REKLAMA
REKLAMA

Aktualności+

Archiwum

Wyszukiwana fraza: pedro morata, liczba wyników: 16
  • Komentarze (10)

    „Sprawa Negreiry”: społeczny wyrok a prawda sądowa

    Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. Od lat krytycznie ocenia działania Florentino Péreza, a jego poprzednie publikowane u nas teksty można znaleźć pod tym linkiem. Teraz dziennikarz zajął się ponownie działaniami prezesa Królewskich i sytuacją Barcelony. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu.

    REKLAMA
    REKLAMA
    „Sprawa Negreiry”: społeczny wyrok a prawda sądowa
    Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

    Wiem, że sądy, w tym Sąd Śledczy nr 1 w Barcelonie, zajmują się znacznie ważniejszymi sprawami, ale dla zdrowia psychicznego i oczyszczenia atmosfery dobrze byłoby, gdyby „sprawa Negreiry” zakończyła się jak najszybciej. Bez względu na wyrok Barça nigdy już nie zmyje tej plamy w oczach opinii publicznej. Ustalenia sądu to jedno, a oczywiste fakty to drugie. Być może w postępowaniu nie uda się udowodnić tego, co stanowi sedno sprawy, ale z punktu widzenia społeczeństwa pewne rzeczy są bezsporne.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Za kadencji czterech prezesów, przez 17 lat, wypłacono ponad siedem milionów euro ludziom skupionym wokół Negreiry, który był wiceprzewodniczącym Komitetu Technicznego Arbitrów. Kiedy przestał otrzymywać pieniądze, wysłał do klubu burofaks, czyli pismo z urzędowym potwierdzeniem doręczenia. Wykazał się przy tym wręcz nieodpowiedzialną nieostrożnością, bo zostawił kolejny ślad na piśmie, poza dokumentacją przelewów. Na dodatek Negreira nie zgłaszał tych wpływów fiskusowi, co czyni całą sprawę jeszcze bardziej szemraną. To Bartomeu wstrzymał płatności, a Laporta wcześniej je podwoił. Gaspart i Rosell dopełniają grono czterech prezesów, którzy za swoich kadencji zatwierdzali wypłaty dla Negreiry.

    Wyobrażacie sobie, że wychodzi na jaw, iż PSOE, Partia Ludowa albo rząd kierowany przez którąś z tych partii od 18 lat płaci Marchenie z Sądu Najwyższego, Conde-Pumpido z Trybunału Konstytucyjnego lub ich synom za analizy prawne? Już samo uznanie, że można coś takiego robić, i wyrażenie na to zgody jest czymś poważnym. Podobnie jak wiedza o takim procederze i brak reakcji. To oczywiste, że prezesi Barçy o wszystkim wiedzieli i to akceptowali. Być może obawiali się, że przerwanie płatności mogłoby im zaszkodzić, a być może kierowali się logiką, którą Laporta przedstawił na antenie COPE, próbując częściowo usprawiedliwić całą sprawę: „Real Madryt nie musiał za nic płacić, bo wszystko miał już podane na tacy”.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Intencja była następująca: skoro być może da się w ten sposób zyskać korzystne dla nas wpływy, zapłaćmy albo płaćmy dalej. Ta plama szpeci barcelońskie més que un club i pozostawia bez argumentów setki tysięcy kibiców Barçy, z których drwią znajomi, koledzy czy rywale kibicujący Realowi Madryt. Nie zamierzam łączyć sukcesów tamtej złotej epoki, najlepszego Messiego i całej plejady znakomitych piłkarzy z tezą, że wygrywali mecze i zdobywali trofea dzięki Enríquezowi Negreirze. To niedorzeczne. Tak samo jak przekonanie, że sędziowie zawsze pomagają Realowi Madryt. Sprowadzanie dyskusji do takich uproszczeń świadczy o jej niskim poziomie. Jednego jestem natomiast pewien: medialna siła Barçy i Realu oraz presja, jaką oba kluby potrafią wywierać, w jakimś stopniu wpływają na sędziów na ich korzyść. W znacznie większym niż w przypadku Alavés, Valladolidu czy Levante.

