Przyjście do klubu w 2010 roku:
– To był magiczny moment. Chciałem, żeby Florentino Pérez powierzył mi tę sekcję. Później po trwającym ponad trzy godziny obiedzie z ludźmi, którzy nie mieli nic wspólnego z koszykówką, prezes powiedział, żebym pojechał na Bernabéu podpisać kontrakt. Rozwiązał to w 30 sekund po obiedzie, który trwał trzy godziny… To był moment, kiedy koszykówka Realu Madryt była bardzo dotknięta. Za nią było czternaście czy piętnaście przeciętnych lat, a sytuacja sportowa była dziwna. Niewiele ludzi przychodziło nas oglądać, liczba osób z karnetami była śmieszna. Wtedy powstał plan, żeby zhiszpanizować kadrę zawodnikami zaangażowanymi, identyfikującymi się z klubem, wychowankami i też wielkimi graczami.
O co prosił Florentino Pérez?
– Żeby umieścić Real Madryt na miejscu, na którym był w przeszłości. Nie pod względem ekonomicznym, ale jeśli chodzi o nadzieję. Żeby ludzie ponownie w nas uwierzyli. Przestano mówić o Realu Madryt, nie liczyliśmy się. Teraz wszyscy mówią o nas jako o sympatycznej i radosnej drużynie. Jestem dumny z tego, na co klub postawił i z tego, co zrobił Florentino. Bez niego nie byłoby to możliwe. Real Madryt teraz zawsze jest obecny, zawsze rywalizuje i odzyskał zwycięski gen. Mamy wsparcie karnetowiczów, socios, kibiców… To niesamowite, że w czwartek 12 tysięcy osób przyszło oglądać nasz mecz w Eurolidze, a widziałem spotkania Barcelony, na które przychodziło 2,5 czy 3 tysiące osób. Teraz ludzie dobrze się u nas czują. Mieliśmy okres piętnastu lat bez zwycięstwa w Eurolidze, a w ostatnim czasie wygraliśmy 18 tytułów.
Pablo Laso:
– Był kluczowy. Wniósł swoją osobowość, wiedzę i wielkie chęci. Przywrócił ten zwycięski gen, który zawsze mieliśmy, ale który był mniej więcej martwy w tamtych latach. Pablo rozbudził ten gen i sprawił, że znów go widać na parkiecie. To była trudna decyzja, ponieważ Laso przychodził z San Sebastián, z dolnej części tabeli, a w dodatku nie miał doświadczenia w europejskich pucharach. Jednak chcieliśmy na niego postawić, a prezes dał temu zielone światło. Powiedział mi, że jeśli uważam Laso za najlepszą opcję, on się zgadza. Pablo przyszedł w 2011 roku i nigdy się nie pokłóciliśmy, a rozmawiamy o koszykówce od przyjścia do biura o 8:30. On ma większy charakter ode mnie, ponieważ jest z Vitorii. Rozumiemy się wzajemnie.
Najtrudniejszy transfer:
– Wszystkie są skomplikowane, ale wykonaliśmy zdecydowany krok w przód po sprowadzeniu Rudy’ego Fernándeza. Nie chodzi o to, że chciały go inne drużyny, one go wręcz prześladowały. On podjął najlepszą decyzję dla swojej kariery, rodziny i dla nas. Kolejną ważną operacją było przekonanie Llulla, żeby odrzucił opcję z NBA i jako madridista został na zawsze w klubie. Również wyróżniłbym kolejne przedłużenia kontraktu z Felipe Reyesem. To wielki zawodnik i nie każdy może się pochwalić, że ma takiego gracza u siebie przez szesnaście lat.
Cantera i Luka Dončić:
– Kiedy przychodziliśmy do klubu, nie byliśmy mistrzami Hiszpanii w żadnej kategorii, więc późniejsza praca okazała się dobra. Z Alberto Angulo zrobiliśmy analizę i stworzył się projekt na średni i długi termin. Sprowadzaliśmy najlepszych młodych zawodników z Europy, a teraz wielu z nich chce trafić do Realu Madryt ze względu na jego wartości, za pracę z młodymi graczami, ich edukowanie i kształcenie. Dončić jest tego najlepszym przykładem. Gra w NBA, ale jest na bieżąco z Realem Madryt. Mówi, że będzie oglądał play-offy, jeśli nie będzie mieć meczu, trenuje przy hymnie Realu Madryt… To wyjątkowy przypadek. Przeżywałem jego rozwój w NBA z ogromną dumą, ponieważ on jest częścią naszej rodziny i bardzo go kochamy, ale też czujemy gniew, ponieważ gdyby nie było NBA, moglibyśmy się cieszyć Luką przez piętnaście lat. Teraz mamy Garubę i Nakicia, którzy już weszli w rotację pierwszego zespołu i zapowiadają się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mieć broń do rywalizowania z NBA, żebyśmy mogli zatrzymywać takich zawodników.
Tytuł, który najbardziej napawa dumą:
– Pierwszy. Puchar Króla wywalczony w Palau Sant Jordi w lutym 2012 roku. Mieliśmy za sobą 19 lat bez zdobycia tego pucharu i nawet nie byliśmy faworytami… Barcelona dominowała przez lata, a tym tytułem zaczęliśmy rozbijać trochę ich projekt.
500 zwycięstw Pabla Laso:
– Pamiętam o Eurolidze z 2015 roku. Tutaj w Madrycie. Jechaliśmy autobusem na mecz i prawie nie dało się przejechać. Trzy tysiące ludzi było na ulicach. Nigdy nie myślałem, że takie coś może wydarzyć się w koszykówce, to była scena z piłki nożnej. Aż przechodziły mnie dreszcze. Pamiętam również o porażce 0:3 z Fenerbahçe w ćwierćfinale. Pokonali nas, ale na dwie minuty przed końcem trzeciego meczu kibice w Palacio wstali i zrobili nam owację na stojąco mimo porażki. To jest dowodem na to, że coś zrobiliśmy dobrze.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się