Poniższy tekst został napisany przez zastępcę redaktora naczelnego dziennika MARCA, Carlosa Carpio.
„To jest ten Hazard”
A więc to jest ten Eden Hazard. Jeśli istnieje ktoś na tym etapie stulecia, kto nie widział skrótów z Premier League i nie wie, do czego zdolny jest Belg, to w sobotnim starciu z Eibarem miał pierwszą okazję, by podziwiać niewyczerpalny repertuar umiejętności technicznych 28-latka. Podania na milimetry, zwody, rabony, niekonwencjonalne przyjęcia, gubienie krycia... Ale ponad tymi wszystkimi "dobrami" jest niesamowity sposób prowadzenia piłki i gubienia kolejnych rywali, który w tym sporcie ma tylko Leo Messi. Hazard to pocisk, naostrzony nóż, piłkarz, którego sama obecność zmienia oblicze drużyny. Trochę zwlekał z pojawieniem się, ale niewielu wątpiło, że kiedy Aladyn potrze lampę, to pojawi się Dżin.
Jeśli dodatkowo będąc z piłką Hazard połączy się z dwoma takimi zawodnikami jak Modrić (w wersji Złotej Piłki) i Benzemą w obecnej formie, to wynik nie może być inny, niż gwarantowana katastrofa przeciwnika. Synergia możliwości tego tercetu to nawałnica futbolu, jaką mało która obrona może powstrzymać. To, że Benzema i Hazard mówią w tym samym języku, języku dwóch wielkich piłkarzy, którzy rozumieją się bez patrzenia, widzieliśmy dość rzadko w ostatnich meczach. Jeśli do tego klubu dorzucimy Modricia, to oznacza to prawdziwą obietnicę szczęścia dla całego madridismo. Żaden z nich nie ma skuteczności najlepszego Cristiano, by wygrywać mecze od niechcenia (choć dzisiejszy Benzema nieznacznie wyprzedza Portugalczyka w statystykach od jego odejścia do Juve), jednak to kreatorzy futbolu i nieustannego zagrożenia. I gwarantowanej radości dla kibica, co nie jest bez znaczenia.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się