    Barça nie może przyznać tego, co oczywiste, bo musi trzymać się przyjętej linii obrony. Czterej prezesi spotkali się zresztą, by uzgodnić wspólną wersję: „Płaciliśmy za raporty sędziowskie”. Problem w tym, że nie zamawiali ich u byłych arbitrów, lecz u urzędującego wiceprzewodniczącego Komitetu Technicznego Arbitrów i jego syna.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Posłużmy się hipotetyczną analogią: naganne byłoby, gdyby rząd płacił za analizy prawne wiceprzewodniczącemu Trybunału Konstytucyjnego i jego synowi, podczas gdy ten sam organ przyznawałby amnestię Puigdemontowi, od którego zależałoby utrzymanie przez rząd większości, a tym samym pozostanie u władzy. Takie działania podważałyby zaufanie do systemu. Nie wolno ich podejmować, zatwierdzać ani akceptować.

    Barça nie jest jedną osobą, a jej wizerunek zależy od decyzji ludzi, którzy tylko przez pewien czas nią zarządzają. W oczach społeczeństwa nigdy już nie zmyje tej plamy, niezależnie od ustaleń sądu i wydanego wyroku. Luis Enrique i Valverde zeznali, że nie wiedzieli o istnieniu tych raportów i z nich nie korzystali. Ani oni, ani nikt z ich sztabów. Nie ma więc sensu płacić za coś, czego później nie wykorzystują ci, którzy powinni to robić i dla których te materiały rzekomo powstają: trenerzy Barçy.

    Tymczasem Carlos Naval, wieloletni delegat drużyny, zeznał przed sądem, że otrzymywał raporty i przekazywał je sztabowi szkoleniowemu. To ogromna sprzeczność z zeznaniami trenerów. Dlatego dopiero zobaczymy, jakie będą ustalenia sądu. Nawet Gerard López stwierdził w wywiadzie dla Onda Cero, że jako trener rezerw również otrzymywał te materiały i uważał je za niezwykle przydatne. Teraz będzie musiał zeznawać w sądzie.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Mamy tu zatem trzy płaszczyzny:

    • Społeczną: wyrok jest już prawomocny i jednoznaczny.

    • Prawną: na rozstrzygnięcie trzeba poczekać.

    • UEFA.

    UEFA ma własne przepisy i od 2023 roku, kiedy sprawa wyszła na jaw, podchodzi do niej bez pośpiechu. Niezależnie od rozstrzygnięć hiszpańskich sądów może wydać własną decyzję na podstawie artykułów 4.02 i 4.04 swojego regulaminu. To osobna kwestia, czy zechce poczekać na wyrok. Gdyby chciała, mogłaby zadziałać wcześniej, a jej inspektorzy wiedzą o sprawie już od trzech i pół roku.

    Barça obawia się przede wszystkim czasowego wykluczenia z Ligi Mistrzów. Obecne postępowanie przeciwko City nie będzie działać na korzyść Katalończyków, nawet jeśli to wewnętrzna sprawa Premier League. Do „sprawy Negreiry” dochodzą jeszcze pozorne dźwignie finansowe. Klub ma ujemny kapitał własny i został już ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 15 milionów euro, z ostrzeżeniem, że jeśli nie poprawi sytuacji finansowej, spotkają go surowsze sankcje. Właśnie wykonał kolejną księgową akrobację, by spełnić te wymagania.

    Na poziomie politycznym Barça przez lata stała po przeciwnej stronie niż UEFA. Był to okres jej romansu z Florentino i Superligą. Teraz wysiadła z tego pociągu, a Florentino, kierując się wyraźnie własnym interesem, stał się przed UEFA zagorzałym oskarżycielem Barçy w „sprawie Negreiry”. Robi to jednak dopiero teraz, bo po wycofaniu się Laporty z Superligi czuje się przez niego wyprowadzony w pole i zdradzony. UEFA z pewnością ma ochotę odegrać się na Florentino. Jednocześnie świadomość, że nie ma przeciwko sobie Realu Madryt jako klubu, pozwala jej odetchnąć.

    REKLAMA
    REKLAMA

    W tym tygodniu temat odżył, bo sama UEFA poinformowała, że otrzymała słynne dossier Florentino dotyczące Negreiry. Ten komunikat nie był konieczny. Odbieram go jako próbę pogłaskania Realu Madryt, pokazania, że traktuje się go poważnie, ze świadomością, jak bolesnym ciosem dla Florentino była bezwarunkowa kapitulacja w sprawie Superligi. Sędzia prowadząca postępowanie w Barcelonie nie zgodziła się też na przedłużenie śledztwa o kolejne sześć miesięcy, o co zabiegał Florentino.

