Menu
Leszczu

Może nie jest tak źle?

Foto: Może nie jest tak źle?
Fot. Getty Images

Miało być tak źle, a Julen Lopetegui wraz z Sergio Reguilónem i Chicharito mieli dopełnić obraz nędzy i rozpaczy, jaki zapanował w Madrycie po spotkaniu z PSG. Ale nie było. Courtois mógł się zdrzemnąć, ponieważ drużyna wykonała dobrą pracę w obronie. Dobrze było ostatecznie także pod bramką rywala. Karim Benzema zrobił swoje, a Real wygrał 1:0.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

W pierwszej połowie były emocje, ale nie było w tym wielkiego futbolu. Na pierwsze okazje musieliśmy dość długo czekać. Przed przerwą bliscy pokonania Tomáša Vaclíka byli Eden Hazard i Dani Carvajal, ale pojedynki z nimi wygrywał bramkarz Sevilli. Warto podkreślić rolę Jamesa Rodrígueza, który przy tej pierwszej sytuacji zanotował odbiór, a przy drugim – podanie kluczowe. Real nie zachwycał, ale był jednością. Razem atakował i razem bronił, dzięki czemu na drugą połowę można było czekać z dość optymistycznym nastawieniem, zwłaszcza że Sevilla nie oddała ani jednego celnego strzału.

Brakowało gola. Było nieźle w obronie, było nieźle w ataku, ale brakowało wykończenia akcji. Wreszcie nadeszła bramka, a kto inny mógł ją zdobyć, jeśli nie Karim Benzema? Jak, jeśli nie głową? Gareth Bale dograł do Daniego Carvajala, ten dograł prosto na głowę francuskiego snajpera (tak, snajpera!), który znalazł sposób na pokonanie Vaclíka. Potem zrobiło się trochę nerwowo, ale ostatecznie Sevilla do ostatniej minuty nie oddała nawet jednego celnego strzału.

Czy jest na co narzekać? Real Madryt nie objął pozycji lidera, jednak wywiózł trzy punkty z cholernie trudnego terenu. Tam Julen Lopetegui rok temu przegrał 0:3 i tam zaczęło się dziać najgorsze. Teraz mógł to być mecz przełomowy – bez większych zmian w składzie „ekipa z Paryża” i Sergio Ramos odwrócili kartę. Na Sánchez Pizjuán zagrali bardzo poważny mecz. Poważny przede wszystkim w defensywie. Ale przecież to od niej należy zacząć i o tym wiedzieliśmy już od wielu, wielu miesięcy. Nie trzeba było fajerwerków, trzeba było zdobyć trzy punkty. I to się udało, dzięki czemu idziemy spać spokojni.

Sevilla FC – Real Madryt 0:1 (0:0)
0:1 Benzema 64' (asysta: Carvajal) 

Sevilla: Vaclík; Jesús Navas, Diego Carlos, Carriço (81' Nollito), Reguilón; Fernando, Joan Jordán, Banega; Ocampos (70' Chicharito), Franco Vázquez (52' Óliver), De Jong.
Real Madryt: Courtois; Carvajal, Varane, Ramos, Mendy; Casemiro, Kroos; Bale, James (76' Valverde), Hazard (90' Lucas); Benzema.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!