Menu
/ Realmadrid.pl

RealMadryt.pl: Valencia - Real okiem kibica

Przedmeczowy felieton od redakcji RealMadrid.pl

Przed starciem z Los Ches

Valencia napawa mnie, od czasu do czasu, obawą. Pierwszy raz ta obawa pojawiła się przed dwudziestym czwartym dniem maja 2000 roku. O wynik tamtego finału Ligi Mistrzów drżałem bardziej, niż przed finałowymi konfrontacjami Królewskich dwa lata wcześniej i dwa lata później. Valencii kuta w skale obrona, świetny bramkarz, ognisty żywioł Mendieta w środku pola, wspomagany przez zabójczego, w zgodzie z imieniem, Kily Gonzáleza. Z przodu szybki i sprytny Claudio López, solidny i nieobliczalny Angulo. Drżałem, lecz skończyło się wybornie i bez wątpliwości, komu należało się wtedy zwycięstwo.

Pomimo tej słodkiej wiktorii w Paryżu, Valencia znów powoduje skok ciśnienia. Tym razem skalą talentu w ofensywie, co niepojęcie kłóci się z finansowym "jak się masz?" klubu.

Wakacyjny, zgoła kabaretowy romans z firmą Dalport skończył się na długo przed pójściem do wspólnego łoża. I dobrze, Dalport kochankiem byłby nikczemnym. Niesmak pozostał, wywołany zakulisową grą pewnych panów, mniejsza o nazwiska, w walce o przewagę w kierowaniu losami tego sympatycznego klubu z Mestalla. Sympatycznego - dającego się lubić ot tak po prostu i bez większych kibicowskich zobowiązań.

Wracając do rzeczonego potencjału - Villa, Silva (jakiż pech, że nie zagra), Pablo, Joaquin i Mata. Za oglądanie gry któregokolwiek z tych piłkarzy w białych barwach, kibic Los Blancos oddałby wiele. Matę mieliśmy, ale bezdennie głupio, choć ku chwale piłkarza i jego obecnego klubu, oddaliśmy. O Joaquinie madridistas marzyli od dawna. Pablo wyskoczył znikąd i niedawno (przecież w ubiegłym sezonie dopiero), a już jego osoba zaczęła kręcić futbolowych speców, aż się Vicente del Bosque na tego harcownika połakomił. Silva to piłkarskie "ciasteczko", byleby tylko kontuzje imały się go jak najrzadziej. Inaczej, ludziom kochającym piłkę (nie tylko klub czy zawodnika, piłkę po prostu), wyjdzie zakalec, który w czasie dojrzewania obiecywał ogrom doznań smakowych. Koronę Valentia Edetanorum wieńczy Villa, ideału napastnika bliski niemożebnie, maravilla nogą pełną bramek.

A gdyby tak zestawić ze sobą mecze Realu z Barceloną i Realu z Valencią, które miały miejsce w ostatnich latach, odrzeć te pierwsze z magii Gran Derbi, wiecznej rywalizacji, medialnego zainteresowania świata i zestawić z tymi drugimi... Jeden do zera dla los Merengues i los Ches. Piłkarskich emocji, futbolowego "dziania się" i podziwu dla gry samej w sobie jest tu więcej.

I nieważne, tak naprawdę, że czekający nas w sobotę wielki mecz stworzą drużyny zbudowane kosztem długu wynoszącego grubo, grubo ponad 500 milionów euro. Jakie ma to znaczenie, skoro czeka nas wydarzenie tak ekscytujące.

Felietony serwisu VCF.pl dotyczące rzeczonego meczu znajdziecie tutaj

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!