Menu
/ elmundo.es

„Mamy bardzo dobrego chłopaka, nazywa się Rodrygo”

Foto: „Mamy bardzo dobrego chłopaka, nazywa się Rodrygo”
Fot. Getty Images

Historia cudownego chłopca z Brazylii, który w środę zadziwił cały piłkarski świat. Jak do tego wszystkiego doszło? Kiedy Królewscy dostrzegli go po raz pierwszy? Czemu wybrał właśnie Real? Jak wyglądało jego życie, gdy ogłoszono już jego transfer?

Chłopiec miał większą ochotę coś zjeść i obejrzeć powtórki goli, niż obściskiwać się ze wszystkimi w szatni. „Był bardzo spokojny. Matka płacze, a on jakby w naturalnym środowisku, jakby nie zrobił nic nadzwyczajnego”, mówili ci, którzy byli w szatni po zakończeniu meczu z Galatasarayem. Trzy bramki Rodrygo Goesa, 18-latka, który zachwycił Bernabéu i wydaje się zdeterminowany, aby odnosić sukcesy z taką samą prędkością, z jaką w środę strzelił w mgnieniu oka dwa pierwsze gole.

W Madrycie mogli sobie tylko gratulować, że spektakularnie zaprezentował się jeden z tych, który wpisuje się w ostatnią i często kwestionowaną politykę transferową klubu, jaką Królewscy stosują od pewnego już czasu. Gra wcześnie odkrytych talentów zaczyna przynosić wymierne korzyści, a ci coraz częściej pojawiają się w wyjściowej jedenastce ustalanej przez Zidane'a. Ostatnio prym wiodą w niej Rodrygo i Valverde.

W stolicy Hiszpanii po raz pierwszy usłyszeli o Rodrygo w 2013 roku, gdy ten miał jedynie 12 lat. Królewscy zlecili Juniemu Calafatowi, który odpowiadał za sprowadzanie piłkarzy z Ameryki Południowej, aby ten znalazł silnego napastnika do Castilli. Wcześniej udało mu się już ściągnąć Casemiro, a jego kolejnym celem był Willian José, który trafił do rezerw, a obecnie gra w Realu Sociedad.

W trakcie negocjacji z Santosem w sprawie pozyskania snajpera, padło normalne w tych okolicznościach zdanie: „Mamy bardzo dobrego chłopaka, nazywa się Rodrygo”. W ten sposób do Europy trafiają różnego kalibru zawodnicy, a przecież niemożliwe jest, by wszystko było dokładnie kontrolowane i sprawdzane. W tym przypadku Calafat szybko dostrzegł jednak w piłkarzu coś interesującego. Coś innego. Ten był jednak za młody, brakowało jeszcze pokonania tej ostatniej bariery – przezwyciężenia procesu dorastania, w trakcie którego łatwo się wykoleić. Nie pozostało więc nic innego niż czekać i stale śledzić rozwój piłkarza.

Po jakimś czasie kontrolę nad karierą Rodyrgo przejął Nick Arcuri, znany brazylijski agent, który regularnie zaczął przesyłać maile do Królewskich. A w nich załączone były mecze i zagrania Rodrygo, gdy ten grywał jeszcze w niższych kategoriach wiekowych Santosu i reprezentacji. Rok wcześniej, we Flamengo, podobne rzeczy działy się w przypadku Viníciusa. Hałas, jaki wywołał transfer nieco starszego z Brazylijczyków, sprawił, że o Rodrygo zaczęto mówić w kontekście wielu klubów, a wówczas ten dowiedział się, iż Real Madryt ma go na oku. Wszystko nabrało szybszego tempa wiosną 2018 roku.

Barça, Liverpool, PSG również bacznie przyglądały się zawodnikowi, który miał raptem 17 lat. Do Brazylii udał się nawet sam Nasser Al-Khelaïfi, aby sprowadzić go do Paryża, w czym pomóc miał mu ojciec Neymara. „Operacja nigdy nie była zagrożona. Mieliśmy sporą przewagę”, mówili zaś po fakcie w Madrycie. Arcuri i rodzina Rodrygo zawsze bardzo jasno wyrażała się na temat tego, gdzie miałbym trafić młodzian. Pomocna była też pasja i uwielbienie Rodrygo do Realu i Cristiano Ronaldo.

