Kończący się już sezon z pewnością nie będzie zbyt mile wspominany przez Real Madryt i jego kibiców. Los Blancos wygrali co prawda dwa trofea, ale były to jedynie Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny, których umieszczenie ich w klubowej gablocie nie można uznawać za priorytet.
Niestety, znacznie mocniej kibice pamiętać będą o porażkach z wielkimi rywalami, często bardzo dotkliwych. Nie chodzi tu tylko o serię klęsk przeciwko Barcelonie. Królewskim zdarzyło się przegrywać nawet w spotkaniach z uznanymi markami, w których byli faworytami, jak choćby w starciu z Milanem.
Wszystko zaczęło się 26 października. Na Santiago Bernabéu, czyli stadion ówczesnego lidera La Ligi, przyjechała Barcelona i przejechała się po Realu. Choć wygrała aż 4:0, do przerwy był bezbramkowy remis, a Kylian Mbappé notował trafienia, ale po spalonych. Francuz zmarnował też dobrą okazję w drugiej połowie. Nie był więc to tragiczny mecz Królewskich, ale skuteczna Barcelona bezlitośnie wykorzystała kłopoty rywala w obronie.
Nieco ponad tydzień później, również u siebie, Real niespodziewanie przegrał z pogrążonym w kryzysie Milanem. Kibicom Królewskich po raz kolejny przypomniał o sobie Morata. Przecierali oni oczy ze zdumienia, widząc grę swojej drużyny. Podobnie było z fanami Rossonerich, ale ci robili to, będąc w pozytywnym szoku. Nie był to koniec męki Realu w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Przetrzebieni kontuzjami Królewscy ulegli kilka dni później Liverpoolowi 0:2 na Anfield. Mbappé mógł dać szansę na pomyślny wynik, ale zmarnował rzut karny.
12 stycznia w finale Superpucharu Hiszpanii Real otrzymał kolejny bolesny cios od Barcelony. Mbappé otworzył wynik, ale jeszcze w pierwszej połowie przyszły cztery trafienia Blaugrany. W drugiej połowie Los Blancos, mimo wielu minut gry z przewagą jednego zawodnika, nie potrafili zmniejszyć rozmiarów klęski i ostatecznie ulegli 2:5.
8 i 16 kwietnia Real grał w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów przeciwko Arsenalowi. Wcześniej podopieczni Ancelottiego wyeliminowali z tych rozgrywek Manchester City i Atlético, więc mogli podchodzić do tej rywalizacji z lekkim optymizmem. Zdecydowanie zmalał on jednak po pierwszym meczu, w którym The Gunners rozbili rywala z Hiszpanii aż 3:0. Królewskim szczególnie zaszedł za skórę Declan Rice, który dwukrotnie zaskoczył Courtois fantastycznymi uderzeniami z rzutów wolnych. Oczywiście przed rewanżem media wspominały epickie remontady, ale taka tym razem nie miała miejsca. Nawet u siebie Real przegrał 1:2.
Los Blancos skupili się więc na walce o La Ligę i Puchar Króla. W finale Copa del Rey widzieliśmy najbardziej wyrównany Klasyk w sezonie, w którym Królewscy nawet prowadzili w drugiej połowie (jak to brzmi), ale ostatecznie po dogrywce górą znów był zespół Flicka. W końcówce sezonu ligowego gracze Ancelottiego ulegli im jeszcze 3:4 na Montjuïc po szalonej końcówce, ale porażka ta praktycznie oznaczała tytuł dla Katalończyków.
Na osłodzenie sobie i kibicom nieco tego sezonu Real mógł jeszcze triumfować na Klubowym Mundialu, i o ile pierwsze mecze pod wodzą Xabiego Alonso wyglądały dobrze oraz atrakcyjnie, o tyle w półfinale z PSG znów widzieliśmy drużynę cierpiącą w obronie, bez wyraźnego planu w ataku, porozrzucaną po boisku i niepracującą wspólnie na dobry wynik. Paryżanie nie dali złudzeń, wygrywając 4:0 i niejako podsumowali sezon Los Blancos pełen bolesnych klęsk.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się