchela. Może nadal tak jest. Do marcowych meczów towarzyskich zostały cztery miesiące, więc może wszystko się uspokoi. Ale Tuchel - jak ten słoń, z którym zmierzył się w czerwcu - nie zapomina.
Wydawał się zirytowany tym, co wydarzyło się w Albanii i nie starał się chronić Bellinghama, gdy pytano go o to później. Ironia polega na tym, że dokonując zmiany tuż po tym, jak pomocnik otrzymał żółtą kartkę, on właśnie próbował go chronić. Druga żółta kartka wykluczyłaby go z pierwszego meczu mundialu, a Tuchel wyraźnie chciał go mieć do dyspozycji na to spotkanie. Ale czy wciąż tak jest? Nie możemy być tego pewni, bo Tuchel powiedział, że „przeanalizuje” incydent, co jest zdumiewające.
Z pewnością Bellingham wiedział, że to zgrupowanie było dla niego testem charakteru tak samo, jak talentu. Jeśli nie zdaje tego testu w stosunkowo spokojnym meczu o „nic nieznaczące” punkty, to nie sędzia pokaże mu następną kartkę, a spokojnie może to zrobić jego selekcjoner.
I cóż za szkoda byłoby, gdyby kapryśność podważyła jego talent. Bo Jude Bellingham jest piłkarzem, który powinien być wiodącym światłem Anglii, a nie jej powracającym punktem zapalnym.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze