– Byłem z Chelsea w Monako z okazji meczu o Superpuchar Europy, gdy zadzwonił do mnie dziwny numer. Nie chciałem odbierać, ale mój kuzyn, który był wtedy ze mną w pokoju, powiedział mi, żebym odebrał. Numer dalej wydzwaniał, więc w końcu odebrałem. Gdy tylko usłyszałem głos po drugiej stronie, od razu zdałem sobie sprawę, z kim rozmawiam. To był José Mourinho.
– Zaczęliśmy rozmawiać i powiedział mi, że słyszał, iż wybieram się do Arsenalu. Odpowiedziałem mu, że to nieprawda. Nic nie słyszałem na temat Arsenalu. Powiedział mi, żebym nie szedł do Arsenalu, tylko poszedł razem z nim. Zapytałem dokąd. Powiedział, że do Realu Madryt. Odpowiedziałem, że jestem gotowy.
– To był ostatni dzień okienka transferowego. Od razu zapytał mnie o numer telefonu do mojego agenta. Powiedziałem mu, że mogę przejść od zaraz – nawet gdybym musiał zejść z boiska w trakcie meczu o Superpuchar. Powiedział mi, że Lassana Diarra prawdopodobnie odejdzie do Rosji i gdy tylko domkną to porozumienie, to ruszą po mnie. Powiedziałem, że spoko, będę na spokojnie czekał w pokoju. Poprosił mnie, żebym dał mu kilka godzin i oddzwoni. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie mój agent i powiedział, jak wygląda sytuacja.
– Lassana zgodził się na warunki przenosin do Rosji, gdy szykowaliśmy się już na wyjazd z hotelu na stadion na mecz z Atlético Madryt. Real Madryt był w ciągłym kontakcie z moim agentem. Gdy już praktycznie ruszaliśmy, zadzwonił do mnie i powiedział mi, żebym wracał do hotelu, bo on już tam jedzie. Jak jakiś szaleniec zacząłem krzyczeć do kierowcy, żeby się zatrzymał i dał mi wyjść. Koledzy z zespołu obserwowali to wszystko z wielkim zdziwieniem. Powiedziałem im tylko, że muszę wyjść i zobaczymy się później.
– Wróciłem do hotelu i czekałem na mojego agenta. Gdy przyjechał, wysłał fax i na szczęście wszystko zostało domknięte na czas. Powiedziałem mu, że muszę podjechać na stadion, aby chociaż zabrać moje buty. Oczywiście na miejscu wpadłem na kolegów z zespołu, do których dotarły już wiadomości o moich przenosinach do Realu Madryt. Na spokojnie im wszystko wytłumaczyłem, że ta okazja pojawiła się nagle i teraz muszę znów wrócić do hotelu, aby dokończyć papierkową robotę. Zabrałem buty i pożegnałem się.
– Po zakończeniu meczu jeszcze raz wróciłem do szatni, aby tym razem właściwie się ze wszystkimi pożegnać. Rozmawiałem również z Abramowiczem, który życzył mi szczęścia. Wróciłem do hotelu, a drugiego dnia byłem już w samolocie do Madrytu. Ogólnie do Madrytu poleciałem z jedną parą butów, z ochraniaczami, w jeansach, koszulce i bluzie Chelsea. Na lotnisku czekał już na mnie José. Przywitał się ze mną, pojechałem na badania i kolejnego dnia rozpocząłem treningi.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się