„Takimi meczami wygrywa się mistrzostwo” – chyba każdy kibic Realu Madryt chociaż raz w życiu użył tego sformułowania. W niemal każdym przypadku oznaczało to jedno. Słaba gra na wyjeździe, wymęczone zwycięstwo, trudne do oglądania spotkanie, ale zakończone zainkasowaniem trzech oczek. Tak z pewnością było wielokrotnie w zeszłym sezonie, zwłaszcza w jego drugiej części. Królewscy radzili sobie na różnych stadionach z kolejnymi rywalami i wracali do Madrytu z kompletem punktów.
I choć wtedy nie wygrali z Barceloną ani w 14., ani w 33. kolejce, radzili sobie nie najgorzej także z drużynami z czołówki tabeli Primera División. Wiele razy w tym sezonie mogliśmy przeczytać o tym, że osławiony „Real B” jest znacznie słabszy niż przed rokiem i nie było w tym ani trochę przesady. Warto jednak przyjrzeć się wynikom, jakie osiągali podopieczni Zinédine'a Zidane'a w starciach z innymi drużynami z czołówki.
Do dziś trudno zrozumieć tak ogromną różnicę pomiędzy Realem Madryt w lidze a Realem Madryt w Champions League. 17-punktowa przewaga Barcelony jest czymś, do czego madridismo nie ma prawa być przyzwyczajone. Z czego to wynika? Na pewno nie tylko ze słabości w ataku pozycyjnym przeciwko głęboko grającym rywalom z dołu tabeli. Warto więc pochylić się nad tym, jak grali Los Blancos, gdy przyszło im mierzyć się z Barceloną, Atlético, Valencią, Betisem, Sevillą i Villarrealem.
Pięć punktów u siebie i dziewięć na wyjeździe. Real Madryt zawodził przede wszystkim na Santiago Bernabéu. Tylko jedno zwycięstwo w sześciu meczach, nad wyraz efektowne (5:0 z Sevillą) nie może zmazać miernej postawy podopiecznych Zizou. Porażki z Barceloną, Betisem i Villarrealem kibice zapamiętają na bardzo długo (bilans bramkowy 0:5). Przy Concha Espina zbyt mocne okazały się też Atlético (1:1) i Valencia (2:2). Królewscy w sześciu spotkaniach zdobyli pięć oczek, podczas gdy mistrz Hiszpanii w spotkaniach z czołówką zgarnął 16 punktów na 18 możliwych…
„Niewiele lepiej, ale lepiej”. Tak w najkrótszy sposób można określić wyjazdową postawą Los Blancos w spotkaniach z mocnymi rywalami. Mowa oczywiście o potyczkach ligowych, wszyscy bowiem doskonale pamiętają starcia w Paryżu, Turynie czy Monachium, gdzie Królewscy rzeczywiście przypominali królów Europy. Przeciwko najmocniejszym drużynom w Hiszpanii na wyjazdach po prostu zawodzili. Przegrali z Sevillą 2:3, a po jednym punkcie wywozili ze stadionów Barcelony, Villarrealu i Atlético. Dziewięć punktów w sześciu meczach w dalszym ciągu było jednak wynikiem poniżej oczekiwań.
| Miejsce | Drużyna | Mecze | Bramki | Punkty |
| 1. | FC Barcelona | 12 | 28:9 | 28 |
| 2. | Atlético | 12 | 13:8 | 18 |
| 3. | Villarreal | 12 | 17:19 | 18 |
| 4. | Valencia | 12 | 19:15 | 15 |
| 5. | Real Madryt | 12 | 23:19 | 14 |
| 6. | Real Betis | 12 | 17:30 | 11 |
| 7. | Sevilla | 12 | 18:35 | 9 |
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się