Menu
dziobo / RealMadryt.pl

Uche dla RealMadryt.pl: Wiele zawdzięczam Sánchezowi

Piłkarz Almerii po meczu z Realem

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

W strefie mieszanej po spotkaniu UD Almería – Real Madryt mikrofony i kamery dziennikarzy były głównie wymierzane w piłkarzy Królewskich. Spośród zawodników gospodarzy największym powodzeniem cieszył się kapitan Albert Crusat, dla którego zapewne zdobyty punkt smakował tym bardziej słodko, że jest Katalończykiem. Niemal niezauważony przez mix zonę przeszedł Kalu Uche, dzięki czemu udało się namówić go na rozmowę. Były piłkarz Wisły Kraków tym razem nie zrobił Realowi krzywdy – a ma przecież już na koncie i gola, i asystę przeciwko Los Blancos – ale nie dlatego nie był za bardzo wylewny. Poza tym, że Nigeryjczykowi się spieszyło, należy zaznaczyć, że już wcześniej dał się poznać jako niezbyt ekstrawertyczny człowiek.

Zagraliście dobre spotkanie przeciwko Realowi, ale to nie pozwoliło wam odbić się od dna tabeli Primera División. Co jest teraz dla was ważniejsze: walka o utrzymanie w hiszpańskiej ekstraklasie czy awans do półfinału Pucharu Króla?
Przede wszystkim chcemy utrzymać się w La Lidze. Do bezpiecznego miejsca niewiele nam brakuje, a po takim występie jak przeciwko Realowi wierzymy, że stać nas na wiele. Gdy grałem w Polsce, do występów w Pucharze Polski przywiązywałem wielką wagę. Tak samo jest i tutaj, ale liga jest ważniejsza. Tak myślą wszyscy w klubie, zarówno piłkarze, jak i trenerzy czy działacze.

Pierwszy mecz w ćwierćfinale Pucharu Króla z Deportivo La Coruńa wygraliście 1:0, więc jesteście bliżej gry w 1/2 finału z Barceloną.
Jesteśmy zadowoleni z naszej postawy w pucharze i gdybyśmy awansowali do kolejnej fazy, byłoby świetnie. Myślimy nawet o finale, to jest możliwe.

Jesteś zdania, że można się wybić z polskiej ligi? Jak dotąd chyba ty zrobiłeś największą karierę spośród obcokrajowców mających za sobą grę w Polsce.
Gdy byłem w Polsce byłem bardzo szczęśliwy. Na początku było dość ciężko, ale później się przyzwyczaiłem się do gry w waszej lidze i do życia w Polsce. Jestem zadowolony z tego, co pokazałem podczas pobytu w Polsce, cieszyłem się grą i życiem. Teraz jestem w Hiszpanii i mam nadzieję nadal się rozwijać.

Na początku pobytu w Wiśle nie znajdywałeś uznania w oczach Franciszka Smudy, który jest teraz trenerem reprezentacji Polski.
Tak, słyszałem o tym, że został selekcjonerem. Ciężko było mi się na początku pokazać, bo byłem nowy, a poza tym nie dostawałem szans. Jednak gdy przyszedł Henryk Kasperczak, to postawił na mnie, za co odwdzięczyłem mu się dobrą grą. Piłka nożna na tym polega, żeby korzystać z okazji, które przynosi los.

W Polsce byłeś ustawiany na prawej pomocy, na której występujesz zazwyczaj także teraz.
Gram tam, gdzie ustawia mnie trener. Na każdej pozycji staram się pokazać, na co mnie stać. Wszędzie jest ciężko, więc muszę walczyć o swoje i rozwijać się, by grać.

Jednak gdy trenerem Almerii był Hugo Sánchez, grałeś w ataku i strzelałeś dość dużo bramek.
To były bardzo miły okres w mojej karierze. Sánchez dał mi naprawdę bardzo wiele, stawiał na mnie i mam nadzieję, że pewnego dnia spotkamy się znowu w jakimś klubie.

Czego konkretnie nauczył cię były piłkarz Realu?
Wielu rzeczy, sam nawet nie wiem, od czego zacząć... Przede wszystkim dotarł do środka mojej głowy, pokazał mi, co ma być moim celem podczas meczu, jak mam grać jako napastnik.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!