Tchouaméni: Real sprowadził mnie, bym grał jak Tchouaméni, a nie kreatywny defensywny pomocnik
Aurélien Tchouaméni udzielił wywiadu L’Équipe. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi Francuza z tej rozmowy.
Aurélien Tchouaméni. (fot. Getty Images)
Po zaledwie trzech tygodniach wakacji rozegrałeś wszystkie mecze od początku sezonu, co doprowadziło do tego urazu mięśniowego, które wykluczyło cię z gry w reprezentacji. Czy grasz za dużo?
Gramy dużo, coraz więcej. Nasze ciała są mocno obciążane. Jednak jeśli mamy odpowiedni okres odpoczynku między meczami, to nie mam z tym problemu. Ale fakty nie kłamią. Spójrzcie na kontuzje: jest ich coraz więcej, w większości spowodowane są wzrostem liczby rozgrywanych meczów.
To także twój przypadek?
Już przed meczem z Liverpoolem czułem ból. W ostatnich minutach tego meczu poczułem, że jeśli zrobię jeszcze jeden sprint, to mogę doznać poważnej kontuzji. Ostatecznie przerwa potrwa kilka tygodni.
Czy futbol reprezentacyjny nie cierpi przez natłok meczów klubowych?
Nie w moich oczach. Kiedy przeszedłem badania lekarskie [6 listopada], zadzwoniłem do selekcjonera i powiedziałem mu: „Jestem zły, że nie mogę przyjechać”. Wiedziałem, że awansujemy już w meczu z Ukrainą, ale dla mnie gra w reprezentacji zawsze jest ważna.
Czy w szatni Realu rozmawiacie o swoich występach w reprezentacji? Czy Les Bleus robią wrażenie na waszych kolegach?
Rozmawialiśmy o tym niedawno i chłopaki mówili mi: „Wasza drużyna to przesada!”. Z perspektywy zewnętrznej – a mówię tu o gościach, którzy grają w Hiszpanii, Anglii czy Niemczech – wszyscy zgodnie nam mówią: „Wasza reprezentacja, na papierze, ma niesamowity potencjał”.
Czy często myślisz o Mistrzostwach Świata?
Tak, a dodatkowo odbędą się w Stanach Zjednoczonych. Jestem pewny siebie, bo wiem, że mamy wszystko, czego potrzeba.
Bycie jednym z liderów tej drużyny daje ci kopa?
Po prostu chcę wygrywać, naprawdę. Nie chcę wracać do klubu i wiedzieć, że jest tam gość, który nas pokonał...
„To będzie ostatni turniej Didiera Deschampsa. Czy zostawił ważny ślad w twojej karierze?
Oczywiście. Trafiłem do reprezentacji mając 21 lat. Kiedy on odejdzie, będę miał 26. Myślę, że wszyscy w szatni chcemy zrobić mu ten ostatni prezent. Chociaż, swoją drogą, już trochę wygrał [śmiech].
Defensywny pomocnik w systemie 4-3-3 w klubie, podwójny defensywny pomocnik w reprezentacji. Na jakiej pozycji czujesz się najlepiej?
Lubię mieć grę przed sobą. Kiedy gram na „6”, pozwala mi to dobrze ustawić się, żeby szukać podań. Zaletą podwójnego defensywnego pomocnika jest to, że masz możliwość trochę bardziej się angażować w atak. Ale jeśli miałbym wybrać, skłaniałbym się ku jednej „6”, bo wtedy wszystko zależy od ciebie. Ustawiasz się w zależności od przestrzeni. W podwójnym środkowym musisz działać w zależności od partnera, z którym grasz. Jeśli nachodzicie na siebie, jest ciężko. Jeśli obaj wchodzicie do przodu, z tyłu powstaje ryzyko kontrataku.
Jako defensywny pomocnik możesz też zarządzać szerokością boiska według własnego uznania.
