Obecnie trenujesz Tianjin Teda. Jak oceniasz doświadczenie z pracy w tym kraju i w tym klubie?
Sposób pracy jako trener z tłumaczem zawsze jest inna, ponieważ twoje słowa nie docierają bezpośrednio do zawodników. Poza tym kultura sprawia, że niektórych słów czy wyrażeń nie ma w danym języku lub trzeba je inaczej przetłumaczyć. Jednak nasze 2,5 roku tutaj było bardzo pozytywne. W poprzednim sezonie zajęliśmy siódme miejsce, co było najlepszym wynikiem klubu w ciągu ostatnich 10 lat.
Bale pasowałby do chińskiego futbolu?
Myślę, że dopasowanie się obcokrajowca do klubu zawsze wiąże się z osobowością i charakterem zawodnika. Jeśli przychodzisz tutaj tylko zarabiać pieniądze, poniesiesz porażkę, co przytrafiło się wielu graczom w przeszłości. Jeżeli natomiast jesteś gotowy na pracę, potrafisz cierpieć, jesteś w stanie identyfikować się z klubem, zaakceptować zmianę kultury i nie straciłeś głodu zwycięstwa, będziesz miał otwarte drzwi, czy to w Chinach, czy gdziekolwiek na świecie.
Teraz futbol się zatrzymał. Jak profesjonaliści podchodzą do tego, by utrzymać formę?
To nowa i niewygodna sytuacja dla wszystkich. Piłkarze z najwyższego poziomu są uprzywilejowani, ponieważ nie cierpią ekonomicznie. Z drugiej strony zabroniona jest praca w grupie, co jest podstawą w funkcjonowaniu zespołu. Sytuacja z utrzymaniem formy różni się w zależności od zasad wprowadzonych przez rządy.
Co daje ci doświadczenie z czasów gry w piłkę w pracy jako trener?
Myślę, że mieliśmy przewagę, że mogliśmy przeżyć wszystkie etapy kariery piłkarskiej wraz ze wszystkimi radościami, jakie przynosi każdy etap. Najpierw byliśmy młodymi zawodnikami, a później graczami z doświadczeniem. Mieliśmy dni chwały i dni bólu. Ważne, by nie zapominać o żadnej fazie. Według książek istnieją cztery filary profesjonalnej kariery: technika, taktyka, przygotowanie fizyczne, psychika, ale mi tu brakuje jednego, któremu przypisuję dużą wartość. Filar człowieczeństwa. Myślę, że aby zostać zaakceptowany w grupie, musisz mieć w sobie gen pokory. Nieważne, czy jesteś piłkarzem, czy trenerem.
Przeżyłeś rok z Santiago Bernabéu w roli prezesa. Co możesz nam powiedzieć o jego osobowości? Jak traktował piłkarzy?
Są ludzie, którzy wypełniają całe pomieszczenie swoją osobowością i imponują ci swoją aurą. Don Santiago był takim człowiekiem. Bardzo dobrze pamiętam, że ludzie w biurach w Madrycie wstawali na nogi, kiedy on wchodził do pokoju. Był człowiekiem bardzo szanowanym i kochanym przez zawodników, pracowników, kibiców Realu Madryt i jeszcze wielu innych.
On pojechał oglądać innego piłkarza, ale wychodził ze stadionu, mówiąc, że chce ciebie. Jak myślisz, co zobaczył w tobie?
Sądzę, że najbardziej podobało mu się moje zaangażowanie na boisku. Oprócz detali technicznych czy taktycznych myślę, że on widział zawodnika, który poświęcał się dla drużyny, miał temperament i talent, a do tego był jeszcze bardzo młody. Prawdopodobnie stwierdził, że chłopak z takimi cechami mógłby odnieść sukces w Hiszpanii.
Jesteś ostatnim transferem Bernabéu. Czujesz coś wyjątkowego w związku z tym?
Mówimy o sezonie 1977/78 i pamiętam, że sprowadzono też między innymi Juanito z Burgos czy Quique Wolffa z Las Palmas. Bez wątpienia dla wszystkich wielkim zaszczytem było to, że ich transfer był nadzorowany przez Don Santiago. Mój przypadek był wyjątkowy, ponieważ on przyleciał osobiście z Agustínem Domínguezem do Niemiec, żeby mnie zobaczyć. To napawa mnie dumą do dzisiaj.