    Nie zapominajmy, że Tebas zareagował w tej sprawie znacznie szybciej i bardziej stanowczo niż Florentino, podejmując kroki prawne przeciwko Barcelonie. Sześć dni po ujawnieniu „sprawy Negreiry”, 20 lutego 2023 roku, La Liga zawiadomiła prokuraturę w Barcelonie. Ta 10 marca skierowała sprawę do sądu. Dopiero dwa dni później, a półtora miesiąca po La Lidze, do postępowania przystąpił Real Madryt. Zrobił to jednak dlatego, że dalsze siedzenie z założonymi rękami byłoby już kompromitujące. Wtedy wciąż trwała miłość między oboma klubami. Florentino ruszył z pełną siłą dopiero teraz, po zdradzie Laporty w sprawie Superligi. Wcześniej, w samym środku tego romansu, prezes Realu odpowiedział nawet jednemu z socios domagającemu się zerwania relacji z Barceloną: „…z Barçą trzeba dobrze żyć, to nasi przyjaciele i wzajemnie się potrzebujemy, choć na boisku jesteśmy rywalami”.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Bardziej ciekawi mnie ostateczne rozstrzygnięcie UEFA niż wyrok sądu. Z tych samych powodów, którymi obecnie zajmuje się Premier League, UEFA już w lutym 2020 roku nałożyła na City 30 milionów euro grzywny i wykluczyła klub z dwóch edycji Ligi Mistrzów. Jednak w lipcu tego samego roku TAS, czyli odpowiednik hiszpańskiego TAD na szczeblu międzynarodowym, uchylił obie kary, uzasadniając to tym, że „nie było wystarczających, rozstrzygających dowodów, a część naruszeń uległa przedawnieniu”.

    Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

    Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

    • Aktualności+
    • Bez reklam
    • Priorytetowy support
    Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej
  • Komentarze (19)

    Pedro Morata: Nawet przeciwników Florentino boli, że Laporta z niego zakpił i wykorzystał na korzyść Barçy

    Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. Od lat krytycznie ocenia działania Florentino Péreza, a jego poprzednie publikowane u nas teksty można znaleźć pod tym linkiem. Teraz dziennikarz zajął się ponownie działaniami prezesa Królewskich. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu.

    REKLAMA
    REKLAMA
    Pedro Morata: Nawet przeciwników Florentino boli, że Laporta z niego zakpił i wykorzystał na korzyść Barçy
    Florentino Pérez na majowej konferencji prasowej. (fot. Getty Images)

    Jacy przyjaciele pozostali Realowi Madryt, któremu przewodzi obecna wersja Florentino Péreza? Jeszcze nie tak dawno Real Madryt był klubem lubianym i bardzo podziwianym niemal na wszystkich stadionach Hiszpanii. Walencja, jedno z najbardziej wrogich mu miejsc, pewnego dnia udostępniła mu nawet Mestallę, żeby mógł tam zagrać. Dziś jednak Barça jest w pozostałej części Hiszpanii bardziej lubiana niż obecny Real Madryt, którego wizerunek stawał się coraz bardziej zgorzkniały. Dzisiejsza Barça ma opinię klubu tworzącego księgowe sztuczki – najwięksi krytycy nazywają ją Oszuści lub Farsa – żeby odnosić korzyści w sposób ewidentnie krzywdzący pozostałe kluby. O tym był mój artykuł z ubiegłego tygodnia.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Jednak obecna Barça, gdy przyjeżdża na inne stadiony, spotyka się z dużo przychylniejszą i znacznie bardziej przyjazną atmosferą niż Real Madryt. I to mimo że ciąży na niej hańba związana ze sprawą Negreiry oraz wybiórcze, doraźne wykorzystywanie klubu do obrony katalońskiego ruchu niepodległościowe. Pod względem piłkarskim Barça jest jednak bardziej lubiana w całej tej części Hiszpanii, która nie kibicuje Realowi Madryt. A na Laportę patrzy się życzliwiej niż na obecnego Florentino, mimo przekrętów Laporty i godnego pozazdroszczenia dorobku sportowego tamtego Florentino. Florentino powinien to przeanalizować, ale w tych tematach jest już za bardzo obojętny.

