Yan Diomandé uderzył po raz pierwszy. To nie były pierwsze minuty 19-latka na lewym skrzydle Realu Madryt, ale pierwsze w roli pełnoprawnego zastępcy zawieszonego Viníciusa, wskazuje AS. Cztery mecze pauzy Brazylijczyka, którego forma na początku tego sezonu pozostawia wiele do życzenia, otwierają plebiscyt na to, kto powinien wskoczyć do podstawowej jedenastki Królewskich. Kolej na odpowiedź Viniego już w najbliższą środę w meczu Ligi Mistrzów z Lipskiem, ale wczoraj z Sevillą Diomandé bez wątpienia zrobił to, co do niego należy.
Iworyjczyk w starciu z Andaluzyjczykami był przede wszystkim zawodnikiem robiącym różnicę. Miał olbrzymi wpływ na sam wynik meczu, a to zawsze w futbolu waży najwięcej. I chociaż najprawdopodobniej nie był to jego najlepszy indywidualny występ w karierze, to praktycznie zawsze był wszędzie tam, gdzie był potrzebny. Najlepiej świadczy o tym fakt, że uczestniczył przy wszystkich czterech bramkach Los Blancos – najpierw asysta przy bramce Ardy Gülera, następnie kluczowe podanie przy pierwszym trafieniu Kyliana Mbappé, podanie, po którym Mbappé wywalczył rzut karny, a na sam koniec gol na 4:1. Druga kolejka z rzędu z bramką Diomandé, który tydzień temu trafił również z Villarrealem.
Liczby mówiące o atakującym totalnym, który był do tego świetnym łącznikiem całej gry. Zanotował 86 kontaktów z piłką, będąc w tej klasyfikacji jedynie za Markiem Cucurellą (94) i Deanem Huijsenem (105), oraz wykonał najwięcej podań w ostatniej tercji boiska (18). Do tego nie próżnował również w grze defensywnej, zaliczając w sumie cztery odbiory. Ponadto był regularnym utrapieniem dla obrońców Sevilli, wśród których wzbudzał ciągłe poczucie niepewności i niebezpieczeństwa – zanotował trzy udane dryblingi na pięć prób.
I to właśnie pod względem dryblingów Diomandé odjeżdża Viníciusowi najbardziej. Chociaż Iworyjczyk rozegrał o prawie 200 minut mniej, to podjął więcej prób (45 do 38) i zanotował prawie dwa razy więcej udanych dryblingów niż właśnie Brazylijczyk (30 do 16). Jeśli chodzi o ich skuteczność, to wynosi ona 67% do 42%. Najdroższy transfer w historii Realu Madryt powoli zaczyna usprawiedliwiać te 125 milionów euro, na temat czego żartuje również sam José Mourinho: „On zamiast grać z numerem 25, gra jakby z numerem 125 czy 130, czyli kwotą, którą za niego zapłacono”.
„Trudno mu zachować spokój”
Mourinho jest jednak daleki od hurraoptymizmu i tonuje nastroje, skupiając się na tym, co Diomandé ma jeszcze do poprawy. Chcąc nie chcąc, Portugalczyk sam włączył Viníciusa w odpowiedź na pytanie dotyczące iworyjskiego skrzydłowego: „Ma bardzo dużo do poprawy. Jest młody. Nadal jest trochę naiwny, nadal nie jest gotowym produktem, a poziom wymagań w Realu Madryt jest oczywiście bardzo wysoki. Ma bardzo dużo do poprawy, ale rozegrał wielki mecz i rozwija się. Myślę, że musi jeszcze poprawić podejmowanie decyzji w ostatniej fazie akcji, bo bardzo często dochodzi do niebezpiecznych stref. Wciąż trudno mu w ostatniej sekundzie zachować spokój, podnieść głowę, zobaczyć ustawienie kolegów i lepiej dograć piłkę. Ale to przyjdzie. Bardzo dobrze pamiętam również Viníciusa, kiedy trafił do Realu Madryt, a dwa czy trzy lata później był już zawodnikiem z absolutnie najwyższego poziomu.”
Kolejna szansa dla Diomandé to najprawdopodobniej Klasyk, ponieważ Liga Mistrzów i Lipsk ma być zarezerwowany dla Viniego. Starcie z Barceloną będzie dla 19-latka prawdziwą próbą ognia i wielką okazją na to, aby potwierdzić bardzo dobre odczucia, jakie generuje w ostatnich tygodniach, podsumowuje AS.
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.