Później byli De Carlos i Mendoza. Jaka była twoja relacja z nimi?
De Carlos był następcą Santiago Bernabéu i chciał zarządzać spadkiem po nim. Myślę, że on nie chciał wydawać więcej pieniędzy, niż klub mógł zarobić. Taka polityka z jednej strony otworzyła drzwi przez młodymi zawodnikami, takimi jak ci z Piątki Sępa. Jednak w pewnym momencie drużyna straciła doświadczenie, jakość i osobowość po tym, jak odeszli na przykład Pirri i Wolff. Zabrakło wtedy pewnego ryzyka przy sprowadzaniu doświadczonych piłkarzy, którzy dawaliby pewną gwarancję utrzymywania drużyny wysoko. Później przyszedł Mendoza z Rafą Gordillo i Hugo Sánchezem w pakiecie. Zarobki zawodników wzrosły i zespół wrócił na ścieżkę do sukcesu. Zmieniły się nie tylko osoby, ale również czasy.
Spędziłeś osiem sezonów w Realu Madryt. Co oznacza dla ciebie ten klub?
Trzeba jeszcze dodać tutaj perspektywę. W tamtej epoce kluby mogły sprowadzić tylko dwóch zagranicznych zawodników. Z tego powodu dwa moje przedłużenia kontraktu w 1980 i 1983 roku dały mi dużą satysfakcję, ponieważ były dowodem na to, że klub był zadowolony z mojej pracy na boisku i poza nim. Jestem bardzo wdzięczny klubowi, madridistas i madrytczykom. Byłem tuż po ślubie i miałem 22 lata, kiedy po raz pierwszy wyjechałem do innego kraju. W Niemczech rozwinąłem się jako piłkarz, a w Hiszpanii zdałem egzamin dojrzałości. W Madrycie urodziło się dwóch moich pierwszych synów i wzmocniliśmy wtedy małżeństwo, które trwa do dzisiaj.
W Madrycie grałeś na różnych pozycjach, jako obrońca i w środku pola. Gdzie czułeś się najlepiej?
Jestem tutaj rozdarty. W środku pola podobała mi się częstotliwość, z jaką dotykałeś piłkę. Na pozycji ostatniego stopera byłem zachwycony wielką odpowiedzialnością, poczuciem strategii i ruchami taktycznymi.
Nie zdołałeś zdobyć Pucharu Europy, chociaż byłeś blisko w finale z Liverpoolem w 1981 roku w Paryżu. To jest drzazga, która pozostała ci z tamtego etapu?
Tak, w moim przypadku to był podwójnie negatywny aspekt, ponieważ wcześniej przegrałem z tym samym przeciwnikiem w barwach Borussii Mönchengladbach finał w Rzymie. Szczerze uważam, że drużyna wykonała maksymalny wysiłek, żeby dotrzeć do finału w Paryżu. Nie chodzi o szukanie wymówek, ale jeśli spojrzymy na skład, to połowa zawodników nie grała nawet w reprezentacjach. Poza tym obaj zagraniczni zawodnicy, czyli Cunningham i ja, byliśmy kontuzjowani we wcześniejszych tygodniach. Żaden z nas nie był w stanie zagrać na 100 procent.
Byliście również o krok od finału na Bernabéu, ale wyeliminował was Hamburg. To było najboleśniejsze odpadnięcie, bo ze świadomością, że finał był w domu?
Tak, oczywiście, kiedy eliminują cię z rozgrywek przed samym finałem, który ma być rozgrywany na twoim stadionie, to jest to bardzo bolesne. Jednak nie tylko wpadka z Hamburgiem była taka trudna. Nieszczęsne były również porażki 0:5 z Kaiserslautern w 1982 czy wyeliminowanie przez Grasshopper Zürich w 1978 roku.
Przeżyłeś kilka historycznych remontad: z Celtikiem, Anderlechtem, Interem… Jakie były tamte wieczory? Zapamiętałeś z nich coś szczególnego?
W przypadkach Celticu, Interu i Anderlechtu wyraźnie widać przewagę przy rozgrywaniu drugiego meczu u siebie. W tamtej epoce wypełnione Bernabéu robiło wielkie wrażenie na przeciwniku i dodawało skrzydeł gospodarzom. Najbardziej historyczna była remontada z Anderlechtem. Nie tylko dlatego, że przegraliśmy w Belgii 0:3, ale również przez to, że oni strzelili gola w rewanżu, kiedy już wyrównaliśmy stan rywalizacji i musieliśmy zdobyć jeszcze dwa gole. To wiązało się z ogromnym wysiłkiem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Udało nam się i nagrodą był Puchar UEFA w 1985 roku.