    Zadaję sobie pytanie otwierające ten artykuł, ponieważ Real Madryt ostatnio kolekcjonuje wrogów, kontrowersje i konflikty zamiast trofeów, Złotych Piłek i sympatii. Widząc ostatnią awanturę, w którą Real Madryt postanowił się wpakować, publikując na swoim oficjalnym koncie tweet wymierzony w Juanmę Castaño, prowadzącego program El Partidazo w COPE, musiałem sprawdzić kilka razy, czy to nie fałszywe konto. Dołączono do niego film, któremu brakowało konkretów i spójności z tym, co zamierzano przekazać. Nie mogłem w to uwierzyć. Oficjalny kanał Realu Madryt jest świętością, z której należy korzystać w sposób godny instytucji, choć muszę przyznać, że ostatnio kluby zaczynają używać Twittera do prezentowania innego wizerunku lub prowadzenia innego rodzaju rozmów, na przykład Atleti z Barçą w sprawie Juliána Álvareza.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Nie dziwi mnie to, co spotkało Juanmę, ponieważ sam doświadczyłem tego w podupadającej Valencii, kierowanej przez tę plamę na historii klubu, która nazywa się Anil Murthy (prezes od 2017 do 2022 roku). To były dni, w których w wazonach kończyła się woda, a ja potrzebowałem uzbrojonego ochroniarza za moją krytykę. Tamta Valencia nadal odbywa pokutę… a jeszcze wiele przed nią, przy łaskotkach ze strony dzisiejszej małej Mestalli w porównaniu z presją, jaką wywierała tamta Wielka Mestalla. Nie wiem, kto miał więcej szczęścia: Juanma czy ja. Sądzę, że przynajmniej większym wyróżnieniem jest to, że skarży się na ciebie Florentino – nawet ten obecny – niż tamten Anil Murthy, który nazywał swojego szefa Petera Lima „starcem”, gdy kolacja przeciągała się poza deser. Zostało to nawet nagrane i wyemitowane.

    Oglądając wspomniany film przeciwko Juanmie Castaño, przypomniałem sobie słynną konferencję prasową Florentino, na której w maju tego roku ogłosił wybory i wypowiedział następujące zdanie: „Istnieje spisek dziennikarzy, którzy chcą przejąć Real Madryt na własność”. Następnie powiedział, że „kandyduje, aby oddać socios ich majątek” – ja przyznaję, że nie wiedziałem, iż ktokolwiek z nich go przywłaszczył – oraz że zacznie wskazywać, kto jest antimadridistą. To częsta obsesja wieloletnich prezesów: rozdawanie legitymacji.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Od dawna powtarzam, że jeśli sam się nie poprawi albo nie skorygują go ci, którym naprawdę na nim zależy, Florentino wejdzie w tryb Don Kichota i jego walki z wiatrakami, w których ten widział wrogich rycerzy lub żołnierzy. Ze względu na wspaniały dorobek jego rządów byłoby bardzo niesprawiedliwe, gdyby nadal tak sobie szkodził. Sądzę jednak, że nikt nie jest w stanie niczego mu powiedzieć, a Real Madryt i sam wizerunek Florentino są ciągnięte w dół przez jego obsesje i wiatraki.

    Tak na szybko: obecny Real Madryt jest skonfliktowany, ma złe relacje lub toczy spory prawne z:

    • Prezesem La Ligi Javierem Tebasem – chociaż ten deklaruje się jako madridista – z powodu fontu na koszulkach, CVC, nazwy El Clásico i tak dalej. Nie pozwala na realizowanie medialnego studia meczowego ze stadionu, ze szkodą dla widzów będących kibicami Realu Madryt.

    • Komitetem Technicznym Arbitrów.

    • prezesem Federacji Rafaelem Louzánem.

    • Jeszcze przed chwilą z Čeferinem i UEFA z powodu swojego snu o Superlidze. Swoją drogą, zastanawiam się, co stało się z tym pozwem, który jego orkiestra ogłaszała z wielką pompą, domagając się wielomiliardowego odszkodowania. Blef.

