Wnioski, błędy i trafione decyzje Florentino i Riquelme w kampanii
Pedro Morata - MARCA
Ogólnie rzecz biorąc, wybory okazały się bardzo pożyteczne dla socios Realu Madryt. Były dość pożyteczne dla Riquelme i mało pożyteczne dla Florentino, ponieważ przede wszystkim wypromował na przyszłość następcę, który nie jest jego człowiekiem, a także wyraźnie pokazał, w jakim momencie życia i prezesury się znajduje. Nie było to więc słodkie zwycięstwo, zwłaszcza że bez wyborów jego mandat trwałby do stycznia 2029 roku.
Wszyscy, włącznie z krytykami Riquelme, twierdzą, że zdobycie znikąd 35% głosów jest bardzo dobrym wynikiem. I zgadzam się z tym. Co trzeci madridista zagłosował na człowieka, który był szerzej nieznany i który w ciągu 25 dni musiał zmierzyć się z historycznym prezesem mającym na koncie mnóstwo tytułów. Uważam jednak również, że zdobycie przez Florentino 65% głosów jest bardzo dobrym wynikiem, zważywszy na dwa lata bez trofeów oraz wizerunek, jaki pozostawił po sobie podczas tych wyborów. Nie sądzę, by nawet Laporta, który jest mistrzem w takich sprawach, zdołał osiągnąć coś podobnego w Barcelonie na równych warunkach, po dwóch latach bez trofeów i przy wyborach rozpisanych w taki sposób, jak zrobił to Florentino. Dlatego też można pozytywnie oceniać to, że Florentino, mimo kampanii wyborczej znacznie gorszej od kampanii Riquelme, ciągłego reagowania na jego ruchy i widocznego zmęczenia wszystkim, co wiąże się ze światem Florentino, zdołał uzyskać 65% głosów.
Mourinho, Konaté, Dumfries oraz będąca zasłoną dymną oferta w wysokości 150 milionów euro, o której za chwilę napiszę szerzej, a do tego ten niefortunny galimatias dotyczący prywatyzacji części Realu Madryt, przedstawiony w najmniej odpowiednim momencie, stanowiły wystarczające argumenty, by uzyskać znacznie mniej niż 65%. Jednak wcześniejszy dorobek Florentino, jego historyczne dokonania, przeprowadzone transfery i zdobyte tytuły ważyły znacznie więcej niż jego obecna rzeczywistość. Starsi socios musieli wykazać się wobec niego dużą empatią, a pozostali po prostu, mimo że jego argumenty wyborcze były słabsze, zaufali Florentino bardziej niż młodemu i wzbudzającemu nadzieję Riquelme oraz jego możliwym obietnicom wyborczym, w których pewność wielu ludzi mogła jednak nie uwierzyć. To zrozumiałe, ponieważ Enrique Riquelme miał ogromne trudności ze „sprowadzeniem” wyborczych gwiazd. Nie był na rynku wystarczająco silnym kandydatem, by największe nazwiska chciały się za nim jednoznacznie opowiedzieć, ryzykując kompromitację w przypadku jego porażki, do której ostatecznie doszło. Nigdy nie dowiemy się, co wydarzyłoby się, gdyby Riquelme nie musiał mierzyć się z dementi ze strony wszystkich poza samymi zainteresowanymi, ponieważ ani Haaland, ani Klopp, ani Rodri osobiście nie zaprzeczyli żadnej z jego wypowiedzi. Zaprzeczyli jednak agentka i ojciec Haalanda, a także, w bardzo stanowczy sposób, agent Kloppa. Wiem, że Riquelme negocjował z nimi, aby nie pojawiły się żadne dementi i że być może nawet za to zapłacił lub zaproponował zapłatę. Jestem bowiem pewien, że Enrique Riquelme niczego sobie nie wymyślił i nie dopuścił się szaleństwa polegającego na wykorzystaniu nazwisk Haalanda, Kloppa i Rodriego bez wcześniejszego omówienia tego z nimi.
To, co ostatecznie się wydarzyło, prowadzi mnie jednak do dwóch wniosków:
OPCJA 1. Riquelme zaakceptował to, co się stało, czyli scenariusz minimum, w którym sami zainteresowani nie mieli mu osobiście zaprzeczyć, ale zrobiło to ich otoczenie, aby zabezpieczyć Haalanda i Rodriego wobec City, a Kloppa wobec jego własnej sytuacji. Jeżeli tak było, w dementi zdecydowanie przesadzono. Mogły być znacznie łagodniejsze. Jeśli rzeczywiście doszło do realizacji opcji numer 1 i Riquelme zaakceptował taki scenariusz, uważam, że mu to zaszkodziło.