To zależy. Kiedyś trener Ancelotti powiedział mi, że defensywny pomocnik powinien poruszać się w szerokości wyznaczonej przez linie pola karnego, że nie może wychodzić poza nie. Czasem jednak trzeba to skompensować, trochę wyjść poza strefę, ale on powtarza, że „6” musi pozostawać ustawiona centralnie. W podwójnym defensywnym pomocniku dzielimy się połową boiska. Komplementarność jest ważna. Miałem szczęście grać z bardzo dobrymi zawodnikami lub takimi, z którymi dobrze się dogadywałem w podwójnym defensywnym pomocniku. Byli to Youss (Fofana) w Monaco, Manu (Koné), Cama (Camavinga) czy Toni Kroos. W zależności od tego, z kim grasz, to możesz pozwolić sobie na pewne rzeczy. Z innymi mniej. Priorytetem jest równowaga drużyny.
W tym sezonie po czterech meczach w Lidze Mistrzów masz 93% celnych podań, w tym 13 udanych długich na 16 prób. Uważasz się za quarterbacka europejskiej piłki nożnej?
To zabawne, bo jakiś czas temu byłem w Stanach Zjednoczonych, gdzie spotkałem mojego trenera mentalnego, który pracuje dla Dallas Cowboys. Byli na obozie treningowym. Rozmawiałem z Dakiem Prescottem [quarterbackiem Cowboys] i zadawałem mu sporo pytań o jego ustawienie. Bo quarterback porusza się w takiej kieszeni, ciągle ma presję wokół siebie. Trochę jak numer „6”. Opowiadał mi o rzeczach, które przypominały to, co przeżywam ja sam. Kiedy quarterback wykonuje długie podania rękami, to trochę tak jak my wykonujemy długie podania nogami.
Czy pracujesz nad długimi podaniami?
Już, jest kilka typów długich podań: takie, które zmieniają stronę boiska, takie za obronę, takie, kiedy musisz zagrać do swojego bocznego obrońcy, który czeka na zagranie, a czasem trzeba podać trochę bliżej bramki, żeby mógł skontrolować piłkę – mówi się „grać w przyszłość”. Tak, to coś, nad czym zawsze pracowałem. Przykładowo, podanie krosowe to jedno z zagrań, które sprawia mi najwięcej frajdy. Kiedy zrobisz super długie podanie, to czujesz, jak piłka poleci. Kiedy trafiasz w nią idealnie, od razu leci tam, gdzie chcesz. To świetne uczucie.
Jesteś niepodważalny dla wszystkich swoich trenerów. Xabi Alonso, który wystawił cię w 20 z 21 swoich pierwszych meczów, mówi, że masz u niego „fundamentalną rolę”. Co ci mówią te pochwały?
Najważniejsze jest uznanie trenera. Jeśli grasz, to znaczy, że prezentujesz się odpowiedni. Gra w największym klubie na świecie oznacza, że prezentujesz najwyższy poziom, a ja właśnie po to wstaję każdego ranka.
Czy uważasz, że istnieje różnica między tym, jak postrzegają cię kibice, a rzeczywistością?
Kiedy Real przyszedł mnie sprowadzić[w 2022 roku], było to po to, żebym grał jak Tchouaméni, a nie po to, żeby być kreatywnym defensywnym pomocnikiem w środku pola. W drużynie każdy zna swoją rolę i wykonuje swoją część, żeby zespół był skuteczny. Jeśli zaczniesz zmieniać swoją grę pod wpływem opinii niektórych osób, zgubisz się. Ostatecznie liczy się, gdzie grałeś, ile czasu spędziłeś na boisku i ile tytułów zdobyłeś. I nawet jeśli w Madrycie już dość wcześnie wszystko wygrałem, wciąż mam wielki głód i chcę zdobyć więcej mistrzostw oraz Lig Mistrzów.
Ancelotti mówił, że PSG bez Thiago Motty to nie ta sama drużyna. Kiedy przyszedł do Madrytu, mówił wtedy, że Real bez Xabiego Alonso to nie ta sama drużyna...
[wtrąca się] Ale czy Thiago Motta i Xabi Alonso, kiedy grali w tych klubach, mieli takie samo uznanie jak po odejściu? Na końcu chodzi o postrzeganie przez ludzi. Ale statystyki też nie kłamią. Koledzy, przeciwnicy, trenerzy, obserwatorzy wiedzą, że gracze z tych pozycji są cenni. Kiedy Rodri zdobywa Złotą Piłkę, otrzymuje uznanie. Czy chcemy tego więcej? Nie mnie to oceniać.