    • Jest skonfliktowany ze swoim sąsiadem, Atlético Madryt, którego rangę ostatecznie sam podnosi, nadając mu tak wielkie znaczenie, podczas gdy pod względem budżetowym dzielą ich lata świetlne. Choć zobaczymy, jak będzie pod względem sportowym.

    • Nie jest klubem darzonym szczególną sympatią przez większość zespołów Primera División. Wyraźnie widać to na zebraniach klubów tej klasy rozgrywkowej w La Lidze.

    • Jest skonfliktowany ze swoim następcą, Enrique Riquelme, który traktował go z ogromną klasą, na jaką nie zasługuje po pogardliwej konferencji ogłaszającej wybory. Tej, na której nazywał go Meksykaninem… jak gdyby bycie Meksykaninem było czymś złym. Florentino nie zdaje sobie sprawy, że to Riquelme będzie musiał oddać mu należny hołd, kiedy Florentino zakończy swoje rządy. Hołd albo audyt śledczy finansów… Zobaczymy.

    • Jest skonfliktowany z niemal wszystkimi mediami z wyjątkiem dwóch, z których dyrektorami utrzymuje osobiste relacje. To logiczne po tylu latach. Równie logiczne jak to, co sam piętnuje, pokazując zdjęcie Castaño lub dyrektora Marki z Gilem Marínem [dyrektorem generalnym Atleti; we wspomnianym filmiku].

    • Jest skonfliktowany z mieszkańcami okolic Bernabéu, z którymi z powodu egolatrii lub wyniosłości nie chciał uzgodnić nowych sposobów wykorzystywania stadionu, aby uniknąć wszystkich złożonych przez nich pozwów. To one blokują mu określone formy eksploatacji Bernabéu, na które wydał dodatkową fortunę, na razie bez możliwości jej spożytkowania.

    To zbyt wiele wiatraków dla Don Kichota. I mam wrażenie, że jego osobisty Sancho Pansa – Anas Laghrari – podjudza go zamiast uspokajać. Nie wiem, czy chce doprowadzić do tego, żeby Florentino szybciej się wypalił, aby do końca wykorzystać swoje – powiedziałbym, że zerowe – szanse na zostanie kimś ważnym w przyszłym Realu Madryt, skoro sam Florentino wykreował już Enrique Riquelme.

    Podczas gdy Florentino walczy ze swoimi wiatrakami, Real Madryt z krwi i kości sprawia, że zastanawiam się, jak to możliwe, iż madridismo i jego prasa zasadniczo tolerowały fakt, że Florentino zasłużył sobie na złoty medal Barçy. Prawdziwym wrogiem Realu Madryt jest, była i będzie Barcelona. Madridismo wie i toleruje – w 65% [wynik ostatnich wyborów] – że Florentino przez kilka sezonów pomagał Laporcie i Barçy, czyli drużynie frankistowskiego reżimu, jak głosi inny film Realu Madryt.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Florentino to profesjonalny skarżący w sprawie swojej Superligi przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w sprawie Negreiry przed UEFA ze słynnym dossier liczącym nie wiem ile setek stron, w sprawie historycznego porozumienia klubów La Ligi z CVC… Jednak ten nieustępliwy profesjonalny skarżący nie był w stanie zaskarżyć Barçy Laporty, która grała, korzystając ze 173 milionów euro sztucznego finansowego fair play, za którymi nie stały wpłacone pieniądze. Ani zaskarżyć tego, że Dani Olmo nadal może grać dzięki amnestii udzielonej przez CSD, skoro w styczniu 2025 roku odmówiono jego rejestracji z powodu niespełnienia wymogów finansowego fair play. W La Lidze są przekonani, że Florentino podniósł słuchawkę i zadzwonił do Rodrígueza Uribesa, aby wstawić się za Barçą i Danim Olmo. To dopiero jest udowodniona i rzeczywista przewaga, którą Laporta wykorzystał, by wygrywać trofea kosztem Realu Madryt. Florentino jednak milczał. Uważam taki czyn za zdradę, ponieważ zdradą jest pomaganie wrogowi, a wrogiem Realu Madryt jest Barça, zaś wrogiem Florentino jest Laporta.

