Koszykarze Realu Madryt szybko się pozbierali po porażce z Olympiakosem i pewnie pokonali Valencię w meczu na szczycie Ligi Endesa. Było to osiemnaste zwycięstwo z rzędu Królewskich, którzy umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli. Już w tym momencie wiadomo, że nie mogą spaść niżej niż na drugie miejsce. Graczem spotkania został Andrés Feliz, który niesamowicie się rozwinął w tym sezonie. Od gracza określanego jako transferowe rozczarowanie do jednego z kluczowych zawodników w talii Chusa Mateo. Dzisiaj obrona Valencii nie miała na niego pomysłu.
Początkowe kilka minut to była wyrównana rywalizacja, ale z czasem zaczęła się zarysowywać przewaga Realu Madryt. Chus Mateo dosyć szybko zaczął rotować składem i wyraźna była wyższość madrytczyków w strefie podkoszowej. Nie dość, że przeważali pod względem zbiórek, to jeszcze znacznie lepiej punktowali spod obręczy. Przewaga w pewnym momencie sięgnęła dziesięciu punktów. Jedynym zarzutem tej części była zbyt duża liczba strat (5), ale wynik po dziesięciu minutach był korzystny (27:20).
W drugiej kwarcie przez długi czas trwała wymiana ciosów i prowadzenie Realu Madryt utrzymywało się na równym poziomie. Valencia jednak wyraźnie się poprawiła, a Królewscy ciągle gubili za dużo piłek. To zachęcało gości do pościgu, szczególnie że dopisywała im skuteczność. W ostatnich minutach kwarty lepiej prezentowali się goście, którzy prawie doprowadzili do remisu (46:44).
Po zmianie stron Real Madryt wrócił do gry w wysokim tempie, a to dla Valencii było zbyt wiele. Królewscy ponownie zdominowali strefę podkoszową, dzięki czemu zebrali sporo piłek w ofensywie, co przekładało się na punkty drugiej szansy. Prowadzenie ponownie wróciło do dwucyfrowej wartości. Świetnie w ofensywie prezentowali się Musa, Feliz oraz Abalde. Andrés zdobył punkty równo z końcową syreną w sposób, który jest dowodem na to, że zyskał dużą pewność siebie, a tego mu brakowało na początku sezonu (74:63).
Dobry moment Królewskich przeciągnął się na czwartą kwartę. Różnica między obiema drużynami otarła się o 20 oczek. Valencia była bezradna, ale się nie poddawała. Wykorzystała sytuację, gdy Real Madryt trochę odpuścił, i była w stanie zredukować stratę o połowę. Nie wprowadziło to jednak żadnej nerwowości w szeregi gospodarzy. Feliz i spółka nie pozwolili gościom na remontadę. To było ważne zwycięstwo nie tylko dla umocnienia pozycji w tabeli, ale również dla odzyskania pewności siebie po odpadnięciu z Euroligi. Teraz przed zawodnikami aż tydzień odpoczynku, co jest dla nich nową sytuacją w ostatnich miesiącach.
96 – Real Madryt (27+19+28+22): Abalde (7), Campazzo (10), Musa (16), Tavares (10), Ndiaye (7), Rathan-Mayes (2), González (5), Hezonja (7), Garuba (0), Fernando (12), Llull (0), Feliz (20).
89 – Valencia (20+24+19+26): Badio (11), Pradilla (12), Montero (11), Costello (10), Ojeleye (12), Puerto (7), Reuvers (13), De Larrea (0), López-Arostegui (5), Jović (2), Brimah (4), Sestina (2).
Wynik dwumeczu: Real Madryt 180:174 Valencia
Poza kadrą znaleźli się:
- Gabriel Deck – uraz biodra
- Serge Ibaka – uraz kolana
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się