OPCJA 2. Uzgodniono, że po zapłaceniu odpowiedniej kwoty nie będzie żadnych dementi, ale Pimenta, ojciec Haalanda, sam Haaland, Klopp i jego agent zdradzili Riquelme.
Wiem, że przed rozmową z Kloppem Riquelme zwrócił się bezpośrednio do Red Bulla, aby poprosić o zgodę i zawrzeć z nim przyszłe porozumienie handlowe. Jeżeli prawdziwa jest opcja numer 2, na miejscu Riquelme ujawniłbym te porozumienia, aby socios Realu Madryt wiedzieli, że nie jestem sprzedawcą dymu. Riquelme musi udowodnić swoją wiarygodność ludziom, którzy będą wybierali go następnym razem, a nie Haalandowi i Kloppowi. Zwłaszcza że, prawdę mówiąc, już niedługo pojawią się inne wielkie nazwiska, które będzie można zaproponować madridismo.
Z drugiej strony bardzo mnie zaskoczyło i zupełnie nie rozumiem, dlaczego Raúl, Hierro i Del Bosque nie pojawili się publicznie na żadnym zdjęciu ani u jego boku, skoro pozwolili Riquelme posługiwać się swoimi nazwiskami. A pozwolili, ponieważ nikt niczego nie zdementował. Cała trójka zdaje się mieć świadomość, że u Florentino basen jest pusty, dlatego nie rozumiem takiego opowiadania się po jednej ze stron tylko połowicznie. To samo mówię o Casillasie, który po wyborach ostatecznie pogratulował obu kandydatom, żeby żaden się nie obraził, przez co prawdopodobnie obrazili się obaj. Wiem również o innej wielkiej legendzie, zwycięzcy i jednym z bohaterów jednej z edycji Ligi Mistrzów, która przed wyborami znajdowała się po stronie Riquelme, ale gdy nagle nadeszła decydująca chwila, usunęła się w cień. Nie ujawnię jej nazwiska, ponieważ nie była częścią kampanii.
Enrique musi wyciągnąć z tego wszystkiego wnioski na przyszłość. Rozumiem wszystkich, ale w życiu trzeba jednoznacznie się opowiedzieć, gdy przychodzi odpowiedni moment. Nie zawsze można nosić dwie koszulki. Enrique Riquelme był bardzo osamotniony pod względem znanych osób, które publicznie stanęłyby po jego stronie. Dlatego zdobycie mimo wszystko 35% głosów ma tak dużą wartość. Kiedy będzie miał czas, którego tym razem zabrakło, lepiej się przygotuje i pozyska nazwiska naprawdę gotowe jednoznacznie go poprzeć, sytuacja bardzo się zmieni, zwłaszcza że punktem wyjścia będzie już te 35%.
Jeszcze dwie refleksje. Stanowisko dyrektora sportowego nie jest tym samym co funkcja klubowej legendy mającej pełnić rolę reprezentacyjną i wizerunkową. Monchi czy Mateu Alemany to zupełnie coś innego niż Butragueño, Raúl czy Roberto Carlos. Nie można odbierać powagi stanowisku dyrektora sportowego, myląc je z zatrudnieniem słynnej klubowej legendy. Jeszcze gorzej jest w przypadku Florentino, który sam bezpośrednio pełni funkcję dyrektora sportowego. To strategiczne stanowisko. W klubie o poziomie Realu Madryt nie może objąć go ktoś, kto nie ma żadnego doświadczenia, niezależnie od tego, czy nazywa się Raúl, Kempes, Ronaldinho, Cristiano czy jakkolwiek inaczej. Wiem, że tak się dzieje i nadal będzie się działo, ale nie oznacza to, że jest to właściwe. Czym innym byłby duet Raúl i ktoś jeszcze, lecz ten drugi człowiek musi być profesjonalistą mogącym wykazać się udaną historią transferową, znającym finansowe fair play i jego zasady, limit kosztów kadry, mającym doświadczenie negocjacyjne i potrafiącym rozmawiać z agentami. Piłkarz, niezależnie od tego, jak był dobry, nie musi być ani dobrym trenerem, ani dobrym dyrektorem sportowym. To fundamentalny błąd, który popełniany jest bardzo często.
