Spore grono piłkarzy debiutowało w Realu Madryt młodszych od Mastantuono, ale tylko jeden powtórzył to, co zrobił Argentyńczyk: pierwszy raz założył koszulkę Realu i od razu zagrzał miejsce w wyjściowym składzie. Trochę starszy od Franco wchodził do drużyny Sergio Ramos – i też od razu został. Z jedenastki już nie wypadł, opisuje dziennik MARCA.
Historia Mastantuono to rzadkość. Przedstawiono go 15 sierpnia jako piłkarza Realu Madryt, a cztery dni później zadebiutował w barwach Królewskich, mając ledwie 18 lat. W ośmiu kolejkach La Ligi odpoczął tylko raz i tylko raz – przeciwko Atlético – zaczął na ławce. W Lidze Mistrzów oba mecze rozpoczął w podstawie i został drugim najmłodszym debiutantem Realu w tych rozgrywkach: 18 lat i 32 dni, ustępując jedynie José Rodríguezowi.
Raúl González po tamtym historycznym debiucie na La Romaredzie 29 października 1994 roku tydzień później wyszedł od początku w derbach, strzelił gola i zaliczył dwie asysty, a potem znów był w podstawie na Estadio Mestalla. Zdarzyły się dwie kolejne ławki, lecz kiedy wrócił, dyskusja była zakończona.
By znaleźć kolejny podobny przypadek, trzeba spojrzeć na obrońcę. Sergio Ramos zadebiutował w pierwszym składzie już w premierowym meczu ligowym z Racingiem, mając 19 lat, i umocnił się tak, że wychodził od początku we wszystkich spotkaniach La Ligi poza drugą kolejką z Celtą.
Przykład Bellinghama
Jude Bellingham debiutował w Realu jako 20-latek. Wiekowo nie może rywalizować z Mastantuono czy Raúlem, do tego przychodził z Bundesligi, ale aklimatyzację przeszedł błyskawicznie i od początku był w podstawie. W liczbach jest bezkonkurencyjny: sześć kolejnych meczów od debiutu w wyjściowym składzie, pięć goli i asysta.
Real Madryt od lat sięga po młode talenty, lecz zazwyczaj potrzebują one czasu. Vinícius także debiutował w wieku 18 lat, ale przechodził etap wprowadzania przez Castillę i pierwszy zespół – miejsca w jedenastce nie zdobył od ręki. To wręcz odwrotna historia: potrzebował najdłuższego rozbiegu.
Rodrygo również zaczynał w Castilli, choć w tym samym sezonie zadebiutował w pierwszej drużynie golem w lidze, a w Lidze Mistrzów trafił już w pierwszym meczu od pierwszej minuty. Mimo to nie zdołał od razu zakotwiczyć w wyjściowym składzie, choć na stałe wszedł do pierwszej drużyny, kończąc z siedmioma bramkami (dwie w lidze, cztery w Lidze Mistrzów, jedna w Pucharze Króla).
Arda Güler – dziś u Xabiego nie do ruszenia na starcie sezonu – w pierwszym roku w Madrycie męczył się z kontuzjami. Też debiutował jako 18-latek (i 11 miesięcy), ale dopiero cztery miesiące po przyjeździe. U Ancelottiego rozbłysnął pod koniec tamtej kampanii, w poprzednim sezonie grał znacznie więcej (2196 minut, cztery gole i sześć asyst), a dopiero w trzecim – na dziś – można go uznawać za zawodnika podstawowej jedenastki.
Najświeższym przykładem, jak trudno „zadomowić się” w Realu, jest Endrick. Przyszedł jako 18-latek i w pierwszym roku zaznaczył się głównie w Pucharze Króla. W tym sezonie, choć po wyleczeniu urazu pięciokrotnie siadał już na ławce, u Xabiego Alonso nie zadebiutował.
Cofając się dalej: Florentino ściągnął młodego Benzemę z Lyonu. Jak sam przyznał, pierwszy sezon u Pellegriniego był najsłabszy. Miał być napastnikiem podstawowym, lecz nie zawsze nim był – Chilijczyk nieraz stawiał na Higuaína. Marcelo także trafił bardzo młodo, za Capello, w wieku 18 lat, ale pierwszy rok był wymagający, tym bardziej że na lewej obronie grał Roberto Carlos.
Valverde czekał do osiemnastki, by dołączyć do Realu Madryt. Jeden z filarów obecnej, udanej ery Los Blancos pierwszy sezon spędził w Castilli, a w drugim został wypożyczony do Deportivo.
Bez mundialu U-20
Real Madryt nie zwolnił Mastantuono na rozgrywane w Chile mistrzostwa świata U-20. Nie miał takiego obowiązku, a Xabi – co potwierdzają liczby – widzi w nim kluczowy element układanki. Po powrocie Bellinghama dla byłego gracza River pojawi się nowe wyzwanie: wejście Anglika może oznaczać ławkę dla Franco albo dla Gülera, podsumowuje MARCA.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się