Zaplanowanie kadry Realu Madryt na ten sezon jest bardzo mocno kwestionowane. We wtorek klub poinformował o operacji Rüdigera, a w środę o zabiegach Mendy'ego i Alaby, którzy dołączyli do wcześniej operowanych Carvajala i Militão. Real Madryt ma spore problemy z zestawieniem linii obrony w pięciu ostatnich spotkaniach ligowych, ponieważ zawodnicy nie wytrzymali niesamowitych obciążeń fizycznych.
Czytany jednym tchem środowy raport José Luisa Calderóna z Marki na pewno robi wrażenie. „Bilans urazów wśród obrońców Królewskich z ostatnich trzech sezonów jest wręcz porażający. Alaba doznał 7 kontuzji i pauzował łącznie 520 dni, Militão – 6 urazów i 444 dni przerwy, Carvajal – 8 i 294, Mendy – 9 i 348, Rüdiger – 6 i 122, Lucas Vázquez – 7 i 104, Vallejo – 5 i 94, Nacho – 3 i 33, Fran García – 1 i 9, Odriozola – 3 i 43 dni. To pełna lista fizycznych problemów i dni absencji defensorów, którzy od sezonu 2022/23 stanowili część kadry Realu. Sześciu z nich przekroczyło granicę 100 dni poza boiskiem”, czytamy. 10 obrońców, 55 kontuzji, 2005 dni absencji przez trzy lata. Miazga.
Ancelotti nie podejmował dobrych decyzji w tym sezonie. W klubie uważają, że korzystanie przez niego z zasobów piłkarskich mogło być dużo lepsze i w obliczu oczywistych dowodów (wykrytych na początku sezonu) tego, że szatnia nie odpowiada jak przed rokiem, złej gry i braku tytułów, Włoch opuści ławkę po zakończeniu sezonu ligowego. Miejmy nadzieję, że zainteresowanie Brazylijczyków i kwestie związane z rozwiązaniem kontraktu nie zniszczą pożegnania z największymi honorami, na które taka legenda jak Carlo zasługuje.
Musimy jednak porozmawiać o klubie, bo zrzucanie całej katastrofy w obronie na konto Ancelottiego nie byłoby sprawiedliwe. Zarządzanie dwóch najbardziej odpowiedzialnych ludzi, czyli Florentino Péreza i José Ángela Sáncheza, przed i podczas plagi kontuzji pozostawia wiele do życzenia. Ich działania w budowaniu kadry, tak skuteczne w ostatnich latach, tym razem okazały się fatalne. Doskonale wiedząc, że drużyna przystępuje do najbardziej wymagającego sezonu w historii klubu jeśli chodzi o liczbę spotkań, gdzie zawodnicy powoływani do reprezentacji rozegrają od 74 do 78 spotkań, licząc Klubowe Mistrzostwa Świata i mecze kadrowe, to polityka zera wzmocnień oznaczała przepustkę do porażki sportowej i akumulacji urazów, którą aktualnie widzimy. Bez Nacho, bez transferu Yoro i bez wychowanka Joana Martíneza rozpoczynanie sezonu z tak ograniczoną liczbą zawodników było wątpliwe, ale upór w niewzmacnianiu się w styczniu po poważnych kontuzjach Carvajala i Militão oraz ponownym urazie Alaby jest już niezrozumiały. Jedyne logiczne wytłumaczenie wskazuje na brak stabilności w finansach z powodu przekroczenia budżetu na przebudowę stadionu i utratę przewidywanych dochodów z koncertów.
Tak czy inaczej, nie da się uniknąć poważnych wydatków na wzmocnienie formacji, która przez cały sezon się rozpadała. Do tego trzeba przyjrzeć się działaniom sztabu medycznego i trenerom przygotowania fizycznego, bo to dwa departamenty, które nawzajem przerzucają się odpowiedzialnością.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się