Menu
/ Toumek / Klatus

Historyczne mecze Realu Madryt - część 3

Tym razem trzecia edycja Pucharu Mistrzów

Trzecia część naszego cyklu poświęcona jest trzeciej edycji Pucharu Mistrzów, rozegranej na przełomie lat 1957 i 1958. Ligę hiszpańską reprezentowały w niej Real Madryt i Sevilla FC, który w 1/16 finału, kiedy Los Blancos dostali wolny los, wyeliminował lizboński SL Benfica. Poświęcimy też spory fragment pewnemu innemu klubowi, ale o tym poniżej...

Nasza przygoda zaczęła się i zakończyła w Belgii, gdzie najpierw przyszło nam się zmierzyć z Royal Antwerp FC i bez większych problemów wróciliśmy do Madrytu jako zwycięzcy po dwóch golach Alfredo di Stéfano, którym gospodarze przeciwstawili tylko celny strzał Constanta de Backera, a już w Madrycie nie było wątpliwości, kto jest najlepszą drużyną klubową Europy. Klasyczny hat-trick Héctora Riala, po jednym golu Marsala, Kopy i Gento, sześć do zera i koniec. A w następnej rundzie, jak zrządził los, spotkaliśmy się z Sevillą

Pierwszy mecz, rozegrany 23 stycznia w Madrycie, zasługuje na zapamiętanie. Choćby dlatego, że Alfredo di Stéfano stał się wówczas pierwszym zawodnikiem w historii Pucharu Mistrzów, który strzelił cztery gole w jednym spotkaniu. Dalsze dwa dodał Raymond Kopa, po jednym José Ramón Marsal (który razem z Campanalem z Sevilli został ukarany czerwoną kartką na początku drugiej połowy) i Francisco Gento i awans do półfinału też był nasz, bo i tym razem mecz rewanżowy był jedynie formalnością; zakończył się remisem 2:2.

Zatrzymajmy się tu na chwilę, odkładając na bok Real Madryt, by wspomnieć o innym dwumeczu ćwierćfinałowym. Manchester United zmierzył się w nim z belgradzką Crveną Zvezdą. U siebie Czerwone Diabły wygrały tylko 2:1 i w rewanżu wszystko mogło się zdarzyć – Królewscy mieli już okazję przekonać się, że mistrzowie Jugosławii potrafią napędzić strachu faworytom. I faktycznie, choć Anglicy prowadzili do przerwy już 3:0, gospodarze wzięli się ostro do roboty w drugiej połowie i w 58. minucie Bora Kostić wyrównał na 3:3. Zveździe zabrakło jednak sił i ostatecznie to podopieczni Matta Busby'ego awansowali dalej. Na powrót wyczarterowano samolot Airspeed AS.57 Ambassador linii British European Airways o rejestracji G-ALZU – piękną maszynę napędzaną dwoma silnikami turbośmigłowymi.

Start został opóźniony o kilka godzin, bo Johnny'emu Berry'emu gdzieś zapodział się paszport, ale ostatecznie problem rozwiązano i maszyna ruszyła w kierunku Monachium, gdzie miała zatankować paliwo. Tam pierwsze dwie próby startu nie powiodły się, a przy trzeciej samolot za późno zaczął nabierać wysokości, zaczepił o ogrodzenie i wbił się w stojący obok opuszczony budynek.

W katastrofie zginęło dwudziestu trzech z czterdziestu czterech pasażerów, w tym piłkarze Manchesteru: Geoff Bent, Roger Byrne, Eddie Colman, Duncan Edwards (zmarł w szpitalu), Mark Jones, David Pegg, Tommy Taylor oraz Liam Whelan. Dwa miesiące temu minęła pięćdziesiąta rocznica tego wydarzenia.

Czerwone Diabły trafiły w półfinale na AC Milan, Królewskim trafił się łatwiejszy przeciwnik, budapeszteński Vasas. I po raz trzeci na własnym boisku dokonaliśmy pogromu – stanęło na 4:0, ale mogło być dużo więcej. Madryccy kibice musieli się jednak zadowolić hat-trickiem Alfredo di Stéfano (który miał tym samym już dziewięć bramek) oraz jednym golem Marsala. Węgrzy są jednak twardym narodem, były to zresztą czasy tuż po końcu kariery Złotej Jedenastki, więc nic dziwnego, że mecz nad Dunajem był dużo cięższy od tego nad Manzanares. Gole Dezső Bundzsáka i Lajosa Csordása nie wystarczyły jednak, by pozbawić nas miejsca w meczu finałowym.

W drugim półfinale, rozegranym aż miesiąc później, AC Milan odpuścił Manchesterowi United na Old Trafford i pozwolił gospodarzom, załamanym monachijską tragedią, odnieść honorowe zwycięstwo 2:1, ale w Mediolanie sentymenty się skończyły – dwa gole Juana Alberto Schiaffino, jeden Liedholma, jeden Danovy i awans do finału dla Rossonerich. Amen.

Droga do finału:
Pobierz z Rapidshare
Pobierz z Filefront

Trzeci finał Pucharu Mistrzów rozegrano 28 maja 1958 w Brukseli, na słynnym stadionie Heysel. Zbiegło się to wydarzenie z trwającym w stolicy Belgii Expo '58, na które wybudowano słynny budynek znany jako Atomium, powiększony 165 miliardów razy modelu atomu. Giuseppe Viani, szkoleniowiec Milanu, powiedział przed meczem: „skoro Real Madryt ma Alfredo di Stéfano, my mamy Schiaffino, który jest w stanie wytrzymać porównanie z najlepszym graczem Europy.”

Włosi, co oczywiście nie może dziwić, postawili bardzo trudne warunki i, podobnie jak Fiorentina rok wcześniej, imponowali dyscypliną w grze obronnej. Impas trwał całą pierwszą połowę i kwadrans drugiej; dopiero w 59. minucie Schiaffino otworzył wynik, ale już w 74. minucie wyrównał di Stéfano. Był to dlań dziesiąty gol, dający mu tytuł samodzielnego króla strzelców z jedną bramką przewagi nad Borą Kosticiem. Trafienie to oznaczało nie tylko remis w meczu dwóch wielkich klubów, ale też remis w pojedynku niewątpliwie najlepszych wówczas zawodników grających na Starym Kontynencie. Ten drugi miał się utrzymać już do końca meczu, ale przecież spotkanie musiało zakończyć się zwycięstwem tej czy drugiej ekipy.

Cztery minuty później znów bliżej byli Włosi, którzy odzyskali prowadzenie po strzale Ernesto Grillo, ale tym razem mogli się cieszyć zaledwie... pięćdziesiąt sekund, po których Narcisa Soldana pokonał niezawodny w kluczowych momentach Rial. Do końca regulaminowego czasu gry nic się nie zmieniło i po raz pierwszy w historii o tytule Klubowego Mistrza Europy zadecydować miała dogrywka. W jej trakcie wynik na 3:2 ustalił Francisco Gento. I już nic więcej się nie wydarzyło, a po ostatnim gwizdku pana Alberta Alsteena kapitan Królewskich, Juan Alonso, mógł odebrać puchar z rąk belgijskiego księcia Aleksandra.

Finał
Pobierz z Rapidshare
Pobierz z Filefront

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!