- To był jeden z momentów tego meczu, są ich tysiące. Wytłumaczyłem już, że nie powiedziałem mu, że jestem mistrzem świata, a on nie [w wypowiedzi dla radia COPE pomocnik powiedział, że nigdy nie użyłby tak żałosnego stwierdzenia], bo to nie moja praca i nigdy bym tak nie powiedział. Stwierdziłem po prostu, że nie miał powodu do gestykulowania w kierunku trybun, nic więcej. Całość nie wyszła poza to. Czy nazwałem go sku**ysynem? Nie wiem, może i tak, ale na przykład o mojej mamie wspomina się co mecz i nic się nie dzieje - powiedział dla radia Onda Cero Javi Martínez, tłumacząc ostrą dyskusję z Cristiano Ronaldo po zakończeniu meczu, po której Portugalczyk pokazał Hiszpanowi "gest Kozakiewicza". - Na pewno w następnym sezonie, kiedy zagram przeciwko niemu, podam mu rękę i nic innego się nie wydarzy. To gorące chwile i zareagowałem tak, jak mógł zareagować każdy i nie trzeba robić z tego takiej afery. W każdym razie po wszystkim analizujesz to i mówisz sobie: "mogłem tego jednak nie robić". Myślałem o tym, żeby dodzwonić się do niego za pośrednictwem Ikera, ale sądzę, że mimo wszystko nie musimy się tym aż tak martwić, ani on, ani ja, ponieważ zarówno jemu, jak i mi przytrafiło się tysiące takich rzeczy. Trzeba o tym zapomnieć, tyle.
Martínez: Może i nazwałem Cristiano sku**ysynem...
Hiszpan się tłumaczy
REKLAMA
Komentarze (168)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się