Moim zdaniem drugim wielkim argumentem, którego Riquelme nie wykorzystał, był pomysł zapisany w jego notatniku: obniżenie socios i posiadaczom karnetów opłat o 50% aż do zdobycia Ligi Mistrzów, na trzy lata albo na całą kadencję. Oznaczałoby to zmniejszenie rocznych przychodów o 34 miliony euro, które klub taki jak Real Madryt może zdobyć, wykonując dwa telefony albo sprzedając połowę niepotrzebnego zawodnika. Ta 50-procentowa zniżka dla 60700 posiadaczy karnetów mających prawo głosu naprawdę ruszyłaby ich z miejsca. Ci, którzy mieliby jakiekolwiek wątpliwości dotyczące Haalanda i Kloppa, poszliby zagłosować na Riquelme choćby po to, aby zaoszczędzić połowę ceny karnetu, która w wielu przypadkach stanowi pokaźną kwotę. Nawet gdyby przegrał, co przy takim rozwiązaniu byłoby trudniejsze, miałby obecnie znacznie więcej niż 35%, a jego pozycja byłaby jeszcze mocniejsza niż teraz.
Po tym wszystkim wybory okazały się dla Riquelme więcej niż pozytywne. Mimo porażki moim zdaniem wygrał. Nie wygrał wyborów, ale wygrał pozycję. Ogólnie pozostawił po sobie dobre wrażenie. Istnieje alternatywa. Ludzie wiedzą już, że ktoś, kto w ciągu dziesięciu dni przedstawia gwarancję bankową w wysokości 187 milionów euro, nie jest byle kim. Teraz musi jedynie milczeć, zachowywać się elegancko i usiąść przed drzwiami swojego domu. Ma 37 lat. Musi tylko czekać na upływ czasu, na to, aż Florentino narobi bałaganu z prywatyzacją albo aż wyniki sportowe nie poprawią się pod wodzą Mourinho.
Blaski i cienie Florentino
Najgorsze, co Florentino wynosi z tych wyborów, to fakt, że wypromował i umocnił pozycję swojego następcy, którym nie jest Anas Laghrari. Sądził, że nikt nie wystartuje, i pomylił się. Co więcej, sam stworzył swojego więcej niż prawdopodobnego następcę.
Florentino korzystał ze wszystkich możliwych przywilejów wynikających z faktu sprawowania władzy, a nawet z kilku dodatkowych:
– spis wyborców
– brak konieczności przedstawienia gwarancji bankowej
– strach piłkarzy, agentów i trenerów przed opowiedzeniem się po stronie konkurencyjnej kandydatury z obawy przed późniejszymi konsekwencjami
– terminy, które dawały jego rywalowi dziesięć dni na przedstawienie gwarancji oraz czternaście dni na wyjaśnienie swojego projektu.
Mimo tych przewag i swojej historycznej kariery Florentino źle wszystko obliczył. Musiał zakasać rękawy, udzielać wywiadów, odbywać tournée po mediach i zejść do błota wyborczych obietnic, dzień po tym, jak Riquelme obiecał Haalanda w programie El Hormiguero. Cały czas reagował z opóźnieniem. Ciągnął za sobą pomysły i argumenty, ale miał jeden kluczowy atut: jest Florentino. Błąd związany z prywatyzacją pokazuje, że stracił kontrolę, ponieważ wyciąganie takiego tematu podczas kampanii, bez świadomości, co właściwie się proponuje i tłumaczy, jest bardzo niezręczne. Nikt tego nie rozumie.
Transferowe argumenty wyborcze nie są żadną bombą, choć wśród madridismo nadal pozostaje wielu wiernych zwolenników stylu Mourinho. Teraz interesujące będzie sprawdzenie, czy obecny Mourinho, zatrudniony jako desperacki środek, niczym znachor, do którego człowiek idzie, gdy nikt inny nie potrafi wyleczyć jego choroby, wskrzesi Florentino, czy też zada mu ostateczny cios.
