Jak grać teraz z Realem Madryt? Gracie w niedzielę o 14:00 na Bernabéu.
Jak zawsze – starać się dominować, mieć piłkę, atakować. Nie kalkulować. W pierwszym meczu przegraliśmy 1:2, ale mieliśmy okazje, by zremisować. Taki jest styl Celty w tym sezonie.
A jak oceniasz szanse Realu na mistrzostwo? Są cztery punkty za Barceloną.
W futbolu nic nie wiadomo. Czasem wydaje się, że ktoś nie wygra – a wygrywa. Albo że ktoś odrobi straty – a nie daje rady. Piłka jest nieprzewidywalna.
A po tym, co stało się w Pucharze Króla, nie boicie się meczu z Realem?
Nie, absolutnie. Jesteśmy spokojni. Tam są profesjonaliści, są kamery. My myślimy tylko o grze. Mecz pucharowy był otwarty, to, co się stało, widziała cała Hiszpania. Mam nadzieję, że będzie to nauczka na przyszłość.
Niech wasz social media manager nie bierze wolnego – na wszelki wypadek…
Nie, spokojnie. Choć wiem, że chcieliście, żebym się rozgadał – ale nie dam się. Mówię szczerze.
Waszym celem jest Europa?
Zawsze mówiliśmy, że gramy mecz po meczu. Ale po zapewnieniu utrzymania, powiedzieliśmy między sobą – a teraz i oficjalnie – że chcemy chcemy wrócić do Europy po 10 latach. Czy to będzie Liga Europy, czy Liga Konferencji – ważne, by grać w pucharach.
Skoro oglądasz tyle meczów – zapytam cię jako analityka. Czy Real zmienił się tak bardzo w porównaniu do zeszłego sezonu, skoro teoretycznie odszedł tylko Kroos, a doszedł Mbappé?
Odszedł Kroos, ale też wielu się porozwalało – Carvajal, Militão… Odszedł też Joselu. On był ważny, nawet jeśli nie był pierwszym wyborem. Taki piłkarz przydaje się w konkretnych momentach. Real stracił płynność, niektórzy zawodnicy mieli wahania formy. Sezon to 60 meczów – to dużo. A wielu ma już sporo lat.
– Lamine Yamal zarozumiały i ja też? Na pewno ktoś mi to kiedyś powiedział. Na boisku – pewnie tak, ale poza nim mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie. Lamine Yamal ma osobowość – zarówno na boisku, jak i poza nim. Czeka go świetna przyszłość. Gdy miałem 17 lat, grałem jeszcze w juniorach Celty Vigo. Grywaliśmy na boiskach z ziemi, z piłkami Mikasa, a Lamine, podejrzewam, nawet nie miał okazji grać na takich boiskach.
– Wychowankowie? To, czego doświadczyłem w A Madroa, tylko to potwierdza – zawsze powtarzaliśmy, że zawodnicy stąd mają w sobie coś więcej i są mocno związani z klubem. Mamy świetne pokolenie piłkarzy, zarówno z rocznika 2003, jak i 2004. Dla trenera metryka nie miała znaczenia, jeśli tylko ktoś zasługiwał na grę w pierwszej drużynie.
– Moja rola wśród młodych? Codziennie słyszę to ich bro… nie byłem do tego przyzwyczajony. Odgrywam rolę kapitana – czasem muszę kogoś upomnieć, kiedy się pogubi, ale jeśli ja dostaję burę, to ją przyjmuję – jestem takim samym piłkarzem jak oni.
– Jak duża jest zasługa Claudio Giráldeza? Graliśmy kiedyś razem na jakimś turnieju – był o rok młodszy ode mnie. Znałem go już jako trenera drużyn młodzieżowych i od razu było widać, że potrafi prowadzić zespół. To, co dziś robi, tylko to potwierdza. Styl gry jest jego znakiem rozpoznawczym – niemal jakby grał w szachy, bez względu na typ meczu. Zawsze chce mieć piłkę, kontrolować przebieg spotkania i dominować w posiadaniu.
– Zdecydowanie gramy ponad oczekiwania. Już pod koniec poprzedniego sezonu zaczęło się budować coś bardzo fajnego – z trenerem, który jest z klubu, i z dużą grupą młodych zawodników. To naprawdę solidny sezon. Teraz trzeba go tylko przypieczętować oceną celującą.
– Moje słowa wobec Espanyolu? Nikogo nie nazwałem małym klubem. Powiedziałem tylko, że wolę grać przeciwko drużynom z górnej części tabeli, które chcą grać i podejmują rywalizację. Kto chciał to zrozumieć po swojemu – jego sprawa. Oni bronili się i grali z kontry – ich wybór.
– Kiedy będę musiał odejść – odejdę. Na razie jestem bardzo szczęśliwy, gramy atrakcyjny futbol i chętnie chodzę na treningi. Nie wiem, czy to będzie mój ostatni sezon. Wiek to nie tylko liczba – to już wiele lat w elicie.
– Ja jako dyrektor sportowy? To ja sprowadziłem Marcosa Alonso wspólnie z zarządem. Biuro i zarządzanie sportowe interesują mnie znacznie bardziej niż ławka trenerska. Jeśli Azpilicueta zechce do nas przyjść i wysłucha naszej propozycji – zrobimy mu miejsce. Znamy się. Ma mnóstwo trofeów, to profesjonalista jak mało kto. Wystarczy zobaczyć, jak trenuje – zawsze daje z siebie wszystko.
– Złota Piłka? Pomijając Pedriego, bo liczą się głównie gole i asysty, postawiłbym na Raphinhę. Nie tylko za liczby, ale za powtarzalność wysiłku i niesamowite warunki fizyczne. Jest pod tym względem imponujący – potrafi zarówno uciec za plecy obrońcom, jak i błyskawicznie wrócić do obrony. W kontekście całego sezonu to jeden z najbardziej wyróżniających się zawodników. Choć w ostatnim miesiącu to Pedri prezentuje się najlepiej.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się