"Bywają ludzie, którym prostodusznego charakteru nie są w stanie wypaczyć największe żywioły: sława i pieniądze. Taki był Míchel Salgado, piłkarz z numerem 2 już nie zagra w Realu Madryt
10 lat, 360 meczów, dwa Puchary Europy, jeden Puchar Interkontynentalny, cztery mistrzostwa Hiszpanii - to wszystko zabierze ze sobą z Madrytu. Nie wiadomo dokąd, bo dopiero zaczął szukać klubu. Cichy, spokojny, łagodny, ale i najwaleczniejszy ze wszystkich. W obu finałach Champions League grał w podstawowej jedenastce i tak w Paryżu z Valencią, jak i w Glasgow z Bayerem Leverkusen królewski klub wychodził z nich zwycięsko.
Był częścią jednej z najbardziej niewiarygodnych drużyn, musiał sprostać grze u boku Luisa Figo, dorównać klasie Roberto Carlosa, który z wdziękiem małego bizona biegał po lewym skrzydle. Wszystko to skromnemu chłopakowi z As Neves się udało. W gronie najjaśniejszych gwiazd piłki potrafił zostać kimś niezastąpionym" - pisze na swoim blogu redaktor Dariusz Wołowski.
Míchel Salgado - fenomen skromności
Legenda Realu Madryt w oczach Dariusza Wołowskiego
REKLAMA
Komentarze (32)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się