Xabi Alonso, który grał na twojej pozycji, udziela ci rad?
Pierwszego dnia mieliśmy spotkanie z wideo, tylko on i ja. Pokazał mi nagrania z sezonu dotyczące ustawienia i tego, co mogę poprawić, na czym mogę się oprzeć. Ustawienie, gra z piłką i bez piłki. Od początku sezonu czuję, że zrobiłem postępy w niektórych aspektach.
Jakich?
Ustawienie z piłką. Gra do przodu. Ustawienie w „kwadratach”. Możesz dużo biegać, ale trzeba wiedzieć, jak biegać efektywnie. Czasem nie trzeba dużo wysiłku, żeby przyjąć piłkę w odpowiedniej pozycji i wtedy zużywasz mniej energii.
W 2022 roku w rozmowie z „France Football” powiedziałeś o akademii w Bordeaux: „Nie każdy ma ten sam talent, te same umiejętności ani, przede wszystkim, ten sam mental”. Czy twój mental jest jednym z twoich mocnych punktów?
Tak, należy do nich. Mieć dobry mental to być zdolnym stawić czoła wszelkim sytuacjom i wyjść z nich wzmocnionym. Trzeba mieć perfekcyjną równowagę. Zagrałeś świetny mecz? Ok, ale idziemy dalej. Byłeś słaby? Przewracamy stronę i idziemy dalej. Nie możesz być zbyt wysoko ani zbyt nisko pod względem emocjonalnym.
Kiedy słyszysz, że twoja publiczność staje się ci wroga, bo niecelnie podałeś, albo kiedy rywale cię prowokują, czy trudno jest utrzymać tę równowagę?
Zagraliśmy tyle meczów, że staje się to nawykiem. Na początku mojej kariery, wiedziałem, że jeśli nie zacznę meczu najlepiej, trudno będzie mi się przełączyć. Dziś rozumiem, że w meczu są różne części i to, co się wydarzyło, nie powinno definiować twojego całego meczu. To, co powinno go definiować, to kolejna akcja. A po niej następna.
Pracujesz nad tym z trenerem mentalnym?
Mamy wideorozmowy dzień przed każdym meczem. Ponieważ gramy co trzy dni, spotykamy się regularnie [uśmiech]. Te rozmowy pozwoliły mi znaleźć energię potrzebną do szybkiego odbicia się po trudniejszych okresach.
Kiedy w ostatnim sezonie usłyszałeś, jak publiczność na Bernabéu gwiżdże przy ogłoszeniu twojego nazwiska w meczu przeciwko Celcie Vigo w Pucharze Króla, trzy dni po trudnym El Clásico, to co sobie pomyślałeś?
Po pierwsze, trzeba pamiętać, że w tamtym El Clásico [przegranym 5:2 w finale Superpucharu] grałem jako środkowy obrońca, czyli nie na swojej pozycji. Kiedy zostałem zmieniony, od razu wiedziałem, że nie zagrałem dobrze. Bardzo szybko zrozumiałem, że postrzega się mnie jako jednego z winnych. Dzień przed meczem z Celtą powiedziałem sobie: „Jutro zobaczymy, jak będzie przyjęcie na Bernabéu”. Na rozgrzewce nic. Mecz się zaczyna i gram w środku pola. Jestem dość pewny siebie, bo to moja pozycja. Dostaję piłkę i wtedy gwizdy. W telewizji tego nie widać, ale w głowie myślę: „To do mnie?”. Potem Lucas Vázquez dostaje gwizdy. Myślę: „Ok, to Lucas i ja.” Dostaję trzy, cztery piłki i za każdym razem gwizdy. Są wtedy dwie opcje: albo się poddasz, albo grasz swój mecz i wraz z dobrymi akcjami gwizdy stopniowo słabną. Tego dnia zagrałem świetny mecz. Najpierw jedna dobra akcja, potem dwie, a na końcu już nic. Patrząc wstecz, jestem pewien, że to był ważny moment w mojej karierze, który pozwolił mi zrobić kolejny krok naprzód.
