Jak się czujesz po tych trzech miesiącach przymusowego przestoju?
Fizycznie w porządku. Treningi były intensywne. Mecz z Betisem zakończyłem w dobrym stanie, choć odczuwałem niewielkie bóle. Oczywiste jest, że konkurowanie z innymi na boisku nie ma nic wspólnego z zajęciami. Przedtem braliśmy udział jedynie w wewnętrznych gierkach między sobą. Czuję się pewny siebie, jestem blisko zakończenia swojego drugiego sezonu w Primera División. Na najwyższym poziomie jednak wymaga się od ciebie maksimum niezależnie od tego, czy jesteś w lidze rok czy dekadę. Musisz dawać radę, za to dostajesz pensję.
A jakie masz odczucia w związku z grą bez publiczności? Kibice nie zobaczą na stadionie waszego starcia z Barceloną.
Faktycznie jest to dziwne uczucie. Nasze głowy muszą się jednak do tego przyzwyczaić. Tęsknimy za kibicami, odczuwaliśmy ich brak zwłaszcza w derbach, gdzie atmosfera zwykła być niesamowita. Czuliśmy jednak wsparcie kibiców dzięki portalom społecznościowym. Motywowaliśmy się także niektórymi z przyśpiewek ultrasów czy wspólnie śpiewaliśmy hymn Sevilli w autokarze. Zabrakło esencji, ale byliśmy niezwykle zaangażowani. Pamiętam, że kiedy zostałem zmieniony, na trybunach świętowaliśmy każdy rzut rożny tak, jakby właśnie padł gol. Ludzie z Betisu patrzyli na mnie i pewnie się zastanawiali, co ja wyprawiam. Tylko my byliśmy jednak od wspierania zespołu. W takich konfrontacjach jak z Betisem czy z Barceloną brak kibiców jest mimo to bardzo odczuwalny.
W czasie izolacji trochę się u ciebie działo. Do spółki z Borją Iglesiasem z Betisu zorganizowałeś między innymi turniej FIFA, choć akurat tobie nie poszło tam zbyt dobrze...
Jestem bardzo słaby w tę grę, na boisku idzie mi lepiej. To prawda, że nie jestem tym, który w szatni Sevilli spisuje się na konsoli najlepiej. Chciałem jednak zrobić coś dla innych. W tym aspekcie jestem dość usatysfakcjonowany.
Toczyłeś też zażartą dyskusję z biegaczami na temat twoich zdolności atletycznych.
Utrzymuję, że jestem w stanie przebiec kilometr w mniej niż trzy minuty. W każdej chwili mogę to udowodnić.
Statystyki pokazują, że po Estupiñánie z Osasuny jesteś drugim zawodnikiem w lidze pod względem dystansu przebiegniętego na wysokiej prędkości (co najmniej 24 km/h).
To prawda. Gdybym dostał więcej minut, byłbym pierwszy, nad Estupiñánem. Mówię jednak o bieganiu z sensem, a nie o bieganiu dla biegania.
Teraz przyjdzie czas pokazać to wszystko na tle Barcelony.
Możliwość grania przeciwko nim stanowi dla mnie dowód na to, że do tej pory wszystko w karierze zrobiłem, jak należy. To będzie ładny mecz, mam taką nadzieję. Decydujące będą detale. Na wyjeździe mieliśmy trzy czyste okazje, ale nie wykorzystaliśmy żadnej, oni mieli jedną i strzelili. Musimy postarać się nie popełniać głupich błędów, być skoncentrowani.
Grałeś przeciwko Barcelonie trzy razy, za każdym razem przegrywałeś.
Jest to jakiś cierń, to prawda. Zwycięstwo z takim rywalem to dodatkowa motywacja.
Messi często schodzi na twoją stronę.
Teraz porusza się w zasadzie wszędzie. Tak naprawdę jednak wszyscy starają się znaleźć sposób na to, by go powstrzymać, ale nikt nie był w stanie opracować receptury. To będzie jeden z naszych celów na ten mecz.
Motywuje cię także to, że możesz pomóc Realowi Madryt? Jak widzisz tę rywalizację w lidze?
W pierwszej kolejności ucieszyłbym się, że to my odnieśliśmy sukces. Jeśli to może pomóc także Realowi, jeszcze lepiej. W tej lidze może wydarzyć się wszystko. Po powrocie rozegraliśmy mało meczów, wszystko wygląda dziwnie, a terminarz jest mocno skondensowany. Dziś jestem graczem Sevilli i to dla tego klubu walczę. Jeśli mistrzostwo jednak nie przypadnie nam, to niech oczywiście zdobędzie je Real Madryt!
Masz jakieś wieści od Królewskich? Wracasz, zostajesz w Sevilli, idziesz gdzie indziej?
Jestem w ciągłym kontakcie z Realem Madryt. Grywam na konsoli z moimi przyjaciółmi stamtąd, ludzie z klubu także normalnie ze mną rozmawiali, również w trakcie izolacji. Nie wiem jednak, co wydarzy się w przyszłym sezonie. Na razie chcę uwolnić głowę od tych myśli. Staram się skupiać na tym, co teraz i co pozostało do końca rozgrywek. Usiłuję nie zastanawiać się nad przyszłością. W Sevilli czuję się bardzo dobrze i przyjęto mnie tu z otwartymi ramionami. To bardzo ważny dla mnie klub.
Możesz zostać w Sevilli jeszcze przez nawet dwa miesiące, jeśli zajdziecie daleko w Lidze Europy.
Pierwszym celem jest zakwalifikowanie się do europejskich pucharów na przyszły sezon. Chciałbym zagrać w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy jednak chcemy zawalczyć o wszystko. Zobaczymy na ile starczy sił.
Mówisz, że nie myślisz o przyszłości. A o reprezentacji? Przełożenie mistrzostw Europy niektórym zawodnikom może wyjść na dobre.
Skłamałbym, gdybym nie powiedział, że marzę o wyjeździe na ten turniej. Niestety na mojej pozycji panuje niezwykle zażarta konkurencja. Postaram się mimo to jak najbardziej utrudnić selekcjonerowi wybór.
Lopetegui ufa ci podobnie, jak ufał w Realu Madryt.
Zaufanie trenera jest kluczowe. W kadrze każdy jednak stoi za sobą murem. Julen jest dość wymagający, ale wiesz, kiedy jest z ciebie zadowolony.
Co powinien poprawić Sergio Reguilón, by postawić kolejny krok w karierze?
Wiele rzeczy. Na ten moment nie mam w lidze jeszcze nawet 50 spotkań. Nie mam też skończonych 24 lat. Dopiero dogrywam drugi sezon w La Lidze. Mógłbym częściej uderzać na bramkę, poprawić ostatnie podanie... Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.
Od którego z idoli nauczyłeś się najwięcej?
Całe życie byłem fanem Roberto Carlosa, puszczałem sobie filmiki z nim w akcji. Kilka razy się spotkaliśmy. To było coś obłędnego móc słuchać jego rad.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się