To człowiek prowadzący grę Wisły, prawdziwy rozgrywający. Zna dobrze Samuela i Solariego. Przyjechał do Polski trzy lata temu z drugiej ligi włoskiej. Teraz jego Wisła ma okazję stać się prawdziwą rewelacją Ligi Mistrzów. Najpierw trzeba jednak pokonać światową legendę - Real Madryt. Oto, co powiedział Mauro Cantoro w wywiadzie dla dziennika sportowego "As":
- Z czym przyjdzie zmierzyć się Wiśle w eliminacjach?
- Trochę zaskoczyły nas informacje o tym, że w trzeciej rundzie spotkamy się z Realem Madryt. Jednak jesteśmy spokojni, dla wielu z nas te spotkania będą najważniejszymi w całym życiu!
- Nie przeraża was Real?
- Proszę zrozumieć, dla nas to jest jedyna, niepowtarzalna okazja by zagrać w Lidze Mistrzów. Ponadto dla graczy małej Wisły to będzie świetna promocja zagrać dobrze przeciwko wielkiemu Realowi. Musimy pokazać to, co mamy najlepszego, że jesteśmy równie wielką drużyną i pozostawić dobre wrażenie na piłkarskiej Europie.
- Oni będą faworytami...
- My jesteśmy realistami i wiemy jakie są nasze możliwości. Jednak to nie byłaby niespodzianka, gdyby Wisła wygrała na swoim boisku z Blancos. Piłka nożna to walka jedenastu na jedenastu i w tej grze może zdarzyć się dosłownie wszystko. W takich sytuacjach mniejsi się mobilizują. Poza tym Real opstatnio nie był w rewelacyjnej formie. Kto by się spodziewał, że spadkowicz ligi, Murcia, wygra z Realem Madryt? My również możemy zrobić to samo.
- Ma pan jakiś pomysł na Królewskich?
- Będziemy grać jak równy z równym i nie damy się zamknąć.
- Przejmujesz się którymś z galaktycznych jakoś wyjątkowo?
- (Uśmiech) Cały Real nam imponuje, może poza ławką rezerwowych. To wielka drużyna i trudno wskazać na kogoś konkretnego. Jest Ronaldo, który w dwie sekundy może odmienić losy meczu. Również Morientes, który jest bardzo umotywowany. Są Raúl, Figo... Jakie nazwiska! Każdy z nich nas zachwyca.
- Znasz Waltera Samuela?
- Tak, grałem przeciwko niemu parę spotkań jeszcze w Argentynie. To wielki obrońca. Mam ochotę się z nim zmierzyć i wymienić po meczu koszulki. A może z Solarim. Jego ojciec był moim pierwszym trenerem w Vélez Sarsfield. Mam miłe wspomnienia.
- Jak przebiegła adaptacja Argentyńczyka do klubu z Polski?
- Najtrudniejsza była nauka języka. Jestem tu już cztery lata, a cały czas mam problemy ze zrozumieniem wszystkiego, ale jestem tu bardzo szczęśliwy. Choć nie obraziłbym się, gdyby Real zadzwonił do mnie z propozycją! (Śmiech)
- Dlaczego nie zagracie na większym od waszego stadionie?
- To by było piękne, gdyby 50 tys. ludzi dopingowało nas w Chorzowie, ale do naszego boiska jesteśmy już przywyczajeni, tam jest nasz dom. Pomimo tego, że wspierać nas będzie mniej ludzi. Pieniądze są w tym momencie mniej ważne. To będzie mecz najważniejszy w naszej dotychczasowej karierze i nie możemy ryzykować, zaprzepaścić tej szansy.
Cantoro dla "As"
Mauro Cantoro, argentyński pomocnik Wisły mógł wypowiedzieć się w swym ojczystym języku. Udzielił krótkiej wypowiedzi dla hiszpańskiego dziennika "As"
REKLAMA
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się