    Tamten żenujący teatr, w którym odgrywali kolegów z Superligi, służył wyłącznie ośmieszaniu Florentino, co można było zobaczyć za sprawą obecnego jokera Laporty. Nawet najbardziej niezadowolonym z Florentino – tym 35%, które zagłosowały na Riquelme – nie podoba się widok Laporty, który zakpił z ich prezesa Realu Madryt i wykorzystał go na korzyść Barçy.

    REKLAMA
    REKLAMA

    Gdyby Riquelme nie popełnił w wyborach strategicznego błędu dotyczącego socios i posiadaczy karnetów, wynik 65% do 35% na korzyść Florentino byłby znacznie bardziej wyrównany. Błąd polegał na tym, że Riquelme zaproponował 50% zniżki na bilety wyłącznie socios, dopóki Real Madryt nie wygra kolejnej Ligi Mistrzów. Nie zaproponował jednak takiej samej 50% zniżki posiadaczom karnetów, którzy faktycznie wydają pieniądze na chodzenie na Bernabéu. Koszt zaoferowania 50% zniżki posiadaczom karnetów – 27 milionów – i socios – 7 milionów – wyniósłby 34 miliony rocznie, co przy przychodach budżetowych sięgających niemal 1,2 miliarda jest kwotą prawie nieistotną. Riquelme popełnił tu błąd, na którym skorzystał Florentino, a wynik wyniósł 65% do 35% na korzyść Florentino, co mimo wszystko jest świetnym rezultatem dla Riquelme. Dziś jednak przy stosunku głosów 40% do 60% lub 45% do 55% na korzyść Florentino sytuacja wyglądałaby inaczej, a Riquelme miałby znacznie silniejszą pozycję niż ta, którą już ma.

    Wracając do wiatraków i Don Kichota, te wcześniejsze bajki nie przesłonią pięciu większych lub mniejszych oczywistych problemów, z jakimi mierzy się Real Madryt:

    1. Mourinho był idealny dla Realu Madryt czy idealny dla Florentino?

    2. Po wydaniu 500 milionów na transfery, do czego należy doliczyć kwotę zapłaconą za przyjście Mbappé jako wolnego gracza, od lipca 2024 roku, Real Madryt nadal nie ma środkowego pomocnika, a właśnie wtedy karierę zakończył Kroos.

      Bardzo pobieżnie poruszę tu temat, który nie został dostatecznie zgłębiony. Kiedy piłkarz z najwyższej półki odrzucił Real Madryt?

      Widziałem, jak Figo odchodził z Barçy do Realu Madryt. Ale Rodri odrzucił Real Madryt, żeby podpisać kontrakt z Barçą. Taka jest rzeczywistość. I madridistę powinno to boleć.

    3. Czy Diomandé jest wart 140 milionów? Czy wydanie tych 140 milionów na Diomandé było bardziej potrzebne niż przeznaczenie ich na środkowego pomocnika? Przecież wróci Rodrygo Goes.

    4. Wiatraki Florentino mówią mu, że dziennikarze chcą przejąć Real Madryt, ale prezes nadal nie wyjaśnia kwestii prywatyzacji klubu. Czy też tego, co maskuje chęcią poznania wartości 10% klubu, choć już w przedszkolu wiadomo, że może to zrobić agencja ratingowa. Cóż, jeszcze wyjaśni ten wiatrak, bo akurat ten jest prawdziwy.

    5. Przedłużenie kontraktu Viníciusa przepychane na siłę wbrew znacznej części Bernabéu, która nadal wyraża swój sprzeciw.

    Mam wrażenie, że podobnie jak w przypadku środkowego pomocnika, który miał zastąpić Kroosa, Florentino robi odwrotnie, niż się go o to prosi. On to po prostu lubi.

    Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

    Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

    • Aktualności+
    • Bez reklam
    • Priorytetowy support
    Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Aktualności+ — artykuły w całości, jeden pod drugim

Jako Socio czytasz kolejne artykuły w całości, na jednej stronie. Bez wracania do listy i otwierania kolejnych kart.

  • Każdy typ artykułu w jednej osi czasu.
  • Pełne teksty od razu na stronie, bez otwierania każdego artykułu osobno.
  • Plus pozostałe korzyści Socio: przeglądanie bez reklam i odznaka.
Zostań Socio