Menu
/ Toumek / Klatus

Historyczne mecze Realu Madryt - część 4

Kolejna edycja Pucharu Mistrzów, kolejna opowieść, kolejne klipy do pobrania

Dziś przedstawiamy Wam historię czwartej edycji Pucharu Europy rozegranej w sezonie 1958/1959, który w lidze hiszpańskiej zakończyliśmy na drugim miejscu, cztery punkty za Barceloną.

Ponownie w 1/16 finału Real Madryt zwolniony był z udziału i spokojnie czekał, kogo przydzieli mu los. Ostatecznie trafili się nam rywale z Turcji, stambulski Beşiktaş Jimnastik Kulübü, który awans uzyskał bez walki - Grecy z Olympiakosu wycofali się bowiem z rywalizacji z klubem znad Bosforu. W taki własnie bezbolesny sposób najstarszy turecki klub sportowy, z którym sympatyzował ponoć sam Mustafa Kemal Atatürk, dostąpił zaszczytu zmierzenia się z już wtedy najbardziej utytułowanym klubem Europy.

Sprawa awansu była w dużej mierze przesądzona już po pierwszym spotkaniu - w Madrycie podopieczni Luisa Antonio Carniglii wygrali 2:0 po golach Juana Santistebana i Raymonda Kopy, a Turcy kończyli mecz w dziesiątkę i... bez bramkarza. Miejsce kontuzjowanego golkipera musiał zająć jeden z zawodników z pola i to właśnie jego pokonał Kopaszewski. W rozegranym dwa tygodnie później rewanżu padł remis 1:1, a bramkę dla Los Blancos ponownie zdobył Santisteban.

Naszym następnym rywalem zostali Austriacy z założonego w 1883 roku Wiener Sport-Clubu, którzy w 1/8 finału wyeliminowali Duklę Praga z wielkim (i nadzwyczaj wszechstronnym) Josefem Masopustem w składzie, a rundę wcześniej odprawili z kwitkiem Juventus, któremu na swoim boisku wbili aż siedem (sic!) goli.

Najwyraźniej jednak całą amunicję zużyli na turyńczyków i prażan, gdyż spotkanie w Wiedniu skończyło się bezbramkowym remisem, co dawało Austriakom pewne szanse awansu. Mecz rewanżowy przyniósł bramkę dla Los Blancos już w ósmej minucie, ale po zaledwie kilkudziesięciu sekundach wyrównał Walter Horak. W czternastej minucie odzyskaliśmy prowadzenie dzięki bramce Alfredo di Stéfano i do przerwy wynik pozostał bez zmiany. Po przerwie stan taki utrzymywał się jeszcze przez prawie dwadzieścia minut, ale w końcu przypomniał o sobie wielki Don Alfredo. W 64. minucie podwyższył na 3:1, zmuszając Austriaków do ruszenia pod naszą bramkę, ale ledwo zdołali zareagować, a Héctor Rial pokonał golkipera gości. Była 67. minuta i mieliśmy 4:1, a niespełna trzy minuty później już 5:1.

Awans był już w tym momencie przesądzony, ale Królewscy nie odpuszczali. Di Stéfano zakończył spotkanie z dorobkiem czterech goli, a ostatnią, siódmą bramkę dla naszych strzelił Paco Gento na minutę przed końcem spotkania.

Do półfinałów dotarły ostatecznie dwie drużyny hiszpańskie, jedna szwajcarska i jedna francuska. Jedną parę sformowali berneńscy Young Boys (swoją drogą, rówieśnicy FC Barcelona) oraz dobrze już nam znani Rémois, czyli Stade de Reims, w drugiej zaś rywalem Realu Madryt został nasz lokalny rywal - Atlético. Dobrym prognostykiem przed tą rywalizacją był wynik "dwumeczu" w Primera División: 22 lutego 1959 Los Colchoneros pokonali nas co prawda u siebie 2:1 (Joaquín Peiró, Vavá - Alfredo Di Stéfano), ale wcześniej, 2 listopada 1958, to my byliśmy górą, i to stosunkiem aż 5:0 (Joseíto, Kopa, Gento, Ferenc Puskás i jeszcze raz Kopa). Był to zresztą sezon obfitujący w bramki; w styczniu rozbiliśmy Las Palmas 10:1, w marcu Real Sociedad 6:1, a aż dwa razy wygraliśmy 8:0 - z Osasuną w październiku i z Sevillą w kwietniu. Mimo tego nie udało nam się zdobyć mistrzostwa, Katalończycy zdobyli zresztą nie tylko więcej punktów, ale też więcej bramek.