Wysłannicy Los Blancos, którzy udali się do Santosu, zapamiętali jedną, ekscytującą scenę. Rodrygo, szczęśliwie widząc się w końcu w bieli, zaczął śpiewać nowy hymn, który nagrano przy okazji zdobycia La Décimy. Znał go na pamięć, zwrotka po zwrotce. Chłopiec poprosił o nagranie go i wysłanie filmiku do Florentino Péreza, który kilka godzin wcześniej dał zielone światło do transferu. W weekend wszystko zostało dopięte za 45 milionów euro. Dużo? Eksperci rynkowi twierdzą, że lepiej zapłacić tyle za 17-latka, który wykonał już kilka kroków w dorosłej piłce, niż 20 za jednego z 16-latków, który może okazać się niewypałem.

Co ciekawe – kontrakt podpisano w tej samej restauracji, w której kilka lat wcześniej Barcelona przyklepała transfer Neymara. Ta sama Barcelona, która również zabiegała o Rodrygo. Było już jednak za późno, aby wyrwać go z rąk Królewskich. Ostatnia wiadomość od Katalończyków pozostała bez odpowiedzi w poczcie głosowej Arcuriego. Od tamtego momentu rozpoczął się kluczowy okres dla rozwoju młodego napastnika, którego czekało rozegranie w Brazylii sezonu 2018/19.

Współpracownik Realu praktycznie mieszkał z rodziną Rodrygo, któremu towarzyszył podczas treningów i spotkań. Mentoring ze strony Królewskich, który był objęty comiesięcznymi wizytami samego Calafata, gdy ten był już szefem międzynarodowego skautingu w klubie. W tym samym czasie Brazylijczyk rozpoczął też lekcje nauki języka hiszpańskiego. Plan polegał na przygotowaniu go na przybycie do Valdebebas rok później. Jego wyniki z treningów (kamizelki z GPS) były przesyłane bezpośrednio do Madrytu. Królewscy wysyłali mu zaś filmiki z europejskich spotkań i ruchów, jakie wykonywali inni gracze, jak Jadon Sancho z Borussii, czy jego przyszli koledzy z drużyny: oderwanie się od krycia przez Asensio, zatrzymanie Benzemy, defensywna harówka Lucasa i tak dalej.

Poza tym, że Zidane określił jego styl gry jako „radość”, docenił także dojrzałość taktyczną i uporządkowanie. Ci, którzy go znają, uważają jednak, że jeszcze nie pokazał pełni potencjału. Podczas gry nie nadużywa przekładanek nad futbolówką, ale jego repertuar jest szeroki. Już podczas sesji treningowych w Santosie wystawiano go na prawym skrzydle. W Madrycie wyczuli, że łatwej będzie mu o minuty właśnie po tej stronie boiska. Rodrygo, który zawsze operował po lewej flance lub grywał tuż za napastnikiem, zaczął więc poruszać się po prawej stronie. Właśnie po prawej może także zadebiutować niebawem w dorosłej reprezentacji Brazylii i tam też ma autostradę w madryckim zespole.

W ciągu kilku tygodni przeskoczył z Castilli do wyjściowej jedenastki w pierwszej drużynie. Przyjechał do Hiszpanii z wyraźnym pomysłem, jakim miała być gra w rezerwach. Nikt nie dawał mu żadnych gwarancji, mógł rozegrać trzy lub trzydzieści spotkań. Podchodził jednak do tego ze spokojem. Gdyby musiał dojeżdżać na trening autobusem po sześć godzin, również by to robił. W ekipie Raúla rozegrał jednak ostatecznie tylko dwa mecze. To właśnie obecny trener Castilli jest jedynym młodszym zdobywcą hattricka w Lidze Mistrzów od Rodrygo. W szatni, do której w środę zszedł z piłką pod pachę, przytulił się ze swoim dobrym przyjacielem Viníciusem, a klub widzi w ich obu nadzieję na lepszą przyszłość.

Ojciec Rodrygo ma zaledwie 35 lat. Był graczem w brazylijskiej drugiej lidze, a teraz pracuje dla agenta swojego syna, jako skaut. Zawiesił buty na kołku, by skupić się na karierze dziecka. Historia Rodrygo nie jest podobna do innych brazylijskich cracków o niezwykle skromnym pochodzeniu, takich jak choćby Vinícius. Rodrygo i jego rodzina (ma młodszą siostrę) mieszkają teraz w Madrycie w starym domu Júlio Baptisty, byłego napastnika Realu. Stopniowo poznają miasto, między spacerami do centrum a dyskretnymi wycieczkami do brazylijskich lub hiszpańskich restauracji, chociaż w niedzielę wolą chodzić na mszę i organizować grilla dla przyjaciół. Piłkarz nadal uczy się hiszpańskiego i wkrótce zacznie też lekcje angielskiego.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!