Smutne twarze. Napięcie. Niemożność złożenia choćby jednego zdania, łącznie z Florentino Pérezem. W taki sposób można zobrazować atmosferę, jaka panowała wczoraj w Valdebebas po przegranej z Szachtarem. Nic w tym dziwnego po porażce, która co prawda była o krok od uniknięcia, ale też przez wiele minut zapowiadała się na katastrofę.
Wszystko było konsekwencją skandalicznej pierwszej połowy, która była upokorzeniem dla całego madridismo – zarówno dla działaczy w loży w Valdebebas, jak i dla kibiców przed telewizorami, którzy byli zmuszeni oglądać parodię Realu Madryt w pierwszych 45 minutach.
Florentino Pérez, jak to ma w zwyczaju, po końcowym gwizdku zszedł do szatni, jednak jego wizyta była dużo krótsza niż zwykle. Okoliczności nie sprzyjały temu, by spędzać dużo czasu z drużyną w szatni po przegranej, która bardzo mocno uderzyła w projekt Zidane’a. I tylko brak kibiców na stadionie sprawił, że ciśnienie nie było jeszcze wyższe. To druga porażka z rzędu i przy pełnych trybunach atmosfera byłaby dużo gorsza. Sytuacja jest jednak inna i gra na pustym Di Stéfano pomogła obniżyć napięcie.
Działacze Los Blancos nie rozumieją nastawienia, z jakim drużyna przystąpiła do meczu z Szachtarem zaledwie cztery dni po tym, jak zrobiła dokładnie to samo z Cádizem. Odpowiedzialnością za to obarczają zawodników i trenera. Zidane wziął całą winę na siebie i zobowiązał się do znalezienia rozwiązania, ale ma na to dwa mecze – Klasyk w sobotę i starcie z Borussia Mönchengladbach, gdzie stawką będzie przyszłość klubu w Lidze Mistrzów.
Sytuacja bliźniaczo przypomina tę sprzed roku. Porażka z Szachtarem wzbudziła napięcie wokół drużyny i trenera. Rok temu Real Madryt leciał do Stambułu z obowiązkiem zdobycia trzech punktów, by pozostać żywym w Europie i utrzymać Zidane'a na ławce trenerskiej. Sobotnie spotkanie z Barceloną może naznaczyć, o co będzie grał zespół w najbliższy wtorek na Borussia-Park.
Komentarze (28)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się