A wracając do głównego wątku naszej opowieści: nasze szczęście, że nie istniała jeszcze reguła rozstrzygania dwumeczów na zasadzie bramki wyjazdowej. Pierwszy mecz wygraliśmy 2:1, chociaż to goście jako pierwsi zdobyli gola. Na trafienie Antonio Gonzáleza Alvareza znanego jako Chuzo odpowiedział jednak już po dwóch minutach (a była to 15. minuta spotkania) Héctor Rial, a prowadzenie dał nam jeszcze przed przerwą strzałem z rzutu karnego Puskás. Aż do końcowego gwizdka wynik się nie zmienił, a w rozegranym 7 maja rewanżu padła tylko jedna bramka, autorstwa Enrique Collara. Gdyby więc dokładnie taki dwumecz rozegrać dziś, awansowałby klub z Estadio Vicente Calderón, ale na nasze szczęście w tamtych czasach tego typu sytuacje rozwiązywano za pomocą trzeciego, decydującego spotkania. Rozegrano go w Saragossie sześć dni później.

Tym razem to my otworzyliśmy wynik - Alfredo di Stéfano pokonał Manuela Pazosa (który był bramkarzem Realu Madryt w sezonie 1953/1954) w szesnastej minucie, ale w tamtych czasach jakoś podejrzanie często zdarzały się szybkie wyrównania. I faktycznie, również tym razem tak się stało, a autorem bramki na 1:1 był znany nam już Enrique Collar. Korzystny dla nas wynik ustalił w 42. minucie Ferenc Puskás. Na marginesie: gdyby to spotkanie zakończyło się remisem, o awansie zadecydowałby rzut monetą. Niby rzuty karne to też loteria, ale jednak bardziej uczciwa. Na drugim marginesie: Atlético zakończyło rozgrywki ligowe na piątej pozycji.

Pobierz skrót ćwierćfinałów i półfinałów z:
Rapidshare.com
Sendspace.pl

Francuzi prowadzeni przez Alberta Batteux pokonali Young Boys dość gładko - przegrali co prawda 0:1 w Bernie, lecz w rewanżu dwie bramki Rogera Piantoniego i jedna Armanda Penverne'a dały im awans.

Stade de Reims było wówczas drużyną niezwykle silną - niespełna rok wcześniej reprezentacja Francji zajęła trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata 1958, a wielu członków tamtej drużyny było piłkarzami właśnie naszych finałowych rywali. Taki choćby Just Fontaine, który na turnieju w Szwecji w sześciu meczach strzelił trzynaście goli, co jest do dziś niepobitym rekordem. Brązowymi medalami pochwalić się mogli także wspomnieni wyżej Penverne i Piantoni, bramkarz Dominique Colonna, obrońca Robert Jonquet (kapitan SdR), napastnik Jean Vincent oraz sam Albert Batteux, będący na MŚ'58 selekcjonerem Trójkolorowych.

Trzy sezony wcześniej w meczu finałowym padło aż siedem goli, w tym zaś padły tylko dwa, ale emocji i tak nie brakowało. Zaczęły się, jak to zwykle w meczach Realu Madryt bywało, bardzo szybko, już w drugiej minucie, a zdobywcą bramki został Enrique Mateos, który wystąpił w pierwszej połowie roku 1959 tylko w trzech meczach (do tego każdy był w innym miesiącu), ale za to w każdym strzelił gola - no więc strzelił i teraz. Taki wynik utrzymał się do przerwy.

Po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania znów tylko dwie minuty minęły do chwili, w której padł gol. Strzelił go oczywiście wielki Alfredo Di Stéfano, z linii pola karnego w lewy (albo prawy, jeśli spojrzymy oczyma bramkarza) dolny róg. Potem graliśmy już rozważniej, spokojnie przetrzymując ataki Francuzów i ostatecznie 72 tysiące widzów na stuttgarckim Neckarstadionie mogło oklaskiwać José Maríę Zárragę i jego kolegów cieszących się czwartym w dorobku klubu Pucharem Europy.

Pobierz skrót finału z:
Rapidshare.com
Sendspace.pl

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!