Trenerską karuzelę w Madrycie zaczął Carlos Quieroz. Po niesatysfakcjonującym sezonie został zwolniony z piastowanego stanowiska w maju 2004. Przeprowadził się z powrotem pod skrzydła Sir Alexa Fergusona i całkiem możliwe, że niedługo zluzuje Szkota na stanowisku trenera-menedżera w Manchesterze United. Pomimo nieudanej przygody z Madrytem nie można winy za niepowodzenia zwalać na niego, bowiem miałmałe pole manewru. Ten fakt jest jakby niezauważany i zarzuca się Portugalczykowi z Mozambiku, że operował tymi samymi piłkarzami.
Po Queirozie przyszedł Camacho. Kiedyś trenował Real przez... 20 dni, ale odszedł mijając się poglądamy z ówczesnym prezydentem, Lorenzo Sanzem. El presidente zastąpił Hiszpana Guusem Hiddinkiem, który furory w Madrycie nie zrobił. W tym przypadku Camacho wytrzymał niewiele dłużej, bo pracował tylko do września 2004. Chodziły pogłoski, że zwolnili go piłkarze, a on sam z racji swojego charakteru nie mógł pracować z rozkapryszonymi gwiazdami. Odszedł przekazując pałeczkę swojemy asystentowi, Mariano García Remónowi.
Drużyna pod kierunkiem byłęgo bramkarza Królewskich spisywała się fatalnie, a czary goryczy dopełniła kompromitacja na Camp Nou. Real grał bez pomysłu, bez dawnej finezji i słabo. Najwyraźniej do zmiany decyzji prezydenta co do osoby trenera zmusiły Florentino wyniki. Niestety, koniec roku w wykonaniu Realu był skwitowaniem formy w przeciągu roku. García Remón pod koniec grudnia traci pracę.
Czy wraz z Luxemburgo nadejdzie brazylijski polot, esencja futbolu? Miejmy taką nadzieję i wierzmy w to, że Brazylijczyk popracuje w Madrycie dłużej, niż dwa miesiące...
Czwarty trener w osiem miesięcy
Wanderlei Luxemburgo będzie czwartym trenerem Realu w ostatnich ośmiu miesiącach. Okazuje się, że takiej średniej "zwalniania trenerów" nie miał nawet Lorenzo Sanz!
REKLAMA
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się