Czy to prawda, że w przerwie, jak informowała wtedy Marca, koledzy z drużyny powiedzieli ci: „Masz jaja!”?
[śmiech] Tak, pamiętam. W przerwie byłem wkurzony. Mówiłem: „Zobaczycie drugą połowę...” Ostatecznie to było coś dobrego, bo pozwoliło mi zyskać jeszcze większy szacunek kolegów z drużyny. Nawet trener przyszedł ze mną o tym porozmawiać. Na końcu wszyscy mówili mi: „Szacunek!”.
Co jest trudniejsze mentalnie: zostać wygwizdanym przez Bernabéu czy wykonywać rzut karny w finale Mistrzostw Świata? [chodzi o pudło z karnego w finale mundialu]
Nie rzut karny, bo to nasza robota. Wolę spojrzeć na siebie w lustrze następnego dnia i powiedzieć „Spudłowałeś, ale podszedłeś”, niż mówić sobie, że się bałem. A jeśli w lipcu 2026 to wszystko skończy się taką serią karnych, to znowu muszę do tego podejść.
O czym myślisz między środkiem boiska a wykonaniem rzutu karnego?
Po prostu koncentruję się na swoim celu, czyli zdobyciu gola. Kiedy byłem młodszy, gdy mama mi coś mówiła, odpowiadałem: „Spoko, w końcu to nie finał Mistrzostw Świata!”. Cóż... [śmiech] To część mojej historii. Mój rzut karny był źle wykonany, to prawda. Ale jutro jeśli będę miał kolejną okazję, zrobię wszystko, żeby zrobić to lepiej. Przeciwko Chorwacji w Lidze Narodów [23 marca 2025 roku], strzeliłem w to samo miejsce. Musiałem mentalnie wyobrazić sobie siebie strzelającego rzut karny w tym kierunku i trafiającego. To takie ćwiczenie, nad którym trzeba pracować.
Ancelotti mówił nam, że jego zdaniem trenowanie rzutów karnych jest bez sensu, bo niemożliwe jest odtworzenie warunków meczowych.
[uśmiech] Ja nie zgadzam się z trenerem. Niemożliwe jest odtworzenie warunków, to prawda. Ale dla mnie chodzi o pamięć ruchową. Jeśli codziennie trenujesz swój rzut karny w prawo, przy słupku, to jestem pewien, że w dniu, kiedy będziesz musiał wykonać rzut karny w finale Mistrzostw Świata, masz większe szanse trafić niż ktoś, kto nigdy tego nie robi.
Anglicy pracują nad oddechem przed strzałem, robią duży wydech przed uderzeniem.
Tak, Jude [Bellingham] tak robi.
A ty?
Nie. Przeciwko Chorwacji nie oddychałem.
Wstrzymałeś oddech na cały ten czas?
[śmiech] Nie, chcę tylko powiedzieć, że nie miałem skupienia na oddechu. Ale od Mistrzostw Świata jesteśmy dobrze przygotowani do rzutów karnych. Nie trenujemy ich specjalnie więcej, choć na końcu mieliśmy kilka takich treningów. Poza tym jest Mike [Maignan]. Jeśli chcesz bramkarza, który zmusi cię do ciężkiej pracy nad rzutami karnymi, Mike jest w nich bardzo dobry.
Jules Koundé w 2022 roku opisał cię w rozmowie z nami w następujący sposób: ambitny, dumny, ma jasno określony plan tego, jakim chce być piłkarzem. Czy stałeś się tym, kim chciałeś być?
Graczem, jakim chcę się stać, będę w ostatnim meczu mojej kariery. Uważam, że zawsze się rozwijasz. Powiedziałem już kiedyś: po tobie zostają tylko tytuły. Ale trzeba też być ważnym elementem w drodze po te tytuły. Grać w największych klubach świata, na najpiękniejszych stadionach. W tym sezonie rozegrałem swój pierwszy mecz na Anfield. Coś pięknego. Grasz dla takich chwil.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze