José Luis Hurtado z dziennika MARCA stwierdza, że kiedy Mourinho pada na kolana na Camp Nou, by świętować gola, to znaczy, że zdarzyło się coś wielkiego. Zrobił to w 2006 roku w meczu Barçy z jego Chelsea i powtórzył to w ostatnim El Clásico.
31 października 2006 roku, w meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów, rywalizacja między Mourinho a Barceloną już się zaostrzała. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, dzięki bramce Drogby w doliczonym czasie gry. Chelsea ze swoją siłą fizyczną i polotem tworzyła w tamtym spotkaniu więcej okazji niż Barcelona z Messim i Ronaldinho.
Deco, obecny dyrektor sportowy Blaugrany, otworzył wynik spotkania. Pomocnik był kluczowym zawodnikiem Mourinho w drużynie Porto, która wygrała Ligę Mistrzów w 2004 roku. Lampard trafił na 1:1, ale Guðjohnsen dał Barcelonie prowadzenie, które miało utrzymać się do końca, ale Drogba wyrównał w doliczonym czasie. Barcelona była wówczas zwycięzcą ostatniej edycji Ligi Mistrzów.
MARCA zauważa, że podobnie jak we wczorajszym meczu, w 2006 roku, Mourinho musiał wystawić na Barcelonę rezerwowego bramkarza. Petr Čech nie mógł wystąpić z powodu pamiętnej kontuzji czaszki, więc w między słupkami The Blues stanął Hilário. Kariera Łunina przypomina trochę tę portugalskiego golkipera, który długo przystawał na rolę rezerwowego w Chelsea.
Dwadzieścia lat po wspomnianym spotkaniu, Mourinho znów padł na kolana na Camp Nou, tym razem też w pozytywnym sensie. Pokazał przy tym język niczym Mick Jagger. Gwizdy były muzyką dla jego uszu.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.