Menu
Paczi / RealMadryt.pl

Madryt na godziny przed Klasykiem

Sportowe święto w cieniu zagrożenia terrorytycznego

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Po ponad dwóch tygodniach piłka nożna wraca na Santiago Bernabéu. Nareszcie. I to wraca w naprawdę mocny sposób – Klasykiem. Od ostatniego meczu z PSG trybuny stadionu Królewskich świeciły pustkami, ale nie można tego powiedzieć o jego okolicach. Cały Madryt w ostatnim czasie opanowali bowiem… bohaterowie Gwiezdnych Wojen. Hiszpanie, jak i zresztą cały świat, są fanami serii. Stolica jest jednak pod tym względem wyjątkowa – w różnych punktach miasta stanęło niedawno osiem ogromnych hełmów bohaterów filmu. Jednym z takich miejsc jest stadion Królewskich, gdzie od początku listopada Szturmowiec jest szturmowany przez turystów i fanów Star Wars.

Fot. RealMadryt.pl

Szturmowiec pod Puerta de Alcalá, niedaleko parku Retiro

Teraz jednak Darth Vader i koledzy będą musieli ustąpić Klasykowi. Co nikogo zapewne nie dziwi, o meczu Realu z Barceloną jest w Madrycie naprawdę głośno. Czasami wydaje się, że ten temat opanował wszystkie rozmowy mieszkańców stolicy Hiszpanii. Jest w metrze, na przystankach autobusowych, sklepach (chociaż tu góruje Real, bo czipsów z herbem Barcelony nie widziałem), o barach i restauracjach nie wspominając. Moja znajoma z mieszkania uwielbia El Clásico, chociaż nigdy bym jej o to nie podejrzewał. Nie interesuje się piłką nożną, ale ten mecz ogląda zawsze. Chociaż w tym roku będzie pewnie trochę mniej uważnie go śledzić, bo na boisku nie będzie już jednego z powodów wielkiego uwielbienia – Ikera Casillasa. Naprzeciwko mojego mieszkania jest szkoła. Młode chłopaki na przerwach już ponad tydzień temu zakładali się o papierosy, kto wygra sobotnie spotkanie. Ku mojemu zdziwieniu większość stawiała na Barcelonę. Na Puerta del Sol na razie króluje Cristiano Ronaldo. A właściwie reklama jego nowych butów. Niedługo jednak zdominuje go niezbyt ładna metalowa choinka, która rośnie w centrum placu. Ona zaświeci się jednak dopiero za tydzień. Gwiazda Ronaldo musi błyszczeć na Bernabéu już jutro.

To futbolowe szaleństwo przekłada się na zainteresowanie biletami na mecz. Jednak ich zdobycie graniczyło z cudem. Wejściówki nie były już dostępne nawet w przedsprzedaży dla posiadaczy karty Madridisty. Ogromna liczba biletów trafiła w ręce socios. Większość z nich, niekoniecznie w legalny sposób, można było kupić później u koników z ogromną przebitką. Ale kogo w klubie to obchodzi? Zwykłym kibicom pozostało odświeżanie oficjalnej strony bez przerwy od poniedziałku – może akurat zwolni się jakieś miejsce? Za najtańsze miejsce trzeba było zapłacić 80 euro. U koników ten bilet kosztuje minimum pięć razy więcej. Ceny biletów VIP u pokątnych sprzedawców dochodzą do 3000 euro. Szaleństwo. Ale w końcu nikt nie chce przegapić Klasyku.

Fot. RealMadryt.pl

Niestety nie tylko oni spacerują po ulicach z bronią

Niestety piłkarskie święto zostało ostatnio przyćmione. I nie przez bohaterów Gwiezdnych Wojen. Zamachy w Paryżu sprawiły, że Klasyk został określony meczem podwyższonego ryzyka. To sprawia, że mecz Realu z Barceloną będzie wydarzeniem historycznym jeszcze zanim się rozpocznie. Nigdy bowiem w historii Madrytu nie było wydarzenia sportowego ochranianego przez tak dużą liczbę osób. Nie jest to jednak powód do dumy. U niektórych madrileńos można wyczuć stres związany z zamachami, jednak życie w stolicy Hiszpanii po piątkowych wydarzeniach w ogóle się nie zmieniło. Nikogo tu nie dziwi widok policjantów w długą bronią przechadzających się po najważniejszych punktach miasta. Już po styczniowych zamachach w Paryżu stopień zagrożenia atakiem terrorystycznym w Hiszpanii podniesiono do 4. Jeszcze jeden wyżej, a pod moimi oknami będzie przechadzać się wojsko.

A Santiago Bernabéu przecież pamięta zagrożenie zamachem. Ponad dziesięć lat temu, w grudniu 2004 roku, stadion był ewakuowany po telefonie o bombie, która miała znajdować się na obiekcie. Siedemdziesiąt tysięcy osób opuściło trybuny w siedem minut. Piłkarze wybiegli na ulicę w strojach sportowych. Alarm na szczęście okazał się fałszywy. Kilka minut, które zostało do końca spotkania dograno już w 2005 roku, a Królewscy pokonali wtedy Real Sociedad po golu Zidane’a. Udało się wtedy uniknąć paniki, pomimo tego, że kilka miesięcy wcześniej miał miejsce zamach terrorystyczny na stacji Atocha. Teraz Hiszpanie jednak bardziej niż na strachu skupiają się na wykorzystaniu ostatnich dni… lata. W ubiegłych dwóch tygodniach temperatura w Madrycie każdego dnia przekraczała 20 stopni. Możemy być pewni, że jutro na Bernabéu będzie gorąco – oby tylko z powodu temperatury i sportowych emocji.


Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!