Oferta za 150 milionów była wielką zasłoną dymną. To zdumiewające, jak łatwowierni potrafią być ludzie, a zarazem jak pokrętni, zależnie od tego, czy ktoś urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, czy jako pechowiec. Czy oferta Florentino dotyczyła tylko jednego piłkarza? Czy można było oddać tylko jeden strzał? Czy to było jakieś UFO z programu Horizonte? Jeżeli składana przez ciebie oferta kończy się niepowodzeniem albo nie zostaje przyjęta, to nie próbujesz pozyskać innego zawodnika za 150 milionów? Co to ma być za robienie ludzi w konia? Florentino dzwoni do [prezesa Atlético] Enrique Cerezo, proponuje mu 150 milionów euro za Juliána Álvareza podczas krótkiej, telegraficznej rozmowy, mówi to półsłówkami, czeka na odmowę, po czym natychmiast wydaje komunikat prasowy, czego klub nigdy nie robi, informując, że oferta została przedstawiona, ale Atlético ją odrzuciło. Wszystko to bez wcześniejszej rozmowy z piłkarzem ani jego agentem, co osobiście potwierdziłem. Nikomu nie przychodzi do głowy oferowanie 150 milionów euro za zawodnika bez wcześniejszego porozumienia z nim. Dlaczego tego nie zrobiono? Ponieważ wcale go nie chcieli. Gdyby Atlético przyjęło 150 milionów, Real Madryt zaproponowałby piłkarzowi absurdalny kontrakt, aby ten go odrzucił i żeby transfer nie doszedł do skutku.
Cały ten monumentalny blef jest robieniem ludzi w konia, niegodnym Florentino. Wszystko po to, aby spełnić obietnicę, zgodnie z którą we wtorek po głosowaniu miał przedstawić największą ofertę transferową w historii. Co zresztą również nie jest prawdą, ponieważ w 2021 roku zaoferował Paris Saint-Germain 180 milionów euro za Mbappé. Jeżeli nie sprowadzi wielkiej gwiazdy kosztującej około 150 milionów, uznam tę ofertę za kpinę z madridistas. Co to ma być za żart w klubie takim jak Real Madryt? Czy nikt nie będzie wymagał od Florentino, aby w przypadku niepowodzenia operacji z Juliánem, która nigdy tak naprawdę nie miała dojść do skutku, ruszył po innego galáctico? Czy ludzie naprawdę pozwolą tak z siebie kpić? W przeciwieństwie do sytuacji Riquelme tutaj transfer jest łatwy do przeprowadzenia, ponieważ dzwonisz w imieniu Realu Madryt, dysponując władzą decyzyjną oraz pieniędzmi klubu.
I tak to wszystko się zakończy? To żart w bardzo złym guście z 21700 osób, które zagłosowały na Florentino. Niech wyciągną wnioski. Dla wszystkich socios, posiadaczy karnetów i sympatyków jest to zasłona dymna. Logiczne jest, że ludzie zakładają, iż jeżeli składasz pozorowaną ofertę za wielką gwiazdę i operacja się nie udaje, ruszasz po kogoś innego. Właśnie tego madridismo oczekuje od Florentino i z tego powodu mogli zagłosować na niego niezdecydowani: spodziewali się, że sprowadzi galáctico za 150 milionów, a nie że złoży ofertę przygotowaną po to, by usłyszeć odmowę i wypełnić pustą obietnicę wyborczą bez rzeczywistego zamiaru przeprowadzenia transferu. Uważam to za bardzo brzydkie zagranie, ale skoro madridismo to przełyka, to ich sprawa.
Nie będę spekulował, że ta „oferta” podniosła cenę dla Barcelony. Nie będę też rozwodził się nad tym, że pozwoliła kibicom Atlético śmiać się madridistas prosto w twarz. Nie będę również analizował możliwości, że Atlético mogło przyjąć tę ofertę, ponieważ uważam ją za znakomitą, oraz zmusić Real Madryt do skompromitowania się poprzez przedstawienie piłkarzowi fatalnych warunków, aby transfer nie mógł zostać przeprowadzony. To pozostawiłoby Florentino całkowicie odsłoniętego albo zmusiłoby go do kupienia zawodnika, którego nie chciał. Jednocześnie naraziłoby Atlético na zarzuty ze strony jego kibiców, że sprzedało piłkarza. Choć nie sądzę, by spotkało się to z wielką krytyką, ponieważ za 150 milionów euro za Juliána Álvareza to możliwość, którą przynajmniej rozważyłby każdy kibic Atlético.
Wszystko powyższe nie ma jednak znaczenia, ponieważ Florentino chciał jedynie stworzyć blef w postaci oferty, aby spełnić swoją obietnicę. Moim zdaniem wyszedł na tym bardzo źle.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się