Po odejściu z Madrytu wróciłeś na Bernabéu w koszulce Neuchâtelu Xamax. Co czułeś?
Nie chciałem mierzyć się z Realem Madryt już rok po odejściu z klubu. Grałem przeciwko wielu zawodnikom, z którymi trenowałem na co dzień i rozegrałem mnóstwo meczów. Dzieliliśmy razem radosne chwile i wspólnie cierpieliśmy, a tu nagle masz twoich przyjaciół jako przeciwników na boisku. To przykra sytuacja, która mi się nie podobała. Na Bernabéu przegraliśmy 0:3 i rywalizacja wydawała się rozstrzygnięta, ale w Szwajcarii rozegraliśmy wielki mecz i wygraliśmy 2:0. Nie przełożyło się to na awans, ale to zwycięstwo zapisało się w historii tego niewielkiego klubu.
Co sądzisz o Zidanie jako trenerze?
Nie znam go osobiście, ale mogę powiedzieć, że bardziej podobają mi się spokojni trenerzy niż wulkany przy linii bocznej. Wolę szkoleniowców, którzy zachowują sekrety w szatni i nie szukają każdego mikrofonu, którzy nie poświęcają zawodnika, bo o to prosi prasa i nie czują się ważniejsi od gry. Patrząc na to wszystko, Zidane musi mi się podobać.
Real Madryt stawia na młodych i obiecujących zawodników. Któryś z nich podoba ci się szczególnie? Jeśli tak, to dlaczego?
Śledzę prasę sportową, ale prawda jest taka, że oglądałem niewiele meczów Realu Madryt w ostatnim czasie. Przebywając w Chinach i pracując z drużyną, która potrzebuje dużo uwagi i poświęcenia, brakuje ci czasu. Jednak bez wątpienia w kadrze znajdują się wielkie nadzieje na przyszłość. Militão, Brahim, Valverde, Rodrygo, Vinícius…
Jak możesz ocenić Toniego Kroosa? Ogólnie wielu Niemców pisało historię w Realu Madryt.
Toni jest wszechstronnym i inteligentnym zawodnikiem. Ma strategiczne znaczenie dla zespołu, w którym odgrywa ważną rolę. Poza tym sprawia wrażenie, że jest spokojnym chłopakiem, który twardo stąpa po ziemi. Dodatkowo jego praca w fundacji pomaga ludziom, którzy nie mieli szczęścia w życiu.
Jednak ze względu na umiejętności pójścia do przodu i powrotu, pewności siebie, charakteru i rolę „płuc” zespołu to Fede Valverder bardziej cię przypomina. Dokąd on może zajść?
Porozmawiamy, kiedy Valverde pogra przez trzy lata jako podstawowy zawodnik.
Mimo że byłeś obrońcą i środkowym pomocnikiem, strzeliłeś 49 goli. W tym sensie jesteś podobny do Sergio Ramosa?
Jeśli w czymś jesteśmy podobni, jest to miłość do futbolu i identyfikowanie się z klubem. Nasze sposoby gry są bardzo odmienne. Ja na przykład bardzo słabo grałem głową, co jest silną stroną Ramosa. Możemy tak wymieniać dalej.
Jakie jest madridismo w Chinach?
W ostatnich dwóch latach widzieliśmy wiele europejskich zespołów, które chcą wejść na chiński rynek. Otwierają szkółki sportowe, szukają relacji z chińskimi klubami, żeby w ten sposób pozyskać chińskich sponsorów. Wszystkie kluby wykonują wielki wysiłek, żeby wejść na chiński rynek, a Real Madryt ma wszystkie drzwi otwarte, ponieważ jest znany w całym kraju.
Zobaczymy cię niedługo na Santiago Bernabéu? Chciałbyś powrócić chociaż na jeden dzień?
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem na Bernabéu, lata temu… W każdym razie moim zamiarem jest, żeby ten sezon był ostatnim w roli trenera. Później moim miejscem na emeryturę będzie Malaga, a stamtąd na Bernabéu nie